Lubelski IPN zwalnia kolejnego niewygodnego historyka. "Ten wpis to jedynie pretekst"

Jak ustaliła reporterka TOK FM, dr Mariusz Zajączkowski - ekspert od stosunków polsko-ukraińskich - został zwolniony z oddziału IPN w Lublinie. Powodem miał być komentarz zamieszczony w mediach społecznościowych i "działanie na szkodę" Instytutu. Zdaniem naszych rozmówców to jednak tylko pretekst.
Zobacz wideo

Dr Mariusz Zajączkowski z lubelskim oddziałem IPN związany był od ponad 20 lat. Zajmował się badaniem stosunków polsko-ukraińskich i konfliktu narodowościowego w latach 1939-1947. W orbicie jego zainteresowań naukowych była również działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Armii Powstańczej na byłych i obecnych ziemiach polskich w czasie II wojny światowej i we wczesnych latach powojennych. W swoich publikacjach dotykał m.in. problemu zbrodni popełnionych na ludności cywilnej w czasie konfliktu polsko-ukraińskiego.

Z powodu choroby dr Zajączkowski był w ostatnim czasie na dłuższym zwolnieniu lekarskim. Jednak od momentu, gdy prezesem IPN został Karol Nawrocki, były sygnały, że szykowane jest jego zwolnienie. Tak też się stało. Wypowiedzenie dostał dzień po tym, jak wrócił do pracy po L4. Podpisał je nowy dyrektor lubelskiego oddziału Robert Derewenda, radny PiS z Lublina. Z naszych informacji wynika, że obaj panowie nie mieli okazji osobiście się poznać. Mimo to Derewenda zarzucił Zajączkowskiemu, że ten działa na szkodę Instytutu.

Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, poszło m.in. o komentarz Mariusza Zajączkowskiego zamieszczony pod postem na prywatnym profilu innego historyka. Komentarz, w którym odniósł się do powołania Karola Nawrockiego na prezesa IPN. Nazwał go "upolitycznionym karierowiczem z silnym parciem na szkło". Wskazał również, że Nawrocki nie ma dorobku naukowego, że jest "ignorantem" i "szkodnikiem", który nie ma pojęcia o niezależnej nauce. Pojawiło się też określenie, że Nawrocki to "siermiężny czynownik partyjny".

"Jeden z najlepszych specjalistów"

- Mariusz nie pasował im do obecnej narracji. Oni nie chcą, by pisać o czarnych kartach historii. IPN ma być tubą propagandową. A wpis Mariusza? To jedynie pretekst do zwolnienia - mówi nam anonimowo jeden z historyków z Lublina.

Sam dr Zajączkowski nie chce się na razie wypowiadać. Ma trzymiesięczny okres wypowiedzenia. IPN z kolei - w odpowiedzi na nasze pytania - odpowiada, że "nie komentuje relacji pomiędzy podwładnymi a przełożonymi, przede wszystkim nie komentuje przyczyn rozwiązania umów o pracę". "Są to kwestie personalne rozstrzygane wyłącznie w relacji przełożony - podwładny. Wszystkie sprawy z zakresu prawa pracy podlegają kontroli właściwych sądów pracy i ubezpieczeń społecznych" - stwierdza dr Rafał Leśkiewicz, dyrektor Biura Rzecznika Prasowego. 

"Jednocześnie uprzejmie informuję, że dyrektorzy jednostek organizacyjnych Instytutu Pamięci Narodowej realizując politykę kadrową, kierują się wyłącznie kryteriami fachowości, doświadczenia, rzetelności oraz przestrzegania zasad współżycia społecznego. Wszelkie decyzje kadrowe podejmowane są z poszanowaniem obowiązującego prawa, w szczególności zaś Kodeksu Pracy" - zapewnia dalej Leśkiewicz.

Do kwestii zwolnienia historyka odniósł się na Twitterze Piotr Zychowicz. Nazwał Zajączkowskiego "jednym z najlepszych specjalistów do spraw stosunków polsko - ukraińskich" i "jednym z najlepszych badaczy IPN".      

- Mam doskonałe zdanie o doktorze Mariuszu Zajączkowskim. Uważam, że jest jednym z najlepszych specjalistów zajmujących się stosunkami polsko-ukraińskimi oraz walką polskiego i ukraińskiego podziemia na wschodnich terenach dzisiejszej Polski. Jest to badacz z niesamowitym dorobkiem naukowym. Książki, które wydał w IPN są kapitalne - mówi Piotr Zychowicz, redaktor naczelny miesięcznika "Historia Do Rzeczy".

- Jest to badacz obiektywny, uprawiający swój fach zgodnie z wymogami warsztatu zawodowego historyka. Nie pisze historii w sposób propagandowy, czyli nie uprawia - jak to się obecnie określa "polityki historycznej". W "polityce historycznej" chodzi o to, że uwypukla się sprawy, które są chwalebne, a te mniej chlubne epizody zamiata się pod dywan. W środowisku historycznym mówi się, że to właśnie ta postawa doktora Zajączkowskiego spowodowała, że został usunięty z pracy w IPN. A podana oficjalnie przyczyna to tylko pretekst - mówi Zychowicz. - Jeżeli informacje te okazałyby się prawdziwe, byłoby to naruszeniem wolności badań naukowych. IPN jest na tyle dużą instytucją, że powinni zmieścić się w nim badacze o różnej wrażliwości i poglądach. Podobne decyzje personalne to poważny błąd - dodaje nasz rozmówca.

Zwolnienie Zajączkowskiego to kolejny element czystki w oddziale IPN w Lublinie. Wcześniej zwolniono dwóch innych badaczy: prof. Sławomira Łukasiewicza i dra Sławomira Poleszaka. Ten ostatni dużą część swojej pracy badawczej poświęcił jednemu z Żołnierzy Wyklętych - Józefowi Franczakowi, pseudonim "Laluś". Jakiś czas temu trafił na źródła, które opisywały "Lalusia" w nieco innym (mniej pozytywnym) świetle niż wcześniej. Te ustalenia spotkały się z krytyką ze strony historyków związanych z obecną władzą. 

DOSTĘP PREMIUM