Płytki lockdown wypali? Grzesiowski sceptyczny: Pokazuje tylko, że rząd "coś robi"

Program szczepień skończył się kilka miesięcy temu, a nowe pandemiczne obostrzenia ogłoszone przez ministra Niedzielskiego są mało efektywne i zadziałają dopiero za 3 tygodnie - ocenił w TOK FM dr Paweł Grzesiowski. Jak dodał, mają tylko na celu pokazanie, że "rząd coś robi" w walce z pandemią.
Zobacz wideo

W poniedziałek minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił "Pakiet alertowy", który przewiduje, że od 1 grudnia wchodzą w życie nowe obostrzenia epidemiczne. Nastąpi zmniejszenie limitu osób w obiektach handlowych do jednej na 15 m kw. z obecnie obowiązujących 10 m kw. dla jednej osoby. Ponadto w obiektach, gdzie limit zapełnienia wynosił 75 proc., zostanie on zmniejszony do 50 proc. Dotyczy to gastronomi, hoteli, kultury, czyli kin, teatrów, opery, filharmonii, domów i ośrodków kultury, koncertów, widowisk cyrkowych, kościołów i obiektów sportowych jak baseny, aquaparki. W tym limicie nie mieszczą się osoby zaszczepione. Zmniejszony też będzie limit osób na zgromadzeniach i uroczystościach, na których obecnie mogło być 150 osób. Nowy limit to 100 osób. Chodzi m.in. o wesela, komunie i dyskoteki.

Jednak zdaniem dr. Pawła Grzesiowskiego, który był gościem TOK FM, obostrzenia wprowadzane teraz zadziałają dopiero za 3 tygodnie. - Na te osoby, które już są zakażone, żadne ograniczenia już nie wpłyną. Więc myślę, że efektywność tego ruchu rządu jest dość dyskusyjna. W porównaniu z innymi krajami to bardzo łagodne ograniczenia. Taki płytki lockdown, żeby nie wzbudzać niepokojów społecznych – mówił prezes Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń i ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej do spraw COVID-19. Jak dodał, nowe obostrzenia mają tylko na celu pokazanie, że "rząd coś robi" w walce z pandemią.

Jego zdaniem, rządzący Polską powinni pójść za przykładem innych krajów europejskich, gdzie wprowadzono ograniczenia w dostępie do usług publicznych dla niezaszczepionych i gdzie wymaga się od pracowników certyfikatów szczepień. - To jest bardzo poważny ruch, który powoduje, że duża część społeczeństwa szczepi się i przez to obniża ryzyko hospitalizacji. A przecież o to chodzi, żeby jak najmniej osób trafiało do szpitali i jak najmniej ludzi umierało – zaznaczył.

Podkreślił, że wprowadzanie obostrzeń dla niezaszczepionych ma na celu ratowanie ludzkiego życia. - Gdybyśmy argumentowali, że kolejne takie restrykcje spowodują, że zginie w Polsce nie dziesięć autokarów ludzi dziennie, tylko jeden, to byłaby ważna informacja dla społeczeństwa. Bo wiele osób nie kojarzy ograniczeń z tym, że to wpływa na ograniczenie śmiertelności - mówił.

"Program szczepień skończył się kilka miesięcy temu"

Ekspert odniósł się także do słów ministra Niedzielskiego, który został w poniedziałek zapytany, jak właściciele restauracji mają sprawdzić, czy klient jest zaszczepiony. Szef resortu zdrowia odpowiedział, że regulaminy uczestnictwa powinny być konstruowane tak, by uwzględniały limity uczestnictwa i dodawały, że wejście poza limitem możliwe jest tylko dla osób zaszczepionych. - Jeżeli limit zostaje przekroczony, to domyślna jest zgoda osoby okazującej paszport covidowy, żeby wejść. Jeśli go nie pokaże, to nie wejdzie - tłumaczył minister, powołując się na rządowe rozporządzenie.

- Bardzo jestem ciekaw, jak to będzie wyglądało w praktyce - mówił dr Grzesiowski. - Jak będą wyglądały statystyki uczestników jakiejś imprezy, skoro nie ma możliwości sprawdzania certyfikatów. Czy ci, którzy odmówią ich okazania, będą traktowani jako niezaszczepieni? Inaczej sobie tego nie wyobrażam - dodał.

Przyznał też, że właściciele restauracji mają do czynienia z niejasnymi przepisami i są pozostawieni sami sobie. - Z tej wypowiedzi ministra wynika, że należałoby we wszystkich tego rodzaju miejscach ustanowić nowy regulamin, na podstawie którego wpuszczane byłyby osoby, które okażą certyfikat, a te, które nie okażą, mają sobie szukać innej formy rozrywki. Tylko właśnie o to chodzi, że restauratorzy nie mogą sprawdzać tych certyfikatów. Myślę, że to wybieg prawny, który będzie budził ogromne kontrowersje - mówił.

Zaznaczył, że nie wyobraża sobie, iż klienci restauracji, którzy nie okażą certyfikatu, "pokornie odejdą do domu". - Bo widzimy, że są osoby, które chcą wejść na tereny szpitali, odmawiają jakiejkolwiek współpracy, gdy są proszone o pokazanie certyfikatu. Powołują się na swoje prawa. Antyszczepionkowcy nie są pokojowo nastawieni do otoczenia i będą bardzo agresywni, gdy ktoś w restauracji odmówi im wejścia - poskreślił.

Ocenił również, że rząd nie ma strategii namawiania obywateli do szczepień. - Program szczepień skończył się kilka miesięcy temu i liczby osób, które zgłaszają się na pierwsze dawki, są naprawdę znikome - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM