"Tracę pacjentkę z powodu niewydolności systemu". Lekarz o umierającej kobiecie, która nie może doczekać się karetki

- Można zadać pytanie, czy nas stać na tak długie hospitalizowanie chorych, którzy nie chcą się szczepić. Walka o ich życie i zdrowie zajmuje bardzo wiele czasu i pochłania ogromne pieniądze. Jeśli 1/3 oddziału niecovidowego jest zajęta przez pacjentów z ciężkimi powikłaniami po COVID-19, których nie da się miesiącami wypisać, to czy nas stać na to? - zastanawiał się w TOK FM dr Tomasz Karauda z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Barlickiego w Łodzi.
Zobacz wideo

Rządzący Polską unikają wprowadzania obostrzeń dla niezaszczepionych, jak zrobiono już w wielu krajach europejskich. Politycy PiS powtarzają, że mimo to system ochrony zdrowia w Polsce jest zabezpieczony i nie grozi mu załamanie w związku z pandemią. Jednak zdaniem dr. Tomasza Karaudy z Oddziału Chorób Płuc Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Łodzi, to zupełnie błędne rozumowanie, bo system opieki medycznej zaczyna się załamywać już teraz.

- Tylko że dzieje się to po cichu. To nie jest tak, że pielęgniarki rzucają fartuchami, a lekarze stetoskopami, mówiąc, że nie przyjdą więcej do pracy. Załamanie przychodzi po cichu. Patrząc z zewnątrz, wydaje się, że wszystko jest normalnie. A ja widzę, że jest inaczej, gdy przychodzę do SOR, mam tam pacjentkę z niewydolnością mięśnia sercowego i czekam na transport dla niej 3 godziny. Ona wymaga pilnego przewiezienia do pracowni hemodynamiki, a ja ją tracę. Nie dlatego, że nie wiem, jak jej pomóc, ale z przyczyn logistycznych. Bo transporty są zajęte pacjentami z COVID-19. Tracę ją z powodu niewydolności systemu. A ja później wiem, że mogliśmy jej pomóc - mówił w TOK FM.

Lekarz opowiedział o sytuacji w szpitalu "Na Stokach" w Łodzi, w którym też pełni dyżury.  - Mamy 120 łóżek, na których normalnie leczeni są ludzie z różnymi chorobami, a teraz cały szpital jest przekształcony na covidowy. To znaczy, że ktoś nie ma dostępu do tych 120 łóżek, tylko wszystko jest poświęcone pacjentom z COVID-19. Oczywiście jeśli ministerstwo mówi, że mamy w Polsce bardzo dużą bazę łóżek, to jest to prawda, tylko dajemy je ludziom, którzy się nie zaszczepili. To odbywa się kosztem ogromnej rzeszy ludzi, którzy się zaszczepili i którzy nie będą mogli dostać się do szpitala - podkreślił.

Zwrócił uwagę, że jeśli powiat liczący 100 tys. mieszkańców zostaje bez chirurgii, neurologii i ortopedii, to dochodzi do paradoksalnych i groźnych sytuacji. - Zdarza się, że na ginekologii muszę kłaść mężczyzn, bo na internie nie było gdzie ich położyć, nawet na korytarzu. Więc wszyscy płacimy cenę za źle rozumianą przez antyszczepionkowców wolność - przekonywał.

Przyznał, że śmiertelność w pandemii będzie jeszcze wyższa niż teraz - w Polsce umarło dotąd ok. 80 tys. osób w związku z COVID-19. A to dlatego że stale dochodzą do tego tzw. zgony nadmiarowe – pacjentów, którzy nie doczekali się pomocy medycznej, bo w szpitalach zabrakło dla nich łóżek i dostępności do badań.

"Czy nas stać na długie hospitalizowanie chorych, którzy nie chcą się szczepić?"

Wymienił też przykład swojego pacjenta z COVID-19, który się nie zaszczepił, a jest już leczony od dwóch miesięcy. - Można zadać pytanie, czy nas stać na tak długie hospitalizowanie chorych, którzy nie chcą się szczepić. Walka o ich życie i zdrowie zajmuje bardzo wiele czasu i pochłania ogromne pieniądze. Jeśli 1/3 oddziału niecovidowego jest zajęta przez pacjentów z ciężkimi powikłaniami po COVID-19, których nie da się miesiącami wypisać, to czy nas stać na to? - powtórzył.

- Ktoś powie, że ma konstytucyjne prawo do wyboru, czy się szczepić, ale ja odpowiem, że mnóstwo ludzi ma konstytucyjne prawo do korzystania z systemu ochrony zdrowia, do którego teraz nie mają dostępu. Jeśli są obowiązkowe szczepienia przeciwko gruźlicy i wielu zakaźnym chorobom wieku dziecięcego, to dlaczego nie ma obowiązkowych szczepień przeciwko wirusowi, który zabiera 80 tys. istnień - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM