Śmierć lepsza niż zaszczepienie się? Lekarka o tłumaczeniach pacjentów i groźbie katastrofy epidemicznej

- Musimy doprowadzić do ostracyzmu wobec osób nieodpowiedzialnych, które nie trzymają dystansu, chodzą zakażone do pracy - uważa dr n. med. Hanna Winiarska, pulmunolog i koordynatorka medyczna szpitala tymczasowego w Poznaniu. Wśród pacjentów poznańskiej placówki zdecydowana większość to osoby niezaszczepione. Są nawet tacy, którzy uważają, że "ryzyko zgonu jest lepsze niż zaszczepienie się".
Zobacz wideo

W poznańskim szpitalu tymczasowym, który działa na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich jest obecnie ok. 200 pacjentów (na 280 łóżek internistycznych oraz 10 anestezjologii i intensywnej terapii). W większości z ciężką i ostrą niewydolnością oddechową, covidowym zapaleniem płuc. - To stan zagrożenia życia - mówiła w TOK FM dr Hanna Winiarska.

Większość z pacjentów to osoby, które nie zaszczepiły się przeciwko COVID-19. - Część zaufała złym autorytetom i teraz przyznaje się do błędu, część uważa, że to była kwestia ich wolności, że mieli prawo się nie zaszczepić. A jeszcze część, na szczęście mała, uważa, że to świetnie, iż się zakazili, bo ryzyko zgonu jest lepsze niż zaszczepienie się przeciwko śmiercionośnej chorobie. Tacy pacjenci też się u nas zdążają -  przyznała rozmówczyni Adama Ozgi.

Bywa i tak - jak wspomniała - że stan pacjentów (niezaszczepionych) przywożonych do szpitala MTP jest dramatyczny. - Jak ktoś przyjeżdża z saturacją 30 proc., to nie jest w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa - opisywała lekarka. 

Przygotowania do V fali koronawirusa

W ostatnich dniach nie widać w poznańskim szpitalu radykalnego wzrostu liczby przywożonych pacjentów. Placówka jest przygotowana na zmianę sytuacji i początek V fali. Bo - jak tłumaczyła dr Winiarska - "bufor łóżkowy jest duży".  - Będziemy sprawnie działać – oceniła, wyjaśniając, że na pacjentów czeka ponad 100 wolnych łóżek.

Lekarze, pielęgniarki i reszta personelu pracuje na najwyższych obrotach od wielu tygodni, miesięcy. Gościni TOK FM mówiła o "olbrzymiej mobilizacji merytorycznej, czasowej, fizycznej, emocjonalnej". - Trudno jest wyrokować, jak długo będziemy tak trwać. Na razie dajemy z siebie wszyscy wszystko, ile tylko możemy. Ale jesteśmy coraz bardziej zmęczeni. I to od państwa - od potencjalnych pacjentów, osób zaszczepionych, od trzymania dystansu - zależy, czy to przetrwamy, czy będziemy w stanie państwu dalej pomagać. Czy w końcu się wyczerpiemy i dojdzie do prawdziwiej katastrofy epidemiologicznej i wtedy ludzie będą umierać na ulicy - stwierdziła dr Hanna Winiarska.

Lekarka uważa, że cały czas trzeba tłumaczyć, edukować, prosić, bo "żadne prawo, restrykcje, straszenie na niewiele się zdadzą, jeśli sami nie będziemy odpowiedzialni". - Jeżeli nie będziemy zwracać innym uwagi: "Załóż maskę, bo ktoś przez ciebie może umrzeć". Sami musimy doprowadzić do ostracyzmu wobec osób nieodpowiedzialnych, które nie trzymają dystansu czy np. chodzą zakażone do pracy - podsumowała pulmunolog i koordynatorka medyczna szpitala tymczasowego w Poznaniu.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM