ZUS wydaje rekordowe kwoty na L4 związane z problemami psychicznymi. "Na terapię trzeba czekać nawet 2 lata"

Coraz więcej Polek i Polaków skarży się na problemy i zaburzenia o podłożu psychicznym. Widać to w danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Jak mówiła w TOK FM szefowa ZUS Gertruda Uścińska, system publiczny najwięcej wydaje właśnie na L4 z tego powodu. Wydatki na ten cel stanowią ponad 17 proc. wszystkich kosztów związanych z absencjami chorobowymi.
Zobacz wideo

Z informacji przedstawionych niedawno przez szefową Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że zwolnienia z powodu problemów psychicznych i zaburzeń zachowania w ciągu ostatnich lat trafiły z 10. na 3. miejsce pod względem liczby dni na L4 (nie licząc absencji związanych z ciążą). Kategoria ta wiąże się też z największymi wydatkami - to ponad 17 proc. wszystkich kosztów związanych z absencjami chorobowymi.

Choroby psychiczne są też w ścisłej czołówce wydatków na renty z powodu niezdolności do pracy, w przypadku rent socjalnych to aż 57 proc., zaburzenia psychiczne są na trzecim miejscu, gdy chodzi o wydatki na świadczenia rehabilitacyjne. - To wyzwanie cywilizacyjne i trzeba to widzieć - alarmowała w TOK FM prezes Gertruda Uścińska. I wskazywała, że zjawisko się nasila, a koszty publiczne stale rosną.

"Psychiatrów jest dramatycznie mało"

Na coraz większy problem, jakim są w Polsce choroby i zaburzenia psychiczne, zwracał też uwagę dr Jacek Koprowicz, szef przychodni zdrowia psychicznego przy szpitalu MSWiA w Warszawie. - Psychiatrzy są pewni, że problemy psychiczne Polaków wciąż się pogłębiają, a sytuację dodatkowo pogorszyła pandemia. Lekarzy psychiatrów jest dramatycznie mało. Statystycznie na każdego z nich przypada ok. 2 tys. pacjentów, którzy potrzebują stałej pomocy - mówił. Z badań wynika, że z jakąś formą dolegliwości psychicznych zmaga się mniej więcej 25 proc. dorosłych.

Zdaniem dr Koprowicza o ile w pierwszej fali pandemii koronawirusa dominowały zaburzenia lękowe związane z nowym zagrożeniem, nieznaną sytuacją i strachem przed tym, co będzie dalej, to teraz największa część problemów wynika z obawy o przyszłość, problemów finansowych czy pogorszenia relacji związanych ze zmianą sposobu pracy.

- Wiele osób mówi o problemach w relacjach z pracodawcą, że bezpośredni przełożony nie dostrzega problemów związanych z sytuacją zdrowotną czy z żałobą w rodzinie - wskazywał rozmówca Tomasza Setty. Psychiatra mówił też, że są pracodawcy, którzy w czasie pandemii postanowili "przykręcić śrubkę", bo uważają, że ich podwładni powinni pracować szybciej, więcej, niekoniecznie za większe pieniądze. - Co jest deprymujące dla tych pracowników. Dużo się pojawia - nawet przed rokiem takich sytuacji za wiele nie miałem - a teraz gros pacjentów opisuje sytuacje ewidentnie związane z mobbingiem w miejscu pracy - mówił w TOK FM szef przychodni zdrowia psychicznego przy szpitalu MSWiA w Warszawie.

Pytany o receptę na kryzys zdrowia psychicznego dr Koprowicz wskazał na brak specjalistów. - Żadne, nawet najlepsze rekomendacje na nic się nie zdadzą, jeśli cały system nie funkcjonuje; jeśli osoba, która potrzebuje psychoterapii, żeby móc wrócić do pracy zamiast żyć z zasiłku, musi czekać rok, dwa lata na terapię refundowaną przez NFZ - podkreślił.

Częściowym rozwiązaniem byłaby większa dbałość o zdrowie psychiczne Polaków w środowisku pracy. To jedna z rekomendacji Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. OECD zaleca m.in. włączenie badań zdrowia psychicznego np. do medycyny pracy czy inwestowanie w rozwój kadry zarządzającej, by więcej wiedziała o wadze zdrowia psychicznego. Z badań CBOS wynika, że 71 proc. Polaków ocenia warunki życia w Polsce jako szkodliwe dla życia psychicznego, najwięcej negatywnych ocen wystawiły osoby młode do 24. roku życia.

DOSTĘP PREMIUM