"To bardzo duże i bardzo niebezpieczne uproszczenie". Psychiatra wytyka błędy w głośnej pracy o antydepresantach

Krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii prof. Piotr Gałecki odniósł się w TOK FM do niedawno opublikowanej metaanalizy, która miałaby dowodzić o nieskuteczności leków na depresję. Podkreślił, że jej autorzy "wykazali się pewną nieodpowiedzialnością, bo nie zderzyli wniosków swojej pracy z rzeczywistością". I podkreślał, że obecnie stosowane antydepresanty są bardzo skuteczne. - W pierwszej i drugiej terapii skuteczność osiąga ok. 70 proc. pacjentów, którzy cierpią na depresję. To wyjątkowo dużo - przekonywał.
Zobacz wideo

W polskim internecie pojawiły się ostatnio artykuły, które sugerują, że antydepresanty mogą nie działać. Powołują się one na metaanalizę zespołu badawczego pod kierownictwem Joanny Moncrieff opublikowaną na łamach "Molecular Psychiatry". Jej autorzy zebrali wyniki kilkunastu badań na temat wpływu poziomu serotoniny na zachorowalność na depresję. Ma z nich wynikać, że za niski poziom serotoniny nie powoduje depresji, dlatego leki z kategorii SSRI (selektywnych inhibitorów wychwytu zwrotnego serotoniny) nie działają. 

Prof. Piotr Gałecki, krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii, przekonywał w audycji "Dobra terapia" w TOK FM, że ten artykuł nie daje żadnych nowych informacji dotyczących mechanizmów depresji ani sposobów jej leczenia. Rozmówca Zuzanny Piechowicz wskazał bowiem, że naukowcy już od dawna wiedzą, że hipoteza serotoninowa jest jedną z wielu i tłumaczy jedynie pewien aspekt działania mózgu u osób cierpiących na depresję.

Psychiatra podkreślał, że aby na nią zachorować, musi zaistnieć wiele patomechanizmów, bo to choroba ogólnoustrojowa. - To nie jest tak, że w depresji serotonina jest podwyższona albo obniżona. To jest zupełnie nieuprawnione uproszczenie. Serotonina odpowiada za regulację nastroju, ale to nie oznacza, że jeśli gdzieś w mózgu jest jej za mało, to dlatego chorujemy na depresję - przekonywał. 

Podkreślał jednocześnie, że przyczyny epizodu depresyjnego są bardzo różne, ale "nie ma niczego niebiologicznego w naszym organizmie, więc depresja też jest biologiczna". Przyrównał jej leczenie do np. zapalenia płuc. Jak mówił, jego źródła są różne, ale sposób leczenia podobny.

"To bardzo duże i bardzo niebezpieczne uproszczenie"

Jego zdaniem zaskakujący jest więc fakt, że autorzy wiążą w swoich wypowiedziach medialnych hipotezę serotoninową depresji z lekami, które są aktualnie stosowane do leczenia zaburzeń depresyjnych. - To jest bardzo duże i bardzo niebezpieczne uproszczenie - alarmował. Podkreślał, że absolutnie nie należy rozważać odstawienia leków. I wytłumaczył sposób ich działania. - To nie jest tak, że podajemy tabletkę, w której jest serotonina. Ona powoduje, że w szczelinie synaptycznej, czyli między dwoma neuronami, gdzie serotonina jest przekaźnikiem, ona jest wolniej rozkładana. Czyli dajemy mechanizm naszemu organizmowi, żeby wróciła do niego pewna kontrola i równowaga - powiedział prof. Gałecki.

Jak mówił, leki nie zmieniają jednak cech osobowości, które mogą pogarszać stan pacjenta i przynosić mu cierpienie. Jego zdaniem więc, w wielu przypadkach, choć farmakologia przynosi pewną ulgę, niezbędna jest też psychoterapia. - Aby pacjent uzyskał wgląd w pewne mechanizmy zachowania, które powodują u niego cały czas sytuację stresową i konfliktową społecznie - wskazał.

Prof. Gałecki: Autorzy wykazali się nieodpowiedzialnością. Leki antydepresyjne są skuteczne

Krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii podkreślił także, że autorzy metaanalizy "wykazali się pewną nieodpowiedzialnością, bo nie zderzyli wniosków swojej pracy z rzeczywistością". I zaznaczył, że leki SSRI są wyjątkowo skuteczne. - W pierwszej i drugiej terapii skuteczność osiąga ok. 70 proc. pacjentów, którzy cierpią na depresję. To wyjątkowo duża skuteczność spośród różnych grup leków, które są stosowane w medycynie. Niektóre antybiotyki w swoich wskazaniach są skuteczne jedynie w 50 proc. - mówił.

Prof. Gałecki dodał, że leki z grupy SSRI "dokonały przełomu w leczeniu depresji", bowiem wcześniej stosowane trójpierścieniowe leki przeciwdepresyjne powodowały bardzo duże objawy niepożądane, a ich przedawkowanie mogło doprowadzić do śmierci. Przekonywał zaś, że leki SSRI są bezpieczne i nie można się nimi zatruć. A dobrze dobrane, jego zdaniem, nie powinny powodować dolegliwych skutków ubocznych. Wymieniał, że do najczęstszych należą: nadmierna potliwość, ziewanie w ciągu dnia bez uczucia senności, sny, przemijające dolegliwości gastryczne. - Te objawy zazwyczaj występują do ok. 10 dni i ustępują same - powiedział.

Oprócz mitów o tym, że antydepresanty zmieniają osobowość i mają duże skutki uboczne, psychiatra obalał także ten, że leki z tej grupy uzależniają. - To jest tak, jakby powiedzieć, że antybiotyki uzależniają. Czy leki na nadciśnienie albo insulina w cukrzycy uzależniają? To błąd w myśleniu - podsumował prof. Gałecki.

Posłuchaj całej rozmowy:

Do treści artykułu opublikowanego w "WP" odniosło się także Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, pisząc, że tezy w nim zawarte "mogą mieć negatywny wydźwięk dla osób leczonych". 

DOSTĘP PREMIUM