Kiedy skończy się pandemia? Ekspertka o tym, dlaczego COVID-19 może zostać w Polsce dłużej niż w innych krajach

- Ostrożne prognozy odnośnie kresu pandemii w Europie mówią o końcu tego roku. Ale nie chodzi tutaj o rozstanie się na dobre z wirusem SARS-COV-2, ale raczej o intensywność zakażeń - mówiła w TOK FM prof. Maria Gańczak, kierowniczka Katedry Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Zielenogórskiego. Zastrzegła jednak, że Polska może wejść w ten okres endemii z opóźnieniem i wyjaśniła dlaczego.
Zobacz wideo

Pod koniec 2019 roku świat obiegła informacja o pierwszych zakażeniach nieznanym wirusem, który następnie nazwano SARS-COV-2. Wkrótce potem naukowcy zaczęli przewidywać, że wywołana przez niego pandemia potrwa 2 lata. Od tego czasu na świecie zachorowało prawie 290 mln osób, a zmarło niemal 5,5 mln. - Kiedy to się skończy? - zapytał w TOK FM Agam Ozga swoją gościnię - prof. Marię Gańczak, kierowniczkę Katedry Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Zielenogórskiego oraz wiceprezydentkę Sekcji Kontroli Zakażeń Europejskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.

- Ostrożne prognozy odnośnie kresu pandemii w Europie mówią o końcu tego roku. Ale nie chodzi tutaj o rozstanie się na dobre z wirusem SARS-COV-2, ale raczej o intensywność zakażeń. Mam tu na myśli przejście pandemii w endemię, czyli zjawisko, w którym będziemy mieć zakażenia pod kontrolą - mówiła.

Jak tłumaczyła, kontrola nad zakażeniami koronawirusem oznacza, że będzie ich mniej więcej tyle, iż przestaną powodować masowe hospitalizacje i zgony. - Nie będą też powodować większych zaburzeń w sytuacji ekonomicznej, ani w naszym życiu codziennym - powiedziała.

Zastrzegła jednak, że Polska może wejść w ten okres endemii z opóźnieniem, bo nasze społeczeństwo jest w mniejszym stopniu zaszczepione niż np. mieszkańcy zachodnich krajów Europy. Przypomniała, że w Polsce mamy niekorzystną sytuację, jeśli chodzi o poziom wyszczepienia, który wynosi 56 proc. - To jest poniżej średniej europejskiej i poniżej tego, co pozwoli nam osiągnąć próg odporności zbiorowej - oceniła.

- To, kiedy dojdzie do wyciszenia pandemii, zależy przede wszystkim od tego, jak skutecznie będziemy się szczepić, ale też od tego, jak skutecznie będziemy wykrywać nowe zakażenia i je izolować. Kolejnym znakiem zapytania jest też ewolucja wirusa, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak będą wyglądać kolejne mutacje i czy wariant omikron, który jest tak bardzo transmisyjny, będzie tym ostatnim, który da się nam we znaki w postaci olbrzymich przyrostów dziennych liczb zakażeń - stwierdziła.

Zaznaczyła, że próg odporności zbiorowej możemy osiągnąć przez masowe zakażenia i – jak przewidywała – tak się pewnie stanie w Polsce podczas V fali. Czy to znaczy jednak, że omikron, który powoduje mniej ciężkich zachorowań, może nas przybliżyć do etapu wyciszenia pandemii?

- Po części tak, tylko pytanie brzmi: za jaką cenę. Bo tutaj działa prawo wielkich liczb i jeśli będziemy mieć tak jak w Wielkiej Brytanii czy Irlandii dzienne zakażenia na poziomie 100-200 tys., to niestety obok przebiegów łagodnych czy bezobjawowych będziemy mieli pacjentów ciężko chorych, którzy będą trafiali na oddziały intensywnej terapii i którzy będą umierać. Więc należy minimalizować straty, robić wszystko, by transmisji było znacząco mniej, a wtedy jest szansa, że oszczędzimy tych, którzy są najbardziej podatni na ciężkie przebiegi COVID-19 - podsumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM