Dla Polaków "epidemia i COVID-19 już nie funkcjonują". Lekarka ostrzega przed "efektem kuli śniegowej"

Eksperci alarmują, że pomimo lata mamy dużą liczbę zachorowań na COVID-19. Zdaniem doktor Magdy Wiśniewskiej rząd powinien podjąć pewne działania już teraz. - Niestety zawsze jesteśmy mądrzy po szkodzie. Czyli w momencie, kiedy mamy coraz więcej przypadków, zaczynają się gwałtowne ruchy i intensywne działanie. A dużo prościej byłoby zacząć reagować w momencie, kiedy tych zakażeń mamy jeszcze względnie mało - mówiła w TOK FM lekarka.
Zobacz wideo

Liczba zakażeń koronawirusem w wielu europejskich krajach gwałtownie rośnie. W Polsce, Ministerstwo Zdrowia również potwierdza, że zachorowań jest zdecydowanie więcej. Siedmiodniowa średnia zakażeń jest o 76 procent wyższa niż tydzień wcześniej. Samych testów jest jednak mało - kilka tysięcy dziennie. Bo skierować może na nie tylko lekarz i tylko osobę z objawami. Ewentualnych zmian resort nie wyklucza - ale dopiero jeśli liczba hospitalizowanych wzrośnie dziesięciokrotnie, do pięciu tysięcy.

Zdaniem dr hab. nauk medycznych Magdy Wiśniewskiej działania należy podejmować już teraz, bo "musimy bardzo obawiać się kolejnej fali koronawirusa". Zastępczyni dyrektora do spraw lecznictwa Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 2 w Szczecinie doradza ostrożność. - Unikałabym zatłoczonych miejsc w przestrzeniach zamkniętych, zwłaszcza w kontekście grup szczególnie zagrożonych. I naprawdę coraz głośniej mówiłabym o tym, że powinniśmy wrócić do noszenia maseczek w pomieszczeniach zamkniętych - mówiła w Poranku TOK FM.

"Zawsze jesteśmy mądrzy po szkodzie"

Jej zdaniem, rząd jednak nie wprowadzi tych ograniczeń. - Niestety zawsze jesteśmy mądrzy po szkodzie. Czyli w momencie, kiedy mamy coraz więcej przypadków, zaczynają się gwałtowne ruchy i intensywne działanie - wskazała Wiśniewska. - A dużo prościej byłoby zacząć reagować w momencie kiedy tych zakażeń mamy jeszcze względnie mało. Na jesieni to będzie efekt kuli śniegowej - alarmowała ekspertka. 

Rozmówczyni Jana Wróbla wyjaśniała, że jeśli nic teraz nie zrobimy i "będziemy spokojnie czekać, aż zwiększy nam się liczba hospitalizacji", to w październiku trzeba będzie wracać do obostrzeń, które w naszym społeczeństwie będzie wprowadzać bardzo trudno. - Bo my już odwykliśmy od myślenia, że mamy stan pandemii, dla nas epidemia i COVID-19 już nie funkcjonują - zauważyła Wiśniewska. I dodała, że ma nadzieję, że do sytuacji całkowitego lockdownu już jednak nie dojdzie.

Zastępczyni dyrektora do spraw lecznictwa Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 2 w Szczecinie wskazała, że rząd powinien już także zacząć myśleć o przygotowaniu na kolejną falę pandemii służby zdrowia. - Moja obawa jest taka, że nie mamy w tej chwili takiej dużej liczby łóżek covidowych, jak jeszcze pół roku temu. I jesienią, kiedy liczba hospitalizacji się zwiększy, możemy mieć kłopot logistyczny, gdzie tych chorych hospitalizować - alarmowała. I dodała, że trzeba zrobić wszystko, by tych hospitalizacji było jak najmniej. - Bo jeśli nie będzie nadmiernej liczby hospitalizacji to myślę, że powinniśmy w ciągu najbliższych pięciu lat wychodzić na prostą w ochronie zdrowia - podsumowała dr Wiśniewska.

DOSTĘP PREMIUM