Minister zdrowia zżyma się na media ws. "rejestru ciąż". "Sianie niepotrzebnych emocji"

Nie było i nie ma ani mojej zgody, ani zgody rządu na prowadzenie jakiegokolwiek rejestru ciąż. Działamy tu w interesie pacjentów - napisał w sobotę w mediach społecznościowych minister zdrowia Adam Niedzielski.

W sobotę media informują o tym, że "ruszył ministerialny obowiązkowy rejestr ciąż".

"Nie było i nie ma ani mojej zgody, ani zgody rządu na prowadzenie jakiegokolwiek rejestru ciąż. Działamy tu w interesie pacjentów i dla ich dobra w zgodzie ze standardami UE. Apeluję do mediów i polityków o nie sianie niepotrzebnych emocji" - napisał na Twitterze szef MZ.

Wcześniej także Ministerstwo Zdrowia zaapelowało do mediów o "odpowiedzialność za słowo", podkreślając, że "dziś nie wchodzi w życie żaden rejestr ciąż; nigdy go nie było, nie ma i nie będzie".

"Zmiana zupełnie niepotrzebna"

Na początku czerwca minister zdrowia Adam Niedzielski podpisał rozporządzenie, na podstawie którego w Systemie Informacji Medycznej znajdą się informacje o m.in. alergiach, grupie krwi i ciążach. Obligatoryjność raportowania danych wchodzi w życie 1 października.

Lekarze już w czerwcu alarmowali, że nowe przepisy nie są do niczego potrzebne. - Boję się polityki i boję się tych polityków, którzy kłamią - podkreślał w TOK FM wówczas dr Maciej Socha, ordynator Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala Św. Wojciecha w Gdańsku i kierownik Katedry Perinatologii, Ginekologii i Ginekologii Onkologicznej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Lekarz dodał, że już od jakiegoś czasu obserwuje, że coraz więcej pacjentek się boi. Ich strach - jak wyjaśnił - "wynika wprost z tego, że pacjentki nie wiedzą, co zostanie zrobione z informacją", że są w ciąży. Zdaniem dr Sochy "rejestr ciąż" ma być też "swoistym straszakiem". - Kobiety nie do końca muszą wiedzieć, jak będzie funkcjonował SIM. Natomiast w momencie, kiedy się dowiadują, że ktoś - a w tym wypadku państwo, politycy chcą wiedzieć, czy są w ciąży - to obawiają się, że ta informacja zostanie wykorzystana - tłumaczył.

Rozmówca Piotra Maślaka przyznał, że nie przekonują go zapewnienia, iż zbierane przez resort zdrowia dane będą odpowiednio zabezpieczone. - Bo już tyle słyszeliśmy obietnic lub informacji, co się zdarzy lub nie zdarzy, a potem dokładnie odwrotnie się działo. Ja się tego boję - stwierdził. 

Przedstawiciele resortu zdrowia nie wykluczyli jednoznacznie, że dostęp do danych będzie miała także prokuratura. Tego obawia się także gość TOK FM. - Bo za chwilę, tak jak w Salwadorze kobiety będą musiały tłumaczyć się, co też stało się, że nagle z systemu zniknęła informacja o tym, że kobieta jest w ciąży, co się stało, że już nagle nie jest. 

Resort zdrowia zaprzecza 

Resort zdrowia już w czerwcu podkreślał, że rozporządzenie nie tworzy żadnych rejestrów, a jedynie poszerza zakres danych raportowanych w ramach systemu informacji medycznej. To z kolei - jak wskazał resort - jest wynikiem zaleceń wypracowanych przez zespół, który został powołany przez Komisję Europejską. Zespół ten miał wypracować standard raportowania medycznego, który ułatwi pracę lekarzy w ramach coraz szerszego zakresu danych medycznych, które podlegają digitalizacji.

Zdaniem MZ zmiany przełożą na zwiększenie dostępności i przejrzystości informacji przekazywanych do Systemu Informacji Medycznej, co usprawni pracę personelu medycznego, ułatwi obieg dokumentacji medycznej i ograniczy koszty jej udostępniania. Wśród danych, które pojawią się w SIM, są m.in.: dane służące identyfikacji podmiotu medycznego, dane dotyczące wyrobów medycznych, informacje o alergiach, implantach, grupie krwi, informacja o rozpoczęciu i zakończeniu hospitalizacji, kod ICF w zakresie rehabilitacji leczniczej i informacja o ciąży.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM