Lekarz sprzedający nadzieję gorszy niż uzdrowiciel. Bioetyk: Znachor przynajmniej mówi wprost: "Mam moc, wierzysz albo nie"

- Korzystając z naukowych "gadżetów", białych kitli, tytułów, oferuje się pacjentom coś, co sprawdzone nie jest - ubolewała w TOK FM Karolina Głowacka, odnosząc się do terapii opisywanych w serialu dokumentalnym "Eksperyment" Michała Janczury. - Naruszono elementarne standardy wykonywania zawodu lekarza, co jest dla mnie naprawdę niepojęte, bo oszukano pacjentów - komentował bioetyk, prof. Błażej Kmieciak.
Zobacz wideo

Serial dokumentalny "Eksperyment" Michała Janczury to opowieść o medycznym eksperymencie na ludziach prowadzonym na ogromną skalę i poza kontrolą. Chodzi o terapie stosowane przy pomocy komórek macierzystych. W "Eksperymencie" poznajemy m.in. historię Roberta, który usłyszał jednoznaczną diagnozę okulistyczną - retinopatia barwnikowa. To choroba genetyczna, która z czasem prowadzi do całkowitej utraty wzroku. Ratunkiem miała być właśnie eksperymentalna terapia. W maju 2018 r. w warszawskiej klinice Retina do komory ciała szklistego Roberta podano mezenchymalne komórki macierzyste. Wkrótce pojawiły się komplikacje - Robertowi odwarstwiła się siatkówka i konieczna była skomplikowana operacja.

W weekendowym Poranku Radia TOK FM prof. Błażej Kmieciak, bioetyk i przewodniczący Państwowej Komisji ds. pedofilii, mówił o tym, że sam jest osobą prawnie niewidomą, dlatego bardzo dobrze rozumie wypowiedzi bohaterów tego - jak ocenił - bardzo ważnego serialu. - Widzę 5 proc. tego, co prawdopodobnie pani, w okularach 10 procent. Jako dziecko - do 5. roku życia byłem całkiem niewidomy - mówił w rozmowie z Karoliną Głowacką.

Prof. Kmieciak opowiadał, że urodził się z porażeniem okołoporodowym i w jego wyniku cierpi na niedorozwój siatkówki. - Kto mnie zna, ten wie, że jak to mówili u mnie na studiach, się rozglądam. Czyli mam po prostu oczopląs. A to dlatego, że mój wzrok się nieustannie nastraja, trochę jak migawka aparatu. Mam plamy na siatkówce, które ograniczają mi pole widzenia - opisywał. Jak wskazał, stara się znaleźć swoje małe sposoby, żeby choć trochę poprawić widzenie. - Np. jak byłem dzieckiem i nie miałem okularów, to patrzyłem z nachyloną w lewo głową, bo trochę lepiej wtedy widziałem. A teraz, jak nacisnę sobie delikatnie na gałkę oczną, to wtedy wyostrza mi się troszeczkę wzrok na chwilę - powiedział.

"Proponowano mi bioenergoterapię, uzdrowicieli, a także metody związane z komórkami macierzystymi"

I dodał, że jego także wielokrotnie próbowano nakłonić na różnego rodzaju "cudowne" terapie. - Proponowano mi bioenergoterapię, uzdrowicieli, byłem na seansie "wybitnego" w tamtych czasach uzdrowiciela, czyli pana Kaszpirowskiego. Oferowano mi także różnego rodzaju metody związane z komórkami macierzystymi kilka lat temu - relacjonował prof. Kmieciak. - Ale ponieważ jako bioetyk zajmuje się także tematyką komórek macierzystych i na co dzień pracuję na uniwersytecie medycznym razem z biotechnologami, no to wiedziałem, że jest to pieśń przyszłości - wyjaśnił. Zastrzegł jednak, że doskonale rozumie nadzieję, którą było słychać w głosie bohaterów reportażu. 

Jak podkreśliła Karolina Głowacka, szczególnie bolesne jest to, że nie informując o ryzyku, takie eksperymentalne terapie komórkami macierzystymi, sprzedają właśnie lekarze, nadużywając w ten sposób naukowego autorytetu. - Korzystając z naukowych gadżetów, białych kitli, tytułów, oferuje się pacjentom coś, co sprawdzone nie jest. Kiedy taki lekarz naciąga zaufanie to wydaje mi się to chyba jeszcze gorsze niż taki znachor - oceniła dziennikarka TOK FM.

Bioetyk przyznał jej rację. - Dlatego, że znachor jest człowiekiem, który mówi wprost: mam moc w ręku, moc w umyśle i ci pomogę. I albo w to wierzysz albo nie - wskazał. Zastrzegł jednak, zdaje sobie sprawę, że akurat poziom wiary w tego typu działania jest bardzo duży. - I szczerze mówiąc nie dziwię się, bo jako dziecko korzystałem z bioenergoterapii. Nie miała ona żadnego efektu pozytywnego. Ale nadzieja była - powiedział prof. Kmieciak.

"Oszukano pacjentów"

I dodał, że dla niego, jako bioetyka, tego typu postępowanie lekarzy jest zupełnie niedopuszczalne. - Gdy pracuję ze studentami kierunków lekarskich mówię wprost: "Medycyna jest oparta na dowodach, oparta na faktach" - podkreślał. I wskazał, że materiał pokazany przez Michała Janczurę przedstawia, że ta naukowa "otoczka została tu stworzona - czyli pewnego rodzaju gra". - Nie było żadnych dowodów na to, że wstrzykiwanie komórek macierzystych do oka prowadzi do jakiegokolwiek pozytywnego skutku. Jest taki dowcip, że jak amerykańscy naukowcy coś dowodzą, to na pewno to jest prawdą, tylko nie wiadomo jeszcze kiedy i jak - mówił prof. Kmieciak.

- A tutaj lekarz powiedział, że mamy wyniki badań, świadczące o tym, że będzie poprawa. A tych wyników nikt nie ma. Istnieją, ale przeciwne. Są naukowcy, jak konsultant wojewódzka w dziedzinie okulistyki, którzy ostrzegali. I naruszono tak naprawdę elementarne standardy wykonywania zawodu lekarza, co jest dla mnie naprawdę niepojęte, bo oszukano pacjentów - ubolewał.

Jak podkreślił, zaskakujące jest dla niego także wyrażenie zgody na tego typu eksperyment przez komisję bioetyczną. - Pomimo istnienia dowodów, danych z literatury światowej i niepodważalnych autorytetów z dziedziny medycyny, jak prof. Jędrzejczak, które zwracają uwagę na to, że pewne działania związane z komórkami macierzystymi są ogromną nadzieją, jednak w tych eksperymentach dotyczących ludzkiego wzroku one są nieefektywne. Nie mamy innych efektów tych terapii poza dramatycznymi - podsumował gość TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM