"Wyborcza" o białych plamach w szczepieniu dzieci. "Na wsiach za mało chętnych, by zamówić dawki"

Małe punkty szczepień, zwłaszcza na wsiach, nie zamawiają szczepionek przeciw COVID-19 dla dzieci, bo mają mało chętnych, a Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych wysyła tylko pakiety, w których jest minimum sto dawek - podaje w środę "Gazeta Wyborcza".
Zobacz wideo

Zapisy dzieci w wieku 5-11 lat na szczepienie przeciw COVID-19 rozpoczęły się we wtorek o północy. "Według Centrum e-Zdrowie do godz. 15 zarejestrowano prawie 50 tys. chętnych. Wielu rodziców jest zainteresowanych szczepieniami swoich dzieci, ale jeszcze się waha. Chcą najpierw porozmawiać z pediatrą, który na co dzień leczy ich dziecko, zwłaszcza jeśli cierpi ono na przewlekłą chorobę, i upewnić się, że szczepionka mu nie zaszkodzi. Tak się dzieje jednak przede wszystkim w dużych w miastach. W mniejszych miejscowościach i na wsiach zainteresowanie szczepieniami jest mniejsze, a gdzieniegdzie wręcz minimalne" – pisze gazeta.

Zauważa, że gdy Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu wystawił na pierwsze trzy dni szczepień (rozpoczną się 16 grudnia) 200 slotów, czyli terminów dostępnych w sieci, to już nad ranem wszystkie były zajęte. Również w punkcie szczepień masowych w Gliwicach na czwartek, piątek i sobotę zajęte są wszystkie słoty. Podobnie jest w punktach szczepień w Warszawie.

"Zainteresowanie późniejszymi terminami jest dużo mniejsze. Widać, że rodzice, którzy są zdecydowani szczepić dzieci, chcą to zrobić jak najszybciej, być może ze względu na planowane wyjazdy na narty" – mówi "Wyborczej" pracownik Ministerstwa Zdrowia. Na drugim biegunie są mniejsze miejscowości, zwłaszcza wsie, a na wschodzie kraju – nawet duże miasta. Mają kłopot, bo Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych wysyła szczepionki dla dzieci tylko w paczkach po 100 dawek. Można więc zamówić ich 100, 200, 300 itd." – wskazuje gazeta.

"Mamy w Białymstoku jakieś 30 małych przychodni rodzinnych. We wszystkich zainteresowanie szczepieniami młodszych dzieci jest mizerne" – mówi dr Joanna Zabielska-Cieciuch z Porozumienia Zielonogórskiego. W jej poradni na razie zapisano tylko troje dzieci. Rodzice czworga innych są bliscy decyzji. "Lekarka liczy na to, że do 22 grudnia – na ten dzień wyznaczyła szczepienia – zbierze się 10 dzieci. Będzie mogła wtedy otworzyć jedną ampułkę bez ryzyka, że jakaś dawka się zmarnuje. Jednak mimo małego zainteresowania szczepieniami lekarka złożyła zamówienie na 100 dawek" – pisze "GW".

Wskazuje, że lekarze na wsi wolą nie ryzykować. "Dr Małgorzata Stokowska-Wojda ma poradnię w Laszczowie na Lubelszczyźnie, a w niej punkt szczepień, który obsługuje też dwie sąsiednie wsie: Telatyn i Ulhówek. W sumie to ok. 14 tys. mieszkańców. Szczepieniem dzieci w wieku 5-11 lat zainteresowanych jest tylko troje rodziców" – pisze gazeta. "Inni skarżą się na naukę zdalną, ale na szczepienie dzieci nie zgłaszają. Jakby nie kojarzyli jednego z drugim. Widać, że brakuje kampanii informacyjnej" – mówi lekarka.

Gazeta podaje, że nie otrzymała ani z Ministerstwa Zdrowia, ani z RARS odpowiedzi na pytanie, czy punkty szczepień będą mogły zamawiać szczepionki dla dzieci w mniejszych pakietach niż obecnie.

"Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że punkty szczepień zamówiły na razie ok. 250 tys. szczepionek dla dzieci w wielu 5-11 lat, czyli 10 proc. populacji w tym wieku" – pisze dziennik.

DOSTĘP PREMIUM