"Dzwonią i proszą, byśmy ratowali tatę, bo w domu jest dziecko". Ratownik o pracy w szpitalu covidowym

W szpitalach z dnia na dzień jest coraz więcej pacjentów z COVID-19 i są to głównie niezaszczepieni. Część z nich żałuje, że się nie zaszczepiła. W ich oczach widać przerażenie - mówi nam ratownik medyczny ze szpitala tymczasowego w Poznaniu.
Zobacz wideo

Konrad Pierzchalski jest ratownikiem medycznym, współprowadzi profil "Pomogę, bo mogę" na Facebooku. Pracuje m.in. w szpitalu covidowym w Międzynarodowych Targach Poznańskich. Ostatnio po jednym z dyżurów zamieścił w sieci poruszający wpis. "Skończyłem właśnie dobę w pracy. Wracam do domu, po drodze skoczę jeszcze po pieczywo, zrobię jajecznicę i będę się cieszyć kolejnymi 24 h z Magdą i dziećmi" - napisał na Facebooku. Jest też zdjęcie, tuż po dyżurze, na którym widać wyczerpanie, zmęczenie i stres.

Dzieci pana Konrada to Lenka, Nela i Jaś. Jak mówi w rozmowie z reporterką TOK FM, walka z COVID-19 to praca ciężka i absorbująca. Dlatego tak ważny jest powrót do domu i choć chwila odpoczynku. - Gdy wracam po dyżurze, trójki moich dzieci nie interesuje, jak bardzo jestem zmęczony. One po prostu chcą taty. Muszę z Jasiem poskładać klocki Lego, Lenka mi opowiada o książce, którą przeczytała, a Nela się musi po mnie powspinać. Ja najchętniej pewnie zawinąłbym się w koc, ale oni mnie ratują. Pokazują mi, że jest normalny świat, poza covidem - mówi pan Konrad. I dodaje, że takie odreagowanie jest niezwykle ważne dla przedstawicieli wszystkich zawodów medycznych, którzy są wyczerpani poprzednimi falami pandemii, a muszą się mierzyć z kolejną.

Jak pracuje się w szpitalu covidowym?

Praca w szpitalu covidowym jest 24-godzinna. Konrad Pierzchalski pracuje w systemie 3 na 3, co oznacza, że trzy godziny spędza w tzw. strefie brudnej. Musi założyć specjalny kombinezon, gogle i w taki stroju pomaga pacjentom z koronawirusem. Kolejne trzy - dekontaminuje się (proces usuwania bakterii-red.), kąpie i może chwilę odpocząć. W tym czasie przygotowuje też sobie sprzęt na kolejne wejście do strefy brudnej. - Widzimy, że najbliższe 3-4 tygodnie będą wyjątkowo ciężkie. Pacjentów jest coraz więcej. Na ostatnim moim dyżurze w szpitalu tymczasowym było ich ponad 150 - mówi ratownik.

Pacjenci w placówce covidowej potrzebują pomocy, rozmowy, wsparcia tak samo jak na normalnym oddziale w szpitalu. Ale tu w zasadzie nie ma na to czasu. Po pierwsze dlatego, że jest to praca w biegu - pacjentów wielu, personelu mało, a pracy sporo. Po drugie, w kombinezonie i goglach trudniej jest się komunikować. - Jest też ciągłe napięcie, wyczerpanie i myślenie, co będzie jutro i jest to coś, co teraz bardzo mocno daje się nam we znaki - mówi pan Konrad. Jak dodaje, stara się rozmawiać z pacjentami wtedy, kiedy jest przy ich łóżku, gdy robi zastrzyk albo wykonuje inne czynności medyczne.

Ratownik: "Czwarta fala pandemii to też inni pacjenci"

Obok seniorów - którzy byli też przy poprzednich falach - teraz jest mnóstwo osób młodych, w tym trzydziesto- i czterdziestolatków. Co ważne, w większości niezaszczepionych. - Wcześniej pacjenci mieli w sobie taką złość, że ktoś ich zakaził np. w windzie. To było dość częste. Dziś jest inaczej, mamy szczepionki, możemy się chronić. Dlatego ci chorzy, którzy do nas trafiają, wiedzą, że mogli się zaszczepić, a tego nie zrobili - mówi ratownik. - U wielu widać przerażenie. Jest w nich lęk i niedowierzanie w to, gdzie się znaleźli i że to się wszystko naprawdę dzieje - mówi Konrad Pierzchalski.

Podkreśla jednak, że nikt nikogo nie ocenia. - Bardzo ważne, abyśmy w tym momencie nie stygmatyzowali tych ludzi, bo co się stało, to się nie odstanie. Nie ma po co dodawać im negatywnych emocji. W nich i tak jest ból i duża dezorientacja - opowiada. Jak dodaje, niejednokrotnie pojawiają się łzy i pytanie "Co ze mną będzie?". - Mamy też telefony od rodzin tych młodych pacjentów, które proszą nas, abyśmy np. ratowali tatę, bo w domu jest 4-letnie dziecko, jest kredyt w banku, coś jeszcze. I to też jest rzecz, z którą musimy się mierzyć - dodaje nasz rozmówca.

Ratownik dodaje, że zdarzają się też pacjenci zaszczepieni, ale są to raczej pojedyncze przypadki i nie tak ciężkie, jak w przypadku zaszczepionych. - Dynamika rozwoju choroby przy wersji Delta jest inna. Widzimy, że pacjenci szybciej przechodzą w stan ciężki. Co ważne, nie mamy obecnie ani jednego zaszczepionego pacjenta, który leżałby na oddziale intensywnej terapii - mówi Konrad Pierzchalski.

Jak dodaje, wciąż zdarzają się też osoby, które mimo choroby i mimo coraz gorszych parametrów życiowych, ciągle zaprzeczają istnieniu pandemii. - Zdarzają się ludzie, którzy zaprzeczają do samego końca, niestety łącznie z tym tragicznym końcem - mówi pan Konrad.

DOSTĘP PREMIUM