Lekarz: W duchu modlę się, żeby po Wigilii jak najmniej niezaszczepionych ludzi trafiło do szpitali

- W duchu modlę się, żeby jak najmniej ludzi, którzy zdecydowali się wstrzymać decyzję o szczepieniu, po tej Wigilii trafiło do szpitala. My niezależnie od tego będziemy walczyć o każde życie tak samo - mówił w TOK FM dr Tomasz Karauda z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Barlickiego w Łodzi.
Zobacz wideo

W Polsce wciąż panuje bardzo zła sytuacja pandemiczna. W środę padł rekord zgonów podczas czwartej fali. Zmarło aż 775 osób zakażonych COVID-19. W Polsce pojawiły się już także kolejne zakażenia nowym wariantem koronawirusa - omikronem.

Dr Tomasz Karauda prognozował w TOK FM, że czeka nas bardzo trudny początek roku. - Naprawdę miałem nadzieję, że omikron będzie wywoływał słabszy przebieg COVID-19, ale już Brytyjczycy biją na alarm, że wcale tak nie jest - mówił lekarz. Podkreślał, że również osoby zaszczepione mogą trafiać do szpitali. - Chociaż wydaje się, że ochrona osób, które przyjęły trzy dawki, jest najlepsza spośród wszystkich grup. Czeka nas więc niezakończona fala czwarta, a już omikron będzie zbierał swoje żniwo - mówił.

Lekarz wskazał także, że pacjenci z COVID-19 czasami wymagają długiej hospitalizacji. - Są tacy, których przyjmujemy pod koniec września do naszego oddziału, a wychodzą dopiero w grudniu - podkreślał dr Karauda. Opowiadał, że tacy pacjenci nie mogą dochodzić do zdrowia w domu, bo potrzebują stałego podłączenia do szpitalnego tlenu. - Więc część z nich mieszka w szpitalu, walczy jeszcze z infekcjami szpitalnymi - tłumaczył i dodawał, że właśnie przez to, choć raporty pokazują mniej zakażeń, liczba zgonów nadal będzie wysoka. 

Święta w cieniu COVID-19

Prowadzący audycję Adam Ozga spytał, czy w takim razie składanie życzeń "wesołych świąt" podczas zbliżającego się Bożego Narodzenia będzie na miejscu. Lekarz odpowiedział, że niestety nie. Karauda wyjaśniał, że w jego domu wigilijne spotkanie upłynie pod znakiem ulgi, że "wszyscy są w komplecie". -Jestem jednak pewien, że u wielu osób łzy w oczach pojawią się w momencie, gdy spojrzą na miejsce, gdzie zazwyczaj siedział dziadek, babcia czy inny bliski, który odszedł. Przed nami kolejny trudny rok, więc jeżeli będziemy podchodzili do siebie z życzeniami, to miejmy pewność, że będą one płynęły z głębi serca i mówmy to, co zawsze chcieliśmy powiedzieć - wyznał. 

Mówił także, że w tym roku, inaczej niż w ubiegłym, będzie wreszcie mógł spotkać się z rodziną osobiście, w bezpiecznych warunkach, ponieważ wszyscy są zaszczepieni. Apelował też jako lekarz o to, aby jak najwięcej osób przyjęło szczepionkę. - Mamy narzędzia, które mogą zminimalizować te straty, mówimy o tym głośno od dawna. Żal mi tych ludzi, którzy w tym cierpieniu, braku oddechu, odnajdują swoje pytanie o to, czy jest dla nich duża szansa na przeżycie. W duchu modlę się, żeby jak najmniej ludzi, którzy zdecydowali się wstrzymać decyzję o szczepieniu, po tej Wigilii trafiło do szpitala. My niezależnie od tego będziemy walczyć o każde życie tak samo - zadeklarował.

"Oni sami wiedzą, że brak szczepienia to był błąd"

Opowiadał, że w czasie dyżurów często pyta swoich pacjentów, dlaczego się nie zaszczepili. Przytoczył sytuację z ostatnich dni, gdy podczas dyżuru w Łęczycy przyjechał do placówki duszący się pacjent. Miał zmiany w płucach. Na pytanie o brak szczepienia odparł, że nie miał czasu, żeby to zrobić. - Teraz stał ze strachem w oczach, był pod dużym przepływem tlenu i pytał: "Czy jest szansa, doktorze?". Jest taki moment, że u wszystkich, którzy wątpili, byli sceptykami, przychodzi natychmiastowa refleksja, gdy zdają sobie sprawę, że to już nie są żarty, a teraz zaczyna się gra o życie - wskazał.

- Nawet jeśli budzi to naszą frustrację, że tak wielu jest niezaszczepionych, to jednak każda z tych osób zasługuje na drugą szansę. Zwłaszcza gdy widzi się ten błagalny wzrok. Nie ma sensu wtedy już tego komentować, bo oni sami wiedzą, sami czują, że to był błąd - powiedział dr Tomasz Karauda.

DOSTĘP PREMIUM