"To może być burza ogniowa". Ekspert ostrzega, że od połowy stycznia czeka nas wzrost zachorowań

Zdaniem epidemiologa prof. Jarosława Drobnika, od połowy stycznia w Polsce może nastąpić gwałtowny wzrost zachorowań na COVID-19. Omikron - jak stwierdził ekspert - "trafi w populację wrażliwą, która kontestuje noszenie maseczek, nie chce akceptować zasad dystansu społecznego oraz jest niezaszczepiona".

Ostatniej dobry stwierdzono w Polsce 15 571 nowych zakażeń koronawirusem. Zmarło aż 794 chorych. Tak wielu zgonów w czasie IV fali epidemii nie było. 600 osób, które zmarły ostatniej doby, nie było zaszczepionych.

Naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu prof. Jarosław Drobnik ocenił, że w Polsce ludzie wciąż zachowują się wobec zagrożenia SARS-CoV-2 nieodpowiedzialnie i beztrosko. Jego zdaniem, problemem jest nie tylko brak szczepień, ale również ignorowanie zasad dystansu społecznego, czy też liczne spotkania osób zaszczepionych z niezaszczepionymi.

- Do połowy stycznia będziemy zbierać skutki tego, jak się zachowujemy w święta, sylwestra i Nowy Rok. To będzie efekt działania delty, ale od połowy miesiąca znacznie oddziaływać omikron. I on trafi w populację wrażliwą, która kontestuje noszenie maseczek, nie chce akceptować zasad dystansu społecznego oraz jest niezaszczepiona - powiedział lekarz.

Według eksperta nasza populacja zachowuje się tak "jakby świat miał się skończyć za chwilę, a dla nas zaczyna się karnawał". - Bardzo wysoką cenę możemy za to zapłacić. Powoli już od połowy stycznia może być wzrost zachorowań. Natomiast trudne do oszacowania jest, jak ten omikron przełoży się na naszą populację. Należy jednak zauważyć, że w populacjach lepiej zaszczepionych omikron szaleje. Nie przekłada się to na ilość hospitalizacji i zgonów aż tak, by system opieki się przewrócił. To potwierdza skuteczność szczepień, ale u nas trafi na populację, która jest niewyszczepiona - powiedział lekarz.

Prof. Jarosław Drobnik ocenił, że jak omikron uderzy "to może być burza ogniowa". - Efekt skali sprawi, że część chorych będzie wymagała bardziej zaawansowanej pomocy medycznej - podsumował epidemiolog.

DOSTĘP PREMIUM