''Nie można kierować się uprzedzeniami''. Historia nieakceptowanej migranckiej rodziny na spektaklu w Lublinie

Tematyka związana z byciem uchodźcą - to tło spektaklu "Drzewo życzeń", powstającego w Lublinie, w Teatrze Andersena. Historia opowiada o rodzinie, która przybywa do Ameryki i spotyka się tam z nietolerancją i niezrozumieniem. Reżyser Mateusz Przyłęcki nie kryje, że temat jest aktualny choćby w kontekście kryzysu na polsko-białoruskiej granicy.
Zobacz wideo

Spektakl jest historią imigrantów: Samar i jej rodziny, którzy przyjeżdżają do małego miasteczka w Ameryce i wynajmują tam dom. Problem w tym, że część mieszkańców nie chce ich u siebie. 

Pomysł na spektakl jest nietypowy. Główną jego postacią jest bowiem drzewo - dwustuletni dąb. Rośnie w pobliżu domu Samar i dobrze wie, że w miasteczku pojawili się przybysze. Wie też, że nowa rodzina nie jest akceptowana przez lokalną społeczność. 

W pewnym momencie dąb postanawia przemówić do ludzi i przypomnieć im, że dawniej byli dokładnie w takiej samej sytuacji, jak Samar. "...W tamtym czasie, tak jak w wielu innych momentach historii, głodni i zdesperowani ludzie płynęli przez morze nadmiernie obciążonymi łodziami, żeby się tutaj osiedlić. Wielu zamieszkało w tej okolicy. Dom niebieski i dom zielony były wtedy brązowe i pełne ludzi i nowych przybyszów. Czasami witano ich serdecznie, czasami nie" - przypominał mieszkańcom główny bohater. 

- To jest fragment, który szczególnie mnie poruszył. Mamy przecież podobną sytuację obecnie, w różnych miejscach w Europie, w tym również w Polsce, na polsko-białoruskiej granicy. Wszędzie pojawiają się migranci. To problem złożony, ale nie powinniśmy uciekać od mówienia o tym. Naszymi sąsiadami mogą być ludzie, którzy mają inną kulturę, inny kolor skóry, inne przyzwyczajenia i powinniśmy umieć zacząć rozmowę, a nie kierować się uprzedzeniami - tłumaczy dyrektor lubelskiego Teatru Andersena Krzysztof Rzączyński.

- To niezwykle ważne, by o tym mówić, również w teatrze dla dzieci. Bo oni coraz częściej spotykają kolegów z innych krajów w swoich klasach czy szkołach. I można sobie wyobrazić, że z powodu stereotypów, niechęci, w takiej klasie narasta problem niezrozumienia. Chodzi o to, by temu przeciwdziałać - dodaje dyrektor.

Reżyser spektaklu Mateusz Przyłęcki podkreśla, że w tej sztuce nikt nie mówi wprost o sytuacji na granicy. Sam scenariusz również się do tego nie odnosi. Ale przesłanie wydaje się jednoznaczne. - Rzeczywiście, w kontekście sytuacji na granicy, jest to wyjątkowo aktualne. Jest to historia migracji, która działa się kiedyś, dzieje się teraz i prawdopodobnie będzie się dziać dalej - mówi reżyser.

Jak dodaje, opowieść o Samar - mimo, że momentami trudna i poruszająca - kończy się dobrze. - Na pierwszym czytaniu sztuki było sporo śmiechu, co jest dla mnie sygnałem, że ten tekst z jednej strony wywołuje smutek i współczucie, ale też potrafi rozśmieszyć. Zakończenie jest bardzo pozytywne - mówi Przyłęcki. Podkreśla, że siła tekstu polega również na tym, że nie dzieli. - Jego przesłanie jest takie, że w naszym świecie znajdzie się miejsce dla każdego - i dla tych którzy przyjeżdżają z odległych części świata, i dla tych, którzy tu mieszkają i się boją. Bo pamiętajmy, że wrogość czasami wynika właśnie z lęku - tłumaczy reżyser.

W główną rolę - Drzewa życzeń - wciela się Daniel Lasecki. Przyznaje, że czytając tekst pierwszy raz, na próbie w teatrze, był ogromnie wzruszony. - To jest piękny tekst o tolerancji, o szukaniu równości, spokoju, równowagi w świecie. Ale też o tym, co czują ludzie odrzuceni, nieakceptowani przez innych. Jest napisany w sposób bardzo czytelny, ale nienachalny. Dąb, którego gram, wraz ze zwierzętami próbuje naprawić ten świat. Próbuje pokazać, że świat może być piękny i kolorowy dla nas wszystkich - mówi Lasecki.

Odtwórca głównej roli Daniel LaseckiOdtwórca głównej roli Daniel Lasecki Anna Gmiterek-Zabłocka

Aktor nie kryje też, że jednym z pierwszych skojarzeń na próbach była sytuacja z polsko-białoruskiej granicy, gdzie od miesięcy trwa kryzys humanitarny. - Tekst "Drzewa życzeń" nie dotyczy Polski, bo dzieje się w Ameryce, ale uważam, że będzie niesamowicie wibrował, nawiązywał wprost do tego, co się dzieje właśnie u nas. Dąb, w tej naszej opowieści, podkreśla to, że migracje są czymś cyklicznym. Trzeba o tym  przypominać - mówi Lasecki.

"To nie jest spektakl o sytuacji na polsko - białoruskiej granicy"

Reżyser Mateusz Przyłęcki mówi nam, że z tyłu głowy pojawiła mu się myśl, że ktoś - przed obejrzeniem przedstawienia - może uznać, że to opowieść o uchodźcach i że nie warto tego pokazywać dzieciom.

- Sytuacja na granicy jest konkretna. Jesteśmy na ten temat podzieleni. Jedni myślą tak, inni inaczej. I jest taka obawa, że ktoś uzna, że jest to o rodzinie uchodźców, że to są muzułmanie i pomyśli: "ja swojego dziecka na to nie wyślę". Więc jest taka obawa we mnie, ale to chyba takie skrzywienie czasów, w których żyjemy - mówi reżyser. - Chcę jednak podkreślić, to nie jest spektakl o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy. To spektakl, który porusza pewne tematy, ale jest opowieścią ponadczasową, bardzo poetycką i - wydaje mi się - wszyscy się w niej odnajdą. Zapraszam wszystkich: i dzieci, i dorosłych - zachęca Przyłęcki.

Premiera spektaklu "Drzewo życzeń" w Teatrze Andersena w Lublinie jest zaplanowana na 12 marca. Aktorzy są aktualnie w trakcie prób. Dyrektor placówki Krzysztof Rzączyński podkreśla, że teatr jest rodzajem sztuki wizualnej, która może bardzo szybko reagować na rzeczywistość, "dużo szybciej niż film, bo proces produkcyjny jest krótszy". - Ważne, żeby takie dyskusje na temat problemów, które wszystkich interesują, odbywały się też w teatrze - mówi Krzysztof Rzączyński.

DOSTĘP PREMIUM