Policja przegrywa w sądach z uczestnikami demonstracji. "Te wnioski były niemal identyczne, do tego dość niechlujne"

Od kilku miesięcy policja ściga w sądach uczestników jednego z największych w Polsce protestów przeciw lockdownowi i paszportom szczepionkowym. Bezskutecznie. Sąd Okręgowy w Białymstoku prawomocnie umorzył postępowania we wszystkich 26 sprawach związanych z nieprzestrzeganiem zakazu demonstracji i nakazu noszenia maseczki.
Zobacz wideo

18 kwietnia - w szczycie trzeciej fali pandemii - w Białymstoku odbyła się jedna z największych w Polsce demonstracji przeciw obowiązującym wtedy od dłuższego czasu obostrzeniom i nakazom. Przez centrum miasta, bez maseczek, przeszło ponad pół tysiąca osób. W demonstracji wzięły udział m.in. środowiska pseudokibiców. Protestujący nieśli nad głowami ogromną biało-czerwoną flagę. Skandowali: "Dzieci do szkoły!", "Precz z komuną!" "Precz z maseczkami!", "Rząd pod sąd!", "Ludobójstwo!" czy znane z innych demonstracji nacjonalistów hasło "To my, to my, Polacy!".

Zgromadzenie było zarejestrowane w magistracie. Tyle, że na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów z 19 marca 2021 roku i stosownej decyzji służb sanitarnych, mogło w nim wziąć udział maksymalnie pięć osób. Każda z nich powinna zachowywać dystans co najmniej 1,5 metra od innych oraz zasłaniać usta i nos. Mimo to demonstranci nie byli niepokojeni przez zabezpieczających protest funkcjonariuszy. Dopiero po marszu doszło do niewielkich przepychanek z policją, która zaczęła spisywać pojedyncze osoby. Pozostali śpiewali wtedy "Zawsze i wszędzie policja jeb...a będzie". Jedna osoba została zatrzymana i usłyszała zarzut znieważenia funkcjonariusza policji.

W większości ci sami ludzie maszerowali w Białymstoku jeszcze dwukrotnie - 20 czerwca i 16 sierpnia. Protestowali już nie przeciw obostrzeniom (te w międzyczasie zniesiono) lecz "segregacji sanitarnej", czyli pomysłom wprowadzenia paszportów szczepionkowych. Organizatorem wszystkich trzech białostockich manifestacji był Rafał Greś, właściciel szkółki szachowej, który w 2018 roku startował w wyborach na burmistrza Michałowa.

Ciąg dalszy tych wydarzeń rozgrywa się na salach sądowych. Policja skierowała do sądu łącznie 41 wniosków o ukaranie uczestników kwietniowej demonstracji. Zarzuciła im łamanie art. 116 Kodeksu wykroczeń: nieprzestrzeganie zakazów, nakazów, ograniczeń lub obowiązków wynikających z wprowadzonych na czas pandemii przepisów lub decyzji wydanych na podstawie tych przepisów.

"Asterix" poczuł się jak bohater powieści Kafki

Jedną z osób ściganych przez policję był Artur "Asterix" Gerula. To mieszkaniec Przemyśla, znany w tym mieście ze swoich wolnościowych poglądów. Protestował tam m.in. przeciw montowaniu chemicznych podzielników ciepła w mieszkaniach spółdzielni mieszkaniowej czy przeciwko genetycznie modyfikowanej żywności. To barwna postać miasta. W 2010 i 2014 roku startował na prezydenta Przemyśla. Prowadził kampanię boso, w bardzo oryginalnym, stylizowanym na "Asterixa" odzieniu. Wypowiadając się na forach internetowych świadomie łamał zaś wszelkie zasady ortografii, demonstrując w ten sposób... przywiązanie do swoich wolnościowych poglądów.

- Spotkała mnie niesamowita niespodzianka - mówi nam Gerula. - Nagle dostałem pismo z sądu, z drugiego końca Polski, z informacją, że zostałem ułaskawiony! Znaczy uwolniony od zarzutu udziału w nielegalnym zgromadzeniu w dniu 18 kwietnia o godzinie 15.00. I od zarzutu braku maseczki. Później przyszło kolejne pismo z sądu, że jednak nadal jestem ścigany, bo policja zaskarżyła to postanowienie. A później kolejne, że znów mnie ułaskawili, bo Sąd Okręgowy utrzymał w mocy postanowienie Sądu Rejonowego - wyjaśnia.

Artur "Asterix" Gerula zarzeka się, że Białymstoku nigdy nie był. - Poczułem się jak Józef K. z powieści Franza Kafki. Przecież nawet nie przejeżdżałem nigdy koło tego miasta. Przyznam się, choć pewnie niezbyt dobrze to będzie o mnie świadczyło, że ja nawet nie wiedziałem, gdzie ten Białystok leży. Dopiero teraz, kiedy ta sytuacja się wydarzyła, zerknąłem na mapę... To jest niesamowita historia - mówi.

Sądy po stronie prawa do zgromadzeń

Na szczęście dla niego i innych obwinionych Sąd Rejonowy w Białymstoku masowo oddala wnioski policji o ukaranie za udział w nielegalnej demonstracji i za brak maseczki. Policja zaskarża te postanowienia do Sądu Okręgowego. Ten, jak dotąd, we wszystkich 26 sprawach o łamanie art. 116 Kodeksu wykroczeń podtrzymał postanowienia sądu I instancji. - Sąd Okręgowy w Białymstoku nie uwzględnia zażaleń Komendanta Miejskiej Policji w Białymstoku i we wszystkich sprawach z art. 116 § 1a Kw, które wpłynęły w tym roku, utrzymuje zaskarżone postanowienia w mocy - poinformowało nas biuro prasowe sądu.

Sędziowie - w przypadku, gdy obwiniony nie stawiał się osobiście - nawet nie dociekali, czy poszczególne osoby rzeczywiście brały udział w demonstracjach. - Te wnioski policji były niemal identyczne, do tego dość niechlujne, zdarzało się, że robiąc kopiuj-wklej policja zapominała w treści zmienić nazwisko osoby obwinionej - mówi nam nieoficjalnie jeden z sędziów. 

Orzeczenia też są niemal identyczne. Sędzia Sądu Rejonowego w Białymstoku Barbara Paszkowska umorzyła postępowanie w sprawie Artura Geruli, uznając, że istnieją poważne wątpliwości, czy przywołane przez policję rozporządzenie Rady Ministrów z 19 marca 2021 roku (w sprawie ustanowienia obostrzeń w czasie pandemii) "mogło skutecznie wprowadzić ograniczenie jednego z podstawowych praw obywatelskich, jakim jest prawo do organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich zagwarantowane w art. 57 Konstytucji". Podkreśliła, że wspomniany artykuł stanowi wprost, że "ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób".

Sąd Rejonowy uznał też - przywołując przy okazji wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku z 28 stycznia 2021 r. - że chcąc ograniczać prawa i wolności człowieka władza wykonawcza i ustawodawcza powinna korzystać "z innego mechanizmu działania. Chodzi mianowicie o ogłoszenie jednego z trzech stanów nadzwyczajnych w rozumieniu art. 228 Konstytucji, co mogłoby skutkować ograniczeniem stosownych wolności i praw człowieka, w tym prawa do zgromadzeń". Oddalił też zarzuty braku noszenia maseczki, uznając, że warunkiem uznania czynu za wykroczenie jest stwierdzenie jego społecznej szkodliwości. A że czyn "miał zaistnieć w przestrzeni otwartej", to "niepodobna twierdzić, jakoby zachowanie obwinionego mogło komukolwiek zagrażać". Tym bardziej, że niedługo później zniesiono obowiązek zakrywania ust i nosa na świeżym powietrzu.

Sąd Okręgowy w Białymstoku we wszystkich 26 tego typu sprawach podtrzymał orzeczenia Sądu Rejonowego. Artur Gerula cieszy się z takich rozstrzygnięć, choć ciągle zastanawia się, na jakiej podstawie policja wytypowała go jako uczestnika demonstracji. - Nie wiem, może ja jestem nękany? Może zostałem uznany takim właśnie niebezpiecznym gościem, taką alternatywą, którą trzeba pognębić i wzywać na rozprawy na drugi koniec Polski? - zastanawia się.

Przyznaje jednak, że udzielając się na różnych grupach na Facebooku, mógł kliknąć, że weźmie udział w demonstracji w Białymstoku, 18 kwietnia tego roku. - A to mogło w zupełności wystarczyć, by wydarzyła się taka pomyłka - tłumaczy mi znajomy policjant. - Funkcjonariusze, w przypadku demonstracji z udziałem nacjonalistów czy pseudokibiców, raczej trzymają się z daleka. W przeciwieństwie do protestów kobiet czy społeczności LGBT nie wchodzą w tłum, unikają interakcji, nie legitymują uczestników. Identyfikują później osoby łamiące prawo na podstawie materiału zdjęciowego czy filmowego. Co z kolei może być zawodne - podsumowuje.

DOSTĘP PREMIUM