"Wchodzimy w piątą falę nieprzygotowani". Były członek Rady Medycznej alarmuje

- Mieliśmy wrażenie, że decydujący głos mają środowiska przeciwne wprowadzaniu jakichkolwiek regulacji. Celowo nie mówię o obostrzeniach tylko o regulacjach, które są niezbędne w sytuacji, gdy umiera pół tysiąca, a nawet więcej osób dziennie. To nie jest odkrywanie Ameryki - mówi prof. Krzysztof Tomasiewicz, jedna z 13 osób, które odeszły z Rady Medycznej.
Zobacz wideo

13 z 17 członków Rady Medycznej przy premierze złożyło rezygnację. Alarmują, że rząd nie słucha ekspertów i nie podejmuje niezbędnych kroków w walce z pandemią. - Obawiam się, że wchodząc w piątą falę, jesteśmy w złej sytuacji, nieprzygotowani. Przede wszystkim mamy niski stopień wyszczepienia, w tym zbyt mało osób zaszczepionych trzecią dawką - mówi prof. Krzysztof Tomasiewicz zakaźnik z Lublina i były członek Rady Medycznej. Jak dodaje, najbliższe tygodnie w Polsce mogą być naprawdę niezwykle ciężkie.

Profesor wskazuje, że po pierwsze, tylko nieco ponad połowa Polaków jest zaszczepiona dwiema dawkami, a by czuć się bezpiecznie przy omikronie potrzebny jest jeszcze booster, czyli trzecia dawka. - Zachęcam, by jak najszybciej ją przyjąć - mówi Krzysztof Tomasiewicz.

Maseczka? "To dla wielu science fiction"

Jak dodaje, to, że sytuacja w Polsce jest trudna wynika też z faktu, że nagminnie nie przestrzegamy zaleceń sanitarnych. - Dystans czy maseczka to dla wielu osób w naszym kraju - science fiction. Na to wszystko nakłada się fakt, że system ochrony zdrowia jeszcze się nie podniósł po czwartej, ciężkiej fali, a już mamy perspektywę kolejnej - tłumaczy zakaźnik z Lublina.

Rada Medyczna przy premierze od dawna wskazywała na regulacje, które powinny być wprowadzone w życie, ale nikt nie brał tego pod uwagę. Choćby sprawdzanie paszportów covidowych czy zapisy tzw. ustawy Hoca, która miała być wprowadzona, ale wciąż nie jest. - U nas pracodawca nie może weryfikować zaszczepienia pracownika. Są problemy z testowaniem. W wielu krajach powszechne testowanie obejmuje m.in. szkoły - u nas nie. To wszystko może spowodować, że czeka nas naprawdę bardzo ciężki czas - mówi profesor.

Dlaczego - razem z innymi - odszedł z Rady Medycznej?

Profesor podkreśla, że spotkania z premierem i ministrem zdrowia w ramach Rady Medycznej były konkretne i merytoryczne. - Mieliśmy wrażenie, że jesteśmy szanowani i wysłuchiwani, że bierze się nasze opinie i zalecenia pod uwagę - mówi profesor. Tyle, że po kilku dniach od posiedzenia rady okazywało się, że... jest inaczej. 

- Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że za chwilę będzie u nas omikron i wiedzieliśmy jednocześnie, że kontrolowanie pandemii w naszym kraju nie jest wystarczające - mówiąc bardzo eufemistycznie. Mieliśmy też wrażenie, że decydujący głos mają środowiska przeciwne wprowadzaniu jakichkolwiek regulacji. Celowo nie mówię o obostrzeniach tylko o regulacjach, które są niezbędne w sytuacji, gdy umiera pół tysiąca, a nawet więcej osób dziennie. To nie jest odkrywanie Ameryki - są zasady walki z pandemią, które sprawdzają się w innych krajach, gdzie jest znacząco mniejsza liczba zgonów - alarmuje profesor.

Pandemia a polityka

- Oczywiście, są w naszym społeczeństwie różne siły i niechęć do pewnych działań. Ale przecież tych niechętnych jest mniejszość. I dla nas zawsze było zagadką, jak w czasie pandemii mniejszość może rządzić większością. Tu decyzje powinny zapadać ponad podziałami politycznymi. Pandemia nie ma związku z polityką - dodaje prof. Krzysztof Tomasiewicz.

- Miałem wrażenie, że nikt nie bierze nas pod uwagę jako ludzi, którzy chcą dobrze. Z jednej strony atakowali nas antyszczepionkowcy, z drugiej - zwolennicy szczepień mieli pretensje, że nie mamy wpływu na podejmowane decyzje. Z trzeciej zaś strony były też krytykujące głosy również ze strony przedstawicieli rządu, co było wyjątkowo zaskakujące i smutne. Była w nas bezsilność, narastająca od kilku miesięcy. Stąd decyzja o odejściu z Rady Medycznej - dodaje Tomasiewicz.

DOSTĘP PREMIUM