Lublin. Dopiero co zbudowali nową szkołę, a już jest za mała. Miasto znów w kłopocie

Ratusz zastanawia się, jak odciążyć Szkołę Podstawową przy Berylowej na lubelskim Węglinie. Obiekt został otwarty raptem półtora roku temu, a już jest za mały. - Kiedy był projektowany, osiedle było mniejsze - mówi wiceprezydent. Miasto przygotowało pewną opcję awaryjną.
Zobacz wideo

Węglin to dzielnica położona w południowo-zachodniej części Lublina, która od kilku lat prężnie się rozwija. Nowe bloki powstają tu niczym grzyby po deszczu. Wraz z nimi przybywa też mieszkańców. Jedna z głównych bolączek tutejszej okolicy - i to już od dawna - to brak infrastruktury publicznej, w tym szkół i przedszkoli. Problem rozwiązać miała nowa podstawówka przy ulicy Berylowej - otwarta we wrześniu 2020 roku. Lokalne media podawały, że to najbardziej wyczekiwana inwestycja w tej części miasta. Wszechstronna, nowoczesna, z salą gimnastyczną i widowiskową, dobrze wyposażoną biblioteką i wieloma innymi udogodnieniami.

Ledwie półtora roku od otwarcia okazało się, że placówka jest niewystarczająca. Dzieci i młodzieży w okolicy wciąż przybywa. - Rzeczywiście placówka jest za mała - przyznaje Mariusz Banach, zastępca prezydenta Lublina ds. oświaty i wychowania. - Ale była ona projektowana jeszcze w czasie, gdy osiedle było mniejsze, a i szkoła podstawowa nie ośmioklasowa, jak teraz, tylko sześcioklasowa - tłumaczy się.

Do podstawówki przy Berylowej obecnie uczęszcza ponad 800 uczniów i więcej się tam już nie pomieści. W szwach pęka również inna szkoła podstawowa w tej okolicy - przy ulicy Bursztynowej. Tam uczy się ponad 1500 dzieci. Co zatem zamierza zrobić ratusz?

Będzie nowa podstawówka

Lekarstwem na problem ma być kolejna nowa szkoła podstawowa. Miałaby powstać w rejonie ulicy Wróblej, konkretnie - przy Jemiołuszki. Zanim to się jednak stanie, miną prawdopodobnie około trzy lata. Miasto zaznacza też, że może być ciężko z finansowaniem inwestycji i niewykluczone, że będzie musiało zaciągać w tym celu kredyt. Jak podaje wiceprezydent - wszystko przez zmiany podatkowe, na których Lublin ma tracić około 200 milionów złotych rocznie i ogólne niedofinansowanie oświaty. - Mówiąc wprost, subwencja nie pokrywa kosztów, więc musimy do szkolnictwa dokładać - stwierdza.

Magistrat rozważał też inny scenariusz na rozwiązanie problemu z brakiem szkół w tej części miasta, czyli rozbudowę istniejącej placówki przy Berylowej. Pojawił się jeden kłopot. Berylowa i leżące wokół szkoły inne uliczki są dość małe, osiedlowe. W godzinach szczytu już i tak cała okolica stoi w korku. Powiększenie placówki (i przyjęcie kolejnych dzieci) mogłoby spowodować jeszcze większy chaos komunikacyjny. Dlatego ostatecznie ratusz odrzucił tę koncepcję. - Zdajemy sobie sprawę, że to nie jest tak, jak kiedyś, że mama w papilotach wysyła dziecko do szkoły na piechotę, do budynku za rogiem. Teraz często rodzice podwożą maluchy na zajęcia w drodze do pracy. Ta rozbudowa sparaliżowałaby ruch w tej części osiedla - przyznaje Mariusz Banach.

Opcja awaryjna

Wymyślono więc opcję trzecią, tymczasową. Do momentu aż podstawówka przy Jemiołuszki nie będzie gotowa, część dzieci z tej części osiedla ma uczęszczać do Szkoły Podstawowej nr 50 przy ulicy Roztocze. Obecnie uczy się tam ponad 800 uczniów, ale placówka ma możliwości, by przyjąć nowe osoby.

Szkoła ta znajduje się niedaleko ulicy Berylowej, ale na drodze do niej jest ruchliwa aleja Jana Pawła II. Dlatego miasto wymyśliło, że w celu zapewnienia dzieciom bezpiecznego transportu do szkoły uruchomi autobus szkolny.

Plany zostaną doprecyzowane podczas spotkania Rady Dzielnicy. Jak tłumaczą nam urzędnicy, może być tak, że dzieci będą spotykać się o określonej godzinie i pod opieką nauczyciela docierać na lekcje wydzielonym autobusem. Niewykluczone też, że pozmieniać trzeba będzie cały rozkład komunikacji miejskiej w tamtym rejonie tak, by pokrywał się z dzwonkami szkolnymi. Chodzi o to, by dzieci (które wybiorą transport miejski) bez problemu mogły dotrzeć na lekcje.

- To rozwiązanie na trzy lata. Mamy nadzieję, że do tego czasu uda się rozwiązać problem z liczbą dzieci w tym rejonie - mówi wiceprezydent Banach. Miejskie prognozy przewidują, że co roku trzeba tam będzie stworzyć od 11 do 13 pierwszych klas, stąd do Kuratorium Oświaty trafił już plan zmiany obwodów szkolnych w tej okolicy.

DOSTĘP PREMIUM