Portret antyszczepionkowca to "czarny sen socjologa". "Przytulają tych, którzy chcą na ulicach coś wykrzyczeć"

Politycy nie są tylko po to, żeby urządzać się w prywatnych pałacach, ale też po to, by czasami podejmowali trudne decyzje, które ratują ludziom życie - tak dr Tomasz Sobierajski w TOK FM komentował brak decyzji rządu o wprowadzeniu kolejnych obostrzeń. - Do Bożego Narodzenia umrze kilkanaście tysięcy osób, czyli zniknie miasteczko. A rząd w ogóle nie bierze tego pod uwagę, jakby życie ludzkie w ogóle nie miało dla polityków znaczenia - dodał.
Zobacz wideo

Zaostrzanie restrykcji związanych z IV falą pandemii w niektórych krajach wywołuje niezadowolenie części obywateli. W miniony weekend do protestów i zamieszek dochodziło m.in. w Brukseli, Hadze i Rotterdamie, w którym manifestacja przeciwników rządowej polityki walki z COVID-19 przemieniła się w regularną bitwę z policją. Cztery osoby trafiły do szpitala z ranami postrzałowymi. Aresztowano ponad 50 protestujących.

Właśnie groźbą wybuchu takich zamieszek w Polsce minister zdrowia Adam Niedzielski uzasadniał swoją decyzję o niewprowadzeniu w naszym kraju obowiązku szczepień przeciwko COVID-19. - Ruch antyszczepionkowy w Polsce - z przykrością to muszę powiedzieć - jest stosunkowo silny i w pewnym sensie sprofesjonalizowany. Występują tu incydenty, które mają charakter agresywny. Naszym celem nie jest teraz sprowokowanie ludzi do wyjścia na ulicę - przekonywał.

Jednak zdaniem dr. Tomasza Sobierajskiego - wakcynologa społecznego i socjologa z Uniwersytetu Warszawskiego - od decyzji o wprowadzeniu kolejnych pandemicznych obostrzeń do rzucania koktajlami Mołotowa jest bardzo daleko. - Poza tym jest jeszcze coś takiego jak racja stanu. Politycy nie są tylko po to, żeby urządzać się w prywatnych pałacach, ale też po to, by czasami podejmowali trudne decyzje, nawet wbrew temu, co chce bardzo duża część społeczeństwa - mówił w TOK FM.

Jak dodał, te decyzje ratują życie ludzi. - Bo wiemy już, że od dzisiaj do Bożego Narodzenia umrze kilkanaście tysięcy osób, czyli zniknie miasteczko. W kilkunastu tysiącach domów ten pusty talerzyk będzie oznaczał żałobę. A rząd w ogóle nie bierze tego pod uwagę, jakby życie ludzkie w ogóle nie miało dla polityków znaczenia - podkreślił.

W jego ocenie rząd jest "zakładnikiem swoich wyborców", którzy są przeciwni wprowadzaniu dodatkowych obostrzeń. - A większość społeczeństwa jest trzymana w szachu i z tego powodu codziennie umiera kilkaset osób - powiedział socjolog.

"Słuchają dziwnych, foliarskich historii, można im współczuć"

Dr Tomasz Sobierajski stwierdził również, że nie zaskakują go napięcia społeczne wywołane decyzjami na temat szczepień przeciw COVID-19. - W każdym kraju jest grupa ludzi, którzy przeciwstawiają się szczepieniom i słuchają jakichś dziwnych, niesprawdzonych i foliarskich historii. Traktują szczepienia jako zamach na własną wolność. Można im tylko współczuć. Te napięcia społeczne to nie jest coś, czego trzeba się lękać i co powinno zahamować restrykcje - wyjaśniał.

Prowadzący audycję Paweł Sulik zauważył, że próba stworzenia portretu antyszczepionkowca to "czarny sen socjologa". Bo np. w Holandii przeciwnicy obostrzeń porównywali się do Żydów, ale już we Włoszech wznosili antysemickie okrzyki. W Turynie protestowali anarchiści, a w Rzymie neofaszyści. - Rzeczywiście tym, co ich łączy, może być sprzeciw wobec szczepionek, ale być może jest tam też spora grupa ludzi, którzy zwyczajnie lubią zadymy. Są tam również ludzie, którzy są sfrustrowani czymś innym: brakiem pracy czy niskimi zarobkami. Antyszczepionkowcy przytulają te osoby, które chcą na ulicach coś wykrzyczeć - stwierdził.

Jak jednak zastrzegł, nawet jeśli te grupy protestujących są agresywne, to pozostają nieliczne i "dość łatwo sobie z nimi poradzić". - Masowego ruchu z pewnością nie stworzą – podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM