Na święta chciał być w domu. Rozstrzelali go. Co pisał do matki? Grypsy byłego więźnia trafiły do archiwum

Wierzył, że wyjdzie z więzienia i na święta będzie już w domu. Prosił o przygotowanie obfitego stołu i "ubicie dwóch świnek". Nie wyszedł. Został zamordowany, mając niespełna 18 lat. Grypsy, które pisał z obozu w Majdanku, właśnie zostały przekazane przez jego bliskich do państwowego archiwum. To rzadkość, że tak wiele lat po wojnie można uzupełnić archiwalne zbiory o tak cenne wspomnienia.
Zobacz wideo

Tadeusz Tuz był zaangażowany w działalność podziemną. Miał 17 lat, kiedy w 1943 roku, przed końcem roku szkolnego, został zabrany na roboty do Niemiec. Udało mu się zbiec z transportu i osiedlił się na pograniczu Lubelszczyzny i Podkarpacia. Tam podjął pracę jako drwal. Postanowił wstąpić też do działającej na tym terenie Armii Krajowej.

W nocy z 5 na 6 stycznia 1944 roku Niemcy aresztowali w Białej Podlaskiej sporą grupę młodzieży. Następnego dnia rano - pod zarzutem kradzieży niemieckiej broni - aresztowany został również Tadeusz Tuz. 

Chłopak do końca wierzył w to, że wyjdzie z więzienia i najbliższe Święta Wielkanocne spędzi w domu. Pisał o tym w grypsach, które właśnie trafiły do muzeum. Przekazali je krewni Tadeusza, razem z jego zdjęciem, aktem urodzenia i postanowieniem o uznaniu go za zmarłego, wystawionym przez Sąd Powiatowy w Białej Podlaskiej w listopadzie 1958 roku.

Tadeusz - przed przewiezieniem na Majdanek - przebywał w więzieniu na zamku. To stamtąd pisał grypsy do matki, a w zasadzie macochy (była drugą żoną jego ojca). - W swoich grypsach pisał między innymi o warunkach, jakie panują w więzieniu. O tym, co mu najbardziej doskwierało i czego mu brakowało. Da się wyczuć w tych listach, pisanych częściowo w dość żartobliwym tonie, jego młodzieńczą beztroskę. Był przekonany, że na święta będzie w domu - mówi Agnieszka Kowalczyk-Nowak, rzeczniczka Muzeum na Majdanku.

Grypsy byłego więźnia obozu na MajdankuGrypsy byłego więźnia obozu na Majdanku Państwowe Muzeum na Majdanku

"Kochana Mamusiu! 20 bm. otrzymałem dwie paczki: jedna z Ovolmaltiną [rodzaj kremu czekoladowego - red.] a druga z chlebem. Paczka z chlebem miała prawdopodobnie ciężkie przejścia, gdyż chleb był rozsypany na kilkanaście części, a gryps był zupełnie widoczny. Został on naturalnie zabrany, tak że nie miałem możności przeczytania go. Dlatego sądzę, że byłoby lepiej nie umieszczać grypsów w chlebie. Najlepiej jest umieszczać je w tłuszczu, w kanapkach i w ogóle w małych przedmiotach. Na przykład paczka z Ovolmaltiną była oglądana tylko powierzchownie. Zresztą to wszystko drobnostka. Na Wielkanoc wybieram się z powrotem do Białej, ewentualnie do Warszawy" - pisał Tadeusz.

Prosił też o to, by przygotować obfite święta. "Na Wielkanoc proszę przygotować ze stryjkiem parę litrów Celeśnickiej. Co do Celeśnickiej, to piłbym ją nawet dzisiaj. Ubrania mam bardzo zniszczone, jedną trzecią - dezynfekcją, ale sądzę, że do Wielkanocy w zupełności wystarczy" - pisał chłopak z więzienia.

Jak mówi Anna Wójcik z muzealnego archiwum, z grypsów wyłania się obraz młodego, dość beztroskiego chłopaka, pełnego wiary w szczęśliwe zakończenie pobytu w zamknięciu. Wierzył, że wyjdzie. Prosił o "ubicie dwóch świnek" na święta.

Tak się jednak nie stało. 12 maja 1944 roku został - wraz z grupą więźniów Zamku - przetransportowany do obozu na Majdanku i rozstrzelany. Miejsce ani data jego pochówku nie są znane.

Grypsy byłego więźnia obozu na MajdankuGrypsy byłego więźnia obozu na Majdanku Państwowe Muzeum na Majdanku

Grypsów w muzealnych archiwach jest o wiele więcej

W zbiorach Muzeum na Majdanku przechowywanych jest ponad dwa tysiące grypsów. Listy między więźniami a ich rodzinami przekazywali tzw. pracownicy cywilni, a także mieszkańcy Lublina - część robiła to bezpłatnie, inni za pieniądze. - Często byli to też zaprzysiężeni członkowie konspiracji. Niektóre mają charakter bardzo osobisty, wręcz intymny, a niektóre mówią o tym, co dzieje się w obozie - mówi Anna Wójcik. - Forma jest zazwyczaj krótka, są pisane na skrawkach papieru, czasami jest to na przykład brzeg gazety, a czasami kartka kupiona za obozowy chleb - dodaje.

Grypsy są bardzo emocjonalne. - Jedni byli przybici, bo byli świadkami egzekucji. Inni dzielili się ważnymi życiowymi momentami, a jeszcze inni prosili o chleb czy lekarstwa - dodaje nasza rozmówczyni. Podkreśla też, że więźniowie z Majdanka często używali zastępczych słów - na przykład "obóz" nazywali "pensjonatem", na "transport" mówili "wycieczka", a o "załodze obozowej" pisali "nasi opiekunowie". - Używali eufemizmów, by nie pisać wprost o tym, co się dzieje. Grypsy są dla nas bezpośrednim źródłem wiedzy, pisane w danym momencie, tu i teraz. To nie są relacje zbierane wiele lat po wojnie, gdzie dystans powoduje, że pamięć się zaciera - tłumaczy Anna Wójcik.

Obóz na Majdanku funkcjonował od października 1941 roku do lipca 1944 roku. Początkowo osadzano tu jedynie mężczyzn, potem zaczął też działać obóz dla kobiet. Był miejscem masowej eksterminacji. Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez historyków z Muzeum na Majdanku można przyjąć, iż podczas funkcjonowania obozu zmarło lub zostało zamordowanych co najmniej 80 tysięcy więźniów różnych narodowości. Z tej liczby co najmniej 59 tysięcy stanowili Żydzi. 

DOSTĘP PREMIUM