"Mamy ogromną szarą strefę covidową i poniekąd przekłada się to na tak wysoką liczbę zgonów"

- Obniżenie limitu z 50 do 30 proc., kiedy ten limit wcześniejszy nie był przez nikogo respektowany, nic nie zmieni. Wystarczy przejść się po ulicach i zobaczyć jak to wygląda - mówił w TOK FM prof. Mirosław Czuczwar.
Zobacz wideo

W środę 15 grudnia Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 24 266 nowych przypadkach koronawirusa w Polsce oraz o 669 zgonach w związku z COVID-19. To największa liczba ofiar koronawirusa w czwartej fali pandemii. - Codziennie obserwujemy zgony, które są po prostu niepotrzebne - komentował w TOK FM prof. Mirosław Czuczwar, kierownik II Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Mówił także, że nie wierzy w oficjalne dane dotyczące liczby zakażeń w Polsce, które - w jego opinii - są niedoszacowane. - Informacje mówiące o 18-21 tys. zakażeń nie są dla mnie wiarygodne. Mamy ogromną szarą strefę covidową, czyli strasznie dużą, nieproporcjonalną do innych krajów Unii Europejskiej, wysoką liczbę pacjentów, którzy nie testują się i unikają pomocy lekarskiej. Poniekąd przekłada się to na ogromną liczbę zgonów - tłumaczył.

Profesor podkreślał, że wiarygodne dane to właśnie liczba przypadków śmiertelnych oraz pacjentów wymagających hospitalizacji, a ta wciąż jest bardzo wysoka. Przypomniał, że cały czas, ponad 2 tys. stanowisk intensywnej terapii w całym kraju jest zajętych.

W ocenie prof. Czuczwara obostrzenia, które weszły w życie 15 grudnia, niewiele pomogą. - Obniżenie limitu z 50 do 30 proc., kiedy ten limit wcześniejszy nie był przez nikogo respektowany, nic nie zmieni. Wystarczy przejść się po ulicach i zobaczyć jak to wygląda - stwierdził. Jego zdaniem rządzący też zdają sobie z tego sprawę. - Wszystko to wynika chyba z tego nieszczęsnego przekazu, że troska o rodaków, swoją rodzinę, bliskich, współobywateli jest odbierana przez niektóre środowiska jako zamach na wolność. Padły nawet słowa, że to zamach na konstytucję - dziwił się gość Karoliny Lewickiej.

"Połowa społeczeństwa funkcjonuje w alternatywnej rzeczywistości"

Ekspert nie pokłada też zbyt dużej nadziei w tym, że Polacy masowo zaczną się szczepić. - Za każdym razem, gdy zaczynam mieć taką nadzieję, jestem zmuszony odbyć rozmowę z rodziną pacjenta, który trafia na mój oddział i wtedy ta nadzieja mnie opuszcza - stwierdził.

Dla przykładu opowiedział sytuację z ostatnich dni, gdy do szpitala, w którym pracuje, trafił pacjent w bardzo ciężkim stanie. Jak mówił profesor, mężczyzna dwa tygodnie "leczył się" w domu amantadyną, a kiedy trafił na oddział - jego rodzina zaczęła żądać "cudownych" terapii i oferować gratyfikacje finansowe. - Oczywiście był niezaszczepiony, cała jego rodzina również. Jak można mieć nadzieję, że jeszcze jest coś do ugrania skoro cała rodzina, kilka osób, bez maseczek wchodzi do szpitala covidowego, nie kryjąc się z tym, że są niezaszczepieni i nie widząc w tym nic dziwnego? - pytał retorycznie profesor.

- To pokazuje, że część społeczeństwa funkcjonuje w jakiejś alternatywnej rzeczywistości i wygląda na to, że jest to prawie połowa rodaków - stwierdził gorzko. - Podzieliliśmy się na dwie niemal równe połowy. Jeśli są jacyś niezdecydowani, to jest ich bardzo mało. A dopóki nie uda się uzyskać wyszczepialności na poziomie chociażby 80 proc., to ten wirus będzie się w społeczeństwie swobodnie namnażał, mutował i będziemy mieć kolejne fale - przestrzegał prof. Czuczwar.

DOSTĘP PREMIUM