Słynna piekarnia otrzymała "promocję" na gaz. "Zamiast 800 proc. podwyżki, 'tylko' 400. Nie przyjęliśmy"

Żeby po podwyżce gazu móc wyjść na zero, bochen chleba musiałby kosztować z 30-40 złotych - słyszymy w Piekarni Kuźmiuk, najstarszej piekarni w Lublinie. - To walka o przetrwanie - mówi nam jej współwłaściciel i nie wyklucza pójścia na drogę sądową.
Zobacz wideo

O Piekarni Kuźmiuk na początku stycznia dowiedziała się cała Polska. Najstarsze takie miejsce w Lublinie otrzymało gigantyczną podwyżkę gazu, wynoszącą ponad 800 procent. Właściciele piekarni byli załamani. - Przeżyliśmy Stalina i komunę, a możemy nie przetrwać 'dobrej zmiany' - mówili TOK FM. Nie wiedzieli wtedy, co mają dalej robić. 

Dziś Artur Goławski - który prowadzi piekarnię wraz z żoną - mówi wprost: walczymy o przetrwanie. Przyznaje, że po wspomnianej podwyżce otrzymali z PGNiG również propozycję "promocyjnych" cen - zamiast 800 procent podwyżki - 400 procent. - Nie podpisaliśmy tej "promocyjnej" umowy, bo była w niej pułapka - mówi Goławski. - Gdybym zgodził się na ich promocję, to umowa musiałaby zostać podpisana na dwa lata. Zapytałem, co mi grozi, gdybym nie był w stanie płacić tego rachunku 400 procent wyższego. Okazało się, że nawet gdybym zamknął piekarnię, to i tak musiałbym zapłacić około 200 tysięcy złotych kary. To taka ich promocja - kwituje.

Podwyżki pieczywa nieuniknione

Jak mówi Goławski, żeby - jako właściciel piekarni - mógł wyjść na zero, cena za pieczywo musiałaby drastycznie skoczyć, nawet do 30 czy 40 złotych za duży bochen, ważący około kilograma. To nierealne. Nikt takiego chleba by przecież nie kupował. Dlatego - owszem - podwyżki są, ale o 20-30 procent.

- Część klientów już narzeka, że drogo - przyznaje sprzedawczyni Aneta Kłos. - Choć są i takie głosy, że klienci nas rozumieją. Wiedzą, co nas spotkało. Mówią wprost, że bardzo im zależy, by nasza piekarnia przetrwała - dodaje. 

Artur Goławski, współwłaściciel Piekarni KuźmiukArtur Goławski, współwłaściciel Piekarni Kuźmiuk Anna Gmiterek-Zabłocka

Chleb od Kuźmiuka jest też dostarczany do sklepów. I tu pojawiają się już pierwsze rezygnacje. - Właściciele sklepów wolą wziąć pieczywo od innego dostawcy, tańsze - mówi Artur Goławski. Bo klient - mając do wyboru droższy i tańszy chleb - najczęściej wybierze ten tańszy, pieczony na masową skalę. 

- A u nas wszystko robi się ręcznie - nadmienia Krzysztof Dzięcioł, piekarz z prawie 30-letnim stażem pracy w Piekarni Kuźmiuk. - Przy chlebie jest sporo pracy. Trzeba najpierw wyprowadzić tzw. żurek, na co inni mówią "zakwas". Później półkwas, kwas, to wszystko bardzo długo trwa. A później jest sama produkcja: robienie ciasta, wyrabianie. Wszystko ręczna praca - wyjaśnia. 

Przyznaje, że dla niego - jako piekarza - największą satysfakcją jest kolejka przed piekarnią. U Kuźmiuka kolejki były od zawsze. Teraz też są, choć mniejsze. - Głównie przed świętami czy w weekendy ludzie stoją, ale nie ma się co okłamywać, jest ich mniej. Wolą kupić taniej gdzieś w markecie. Wszystko podrożało i wciąż drożeje, więc każdy patrzy na swój portfel - mówi Krzysztof Dzięcioł. - Boimy się, co dalej z nami będzie. Nigdy nie było takiego zamieszania i takiego lęku - dodaje.

Oprócz niewielkiej podwyżki cen bułek i chleba, już wypowiedziano też umowy najmu trzech punktów, w których było sprzedawane pieczywo od Kuźmiuka. Niewykluczone są zwolnienia pracowników.

Artur Goławski czeka teraz na ostateczne decyzje rządu w sprawie zapowiedzianego przez ministra Jacka Sasina obniżenia podwyżek cen gazu dla przedsiębiorców.

- Po kilku latach obserwowania tego, co się w kraju dzieje, w te pseudo obietnice nie wierzę. Co z tego, że ktoś mi obniży opłatę za gaz o 25 procent, jak ja dostałem podwyżkę o ponad 800 procent? - pyta Goławski. - Niech mi jakiś ekspert, specjalista od ekonomii, podpowie, jak w takich warunkach prowadzić biznes? Nie wyobrażam sobie, że w Niemczech czy innym europejskim kraju ktoś z dnia na dzień coś takiego funduje przedsiębiorcom - dodaje, nie kryjąc rozżalenia.

Właściciel lubelskiej piekarni nie wyklucza, że sprawa drastycznych podwyżek skończy się w sądzie. Jak mówi, nie może być tak, że państwo - a dokładniej jedna ze spółek Skarbu Państwa - z dnia na dzień, z powodu horrendalnych podwyżek cen gazu, doprowadza firmy na skraj bankructwa. - Szukam rozwiązań prawnych, rozmawiam z prawnikami na temat wolności, równości, prowadzenia działalności gospodarczej. Są przecież jakieś zasady, których nie powinno się łamać - podsumowuje Goławski.

DOSTĘP PREMIUM