"Nawet, jeśli teraz wprowadzimy obostrzenia, to zauważalnego efektu w tej fali już nie przyniosą"

Pandemia obnażyła to, że my mentalnie jesteśmy we wschodniej Europie, a nie zachodniej. Bo problem z brakiem zaufania i sceptycznym podejściem do szczepień jest bardziej nasilony w krajach byłego Bloku Wschodniego - mówiła w TOK FM prof. Agnieszka Mastalerz-Migas. Ekspertka, która jest członkinią działającej przy premierze Rady Medycznej, oceniła, że stała się ona "dyżurnym chłopcem do bicia".
Zobacz wideo

Członkowie działającej przy premierze Rady Medycznej od dawna w wypowiedziach dla mediów powtarzają, że opowiadają się za wprowadzeniem pewnych obostrzeń dla osób niezaszczepionych. Ale rząd inaczej ocenia sytuację, decyzji dotyczących obostrzeń nie podejmuje. 

- Czy w takim razie Rada Medyczna w ogóle ma sens? - pytał Jan Wróbel prof. Agnieszkę Mastalerz-Migas.

Jak mówiła zasiadająca w radzie ekspertka, trzeba by było być ogromnym optymistą, żeby zakładać, iż szef rządu będzie słuchał wyłącznie jednego ciała doradczego. Gościni Poranka Radia TOK FM zastrzegała, że oprócz głośnego ostatnio tematu obostrzeń Rada Medyczna dyskutuje i podejmuje rekomendacje w sprawie innych kwestii, jak np. szczepień, organizacji szpitali czy całego systemu ochrony zdrowia. 

- Mam wrażenie, że Rada Medyczna stała się dyżurnym "chłopcem do bicia" - przyznała w końcu Mastalerz-Migas. - Kiedy premier słuchał rady i mówił, że za jej rekomendacją wprowadzamy "to i to", hejt wylewał się na radę okrutny. Z drugiej strony, kiedy premier podejmuje decyzje nie do końca zbieżne z rekomendacjami rady, dalej ten hejt się wylewa. Pod takim hasłem, że po co w ogóle ta rada, że powinna ustąpić. Mam wrażenie, że my nie mamy komunikacyjnie dobrego wyjścia - oceniła lekarka.

Nauka zdalna to dobry pomysł?

Członkini Rady Medycznej mówiła też o problemach szkół, w których coraz częściej dochodzi do zakażeń koronawirusem. Ministerstwo Edukacji i Nauki z Przemysławem Czarnkiem na czele przekonuje cały czas, że nie będzie zamykania szkół, ponieważ nauka zdalna wyrządziła dzieciom ogromną szkodę. I dopóki system opieki zdrowotnej będzie jako tako wydolny, dzieci i młodzież będą uczyć się stacjonarnie.

Akurat w zakresie zamykania szkół się zgadzam z ministrem Czarnkiem - poinformowała Mastalerz-Migas. Jak dodała, jest matką dwójki dzieci w szkolnym wieku i dobrze wie, z jak głęboką traumą przyszło im się mierzyć w czasie nauki zdalnej. - Uważam, że wprowadzone zostały ogromne szkody i przez lata będziemy się pewnie zastanawiać, czy to było potrzebne w aż tak długim zakresie - mówiła.

Profesor podkreśliła, że opowiada się za tym, by możliwie jak najdłużej utrzymać dzieci w nauczaniu stacjonarnym czy hybrydowym. - Natomiast czy ochrona zdrowia jest wydolna? Ja myślę, że ona już jest u kresu wydolności. Na pewno ta wydolność jest różna w różnych rejonach. W tej chwili dostępność do tej bazy też jest różna, ale na pewno nie możemy powiedzieć, że jest dobra i spać spokojnie. Nie możemy, jest bardzo źle - podkreśliła.

Za późno na nowe obostrzenia?

Lekarka wskazywała, iż przeciążone są nie tylko szpitale, ale też przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej. Co zatem należy robić, aby było lepiej? Zdaniem lekarki trzeba przede wszystkim przestrzegać istniejących już rygorów sanitarnych i zachęcać do szczepień, także trzecią dawką szczepionki.

- Innych rozwiązań nie widzę. Jeśli jestem kierownikiem przychodni, do której wchodzą osoby i nie chcą założyć maseczki, to mam to odpuścić i po prostu puścić wszystko na żywioł? Czy jednak konsekwentnie egzekwować noszenie maseczek, nawet jeśli pacjenci później składają skargi i mają pretensje? No chyba to drugie, to dla mnie oczywiste - mówiła. 

- To jest skala mikro, ale ta skala powinna mieć wersję makro: powinniśmy egzekwować zasady epidemiczne i nawoływać do szczepień. (...) Skupiamy się w dyskusji na obostrzeniach, natomiast trzeba mieć świadomość, że jesteśmy na szczycie fali i nawet jeśli teraz wprowadzimy obostrzenia, to one zauważalnego efektu w tej fali już nie przyniosą. Możemy się lepiej przygotować do przyszłych fal, ale nie łudźmy się, że to nam wpłynie na sytuację tu i teraz - uważa członkini Rady Medycznej.

"Mentalnie jesteśmy w Europie Wschodniej"

Dziennikarz TOK FM pytał prof. Mastalerz-Migas, dlaczego w Polsce nie chcemy się szczepić. W porównaniu z zachodnią częścią Europy mamy znacząco niższy poziom wyszczepienia przeciwko COVID-19. W Polsce zaszczepionych jest ok. 53 proc. obywateli. Dla porównania w Portugalii 87 proc.

- Pandemia rzeczywiście obnażyła to, że my mentalnie jesteśmy jednak we wschodniej Europie, a nie zachodniej. Bo problem z brakiem zaufania i sceptycznym podejściem do szczepień jest bardziej nasilony w krajach byłego Bloku Wschodniego i to na mapach szczepień jest bardzo widoczne - mówiła lekarka. Dopytywana, z czego to wynika, wskazała, iż są to "lata zaniedbań w edukacji zdrowotnej społeczeństwa, które nie do końca rozumie szczepienia".

DOSTĘP PREMIUM