Niedzielski "stłukł termometr" w sprawie pandemii. Grzesiowski: Koronawirus nadal jest podstępny

Ministerstwo Zdrowia znosi stan epidemii w Polsce. Zdaniem dr. Pawła Grzesiowskiego to błędna decyzja. - Główny efekt, o który chyba chodzi, to usunięcie wirusa z pierwszych stron gazet i serwisów informacyjnych - mówił w rozmowie z reporterką TOK FM Moniką Zdzierą. Jak dodał, wirus wcale nie zniknął i wciąż jest groźny dla zdrowia.
Zobacz wideo

Od 16 maja zniesiony zostanie w Polsce stan epidemii - poinformował minister zdrowia Adam Niedzielski. Zapowiedział też, że stan zagrożenia epidemicznego zostanie utrzymany co najmniej do września. - Średnia liczba zakażeń koronawirusem w Polsce utrzymuje się poniżej 1000. Dynamika pandemii jest minusowa. Takie same zjawisko widzimy, jeżeli chodzi o obłożenie łóżek w szpitalach - argumentował szef resortu zdrowia.

Jednak ani z tą argumentacją, ani z decyzją Adama Niedzielskiego nie zgadza się dr Paweł Grzesiowski. - Ta decyzja ministra zdrowia jest konsekwencją wcześniejszych jego postanowień. Jeśli zniósł obowiązek testowania na COVID-19, to konsekwencją jest spadek liczby zachorowań w oficjalnych statystykach. Do tego dochodzi coraz rzadsze raportowanie (przypadków nowych zachorowań na koronawirusa – przyp. red.). Główny efekt, o który chyba chodzi, to usunięcie wirusa z pierwszych stron gazet i serwisów informacyjnych – mówił w rozmowie z reporterką TOK FM Moniką Zdzierą immunolog, prezes Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń i ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej do spraw COVID-19.

Jak dodał, zniesienie stanu epidemii nie ogranicza przypadków zakażeń koronawirusem. Wręcz przeciwnie, może mu stworzyć warunki do większego rozprzestrzeniania się. - Będzie większe rozluźnienie w społeczeństwie, bo ludzie będą przekonani, że wirus zniknął – ocenił i dodał, że obywatele zapomną o podstawowych zasadach bezpieczeństwa.

Przekonywał również, że koronawirusa w Polsce wcale nie jest mniej, o czym mogą świadczyć liczby zachorowań w sąsiadujących z nami krajach. Przypomniał, że w Niemczech odnotowuje się ok. 300 tys. zakażeń tygodniowo i – jego zdaniem – nie ma powodu, by twierdzić, że koronawirus zatrzymuje się na polskiej granicy. Nawiązał też do słynnego powiedzenia Lecha Wałęsy: "Stłucz pan termometr, a nie będziesz miał pan gorączki". - Teraz właśnie mamy w Polsce stłuczony termometr. Bo nie robimy wiele testów, dlatego dane o nowych zachorowaniach na COVID-19 w Polsce są wybitnie zaniżone – podkreślił.

W ocenie dr. Grzesiowskiego łudzimy się nadzieją, że skoro pod szpitalami jest mniej karetek z pacjentami covidowymi, to widocznie wirus jest "mniej agresywny". - To jest tylko złudzenie, dlatego że koronawirus jest niezwykle podstępny. Cały czas jego możliwości uszkodzenia naszych organizmów są bardzo szerokie (…) Przykładem jest choćby to, co się dzieje z zapaleniem wątroby o dzieci. Wydaje się, że przechorowanie COVID-19 uruchamia bardzo agresywny proces niszczenia wątroby, który prowadzi aż do całkowitej niewydolności. To są skutki tej choroby i musimy być bardzo na nie wyczuleni. A nie tylko na cyferki związane z hospitalizacjami czy zgonami – tłumaczył.

Podkreślił również, że pojawienie się w Polsce kolejnej fali zachorowań na COVID-19 jest pewne. - Pytanie tylko, kiedy ona nastąpi (...) Musimy być przygotowani na atak nowego wariantu koronawirusa w każdym momencie, nie koncentrując się wyłącznie na jesieni. Choć ta zdecydowanie może być trudniejsza. Październik, listopad to mogą być miesiące, w których zachorowań będzie więcej ze względu na nasze gromadzenie się w zamkniętych pomieszczeniach, a co za tym idzie większej cyrkulacji wirusa w naszym środowisku - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM