W Lublinie ma powstać szlak koziołków. Na razie jest jeden i już dzieli mieszkańców

Przed lubelskim ratuszem stanął koziołek z brązu. Ma symbolizować postać znanego trębacza Onufrego Koszarnego. Mała rzeźba wywołała jednak w mieście niemałe kontrowersje. "Figurki skopiowane z innych miast. Ani to żart, ani sztuka" - piszą społecznicy.
Zobacz wideo

Koziołek to 60-centymetrowa rzeźba z brązu. Stanął na schodach przed ratuszem. Kosztował około 20 tys. zł. Inicjatorem tego pomysłu jest Fundacja Lubelskie Koziołki. Społecznicy chcą, by koziołki stworzyły szlak edukacyjny - atrakcję turystyczną miasta. Jak czytamy na stronie fundacji - "kochamy Lublin i pragniemy podnieść atrakcyjność naszego regionu". Koziołek ma przy sobie trąbkę, ponieważ symbolizuje postać  wieloletniego miejskiego trębacza. Onufry Koszarny zmarł w październiku 2019 roku. Przez 25 lat z balkonu ratusza - codziennie, w samo południe - grał hejnał Lublina. 

- Chcemy, żeby [koziołek] był symbolem miasta - mówił na odsłonięciu rzeźby Norbert Podleśny z fundacji. Przy koziołku umieszczono tabliczkę z nazwą i kodem QR, który jest przekierowaniem do strony z bardziej rozbudowaną informacją o postaci i miejscu. - Planujemy stworzenie całego Szlaku Koziołka Lubelskiego z kilkunastoma rzeźbami - zapowiedział Podleśny.

O koziołku Onufrym napisał na swoim profilu m.in. prezydent Krzysztof Żuk, który podziękował fundacji za pomysł. "Myślę, że to miłe upamiętnienie śp. Onufrego Koszarnego, naszego wieloletniego miejskiego trębacza, człowieka obdarzonego dużą pogodą ducha" - stwierdził.

Koziołek nie wszystkim jednak przypadł do gustu. Pojawiły się głosy krytyczne, m.in. ze strony działających w kulturze miejskich aktywistów. Obszerny post zamieścił w internecie jeden z nich - Szymon Pietrasiewicz.

"Dziękuję Ci Prezydencie Miasta Lublin, że na schodach świątyni miejskiej demokracji postawiłeś figurkę z brązu. W istocie stałeś się propagatorem nowego nurtu w sztuce, tzw. kozizmu, który w dużej mierze opiera się na kalkomanii figuratywnej. Jego cechami charakterystycznymi jest banalność, bylejakość, tandeciarstwo i kiczowatość" - napisał Pietrasiewicz.

Szybko zaczęli wtórować mu inni internauci, którym koziołek również się nie spodobał. W komentarzach porównywali go m.in. do "ozdoby działkowej" . 

"Figurki skopiowane z innych miast. Niestety jakość ich słaba. Ani to żart, ani sztuka. Kicz" - to zdanie historyczki sztuki Pauliny Zarębskiej-Denysiuk, jednocześnie przedstawicielki Lubelskiego Ruchu Miejskiego. "Wydaje się, że upamiętnianie osoby karykaturalnym koziołkiem nie brzmi dobrze. To jak z karykaturalnymi pomnikami. Chęci fundatorów są dobre, ale efekt ośmieszenia daje skutek odwrotny" - dodała.

Szymon Pietrasiewicz zwrócił uwagę na coś jeszcze - zgodnie z hasłem promocyjnym Lublin to "miasto inspiracji". W jego ocenie, trudno mówić, by inspirujące były "wtórne i odtwórcze obiekty". "Smutne jest to, że w XXI wieku, w Mieście Inspiracji, kształtujemy takie gusta i takie postawy" - to z kolei fragment wpisu innej mieszkanki Lublina, pani Małgorzaty.

Niektórzy pisali o "małpowaniu", czyli nawiązaniu choćby do Wrocławia i doskonale znanych w tym mieście krasnoludków. "Krasnoludki we Wrocławiu mają sens, bo mają swoją historię związaną z tym miastem. Natomiast te koziołki to są po prostu maskotki-breloczki zrobione z herbu na zasadzie prostej próby wylansowania 'czegoś podobnego'" - wskazał z kolei działacz społeczno-kulturalny z Lublina Marcin Skrzypek.

Są również głosy poparcia. "Koziołek to rewelacyjny pomysł"; "Może by tak więcej koziołków o imionach osób w taki sposób zasłużonych dla Lublina"; "Koziołek jest chyba całkiem sympatyczny, choć nie widziałam go na żywo" - można wyczytać w komentarzach.

Koziołki mały być już wcześniej

Pomysł na miejskie koziołki pojawił się w propozycjach do budżetu obywatelskiego w 2020 roku. Był to projekt zgłoszony pod nazwą "KOZOWZNIESIENIE - Kozie Krasnoludki - montaż serii metalowych figurek w Kozimgrodzie". Pomysłodawcy wnosili o postawienie w przestrzeni miasta figurek: miejskiego klikona, hejnalisty i fotografki.

"Będą one świadectwem udomowienia kóz oraz specjalną atrakcją dla dzieci i dorosłych. Wykonane w pracowni metaloplastycznej wykażą wytrzymałość na warunki atmosferyczne, a umieszczone przy deptaku w zasięgu monitoringu miejskiego, zapewnią dodatkowe wrażenia spacerowiczom i fotografom" - pisali pomysłodawcy. Pomysł nie wszedł jednak do budżetu obywatelskiego. Jak pisał portal jawnylublin.pl, urzędnicy uznali, że obiekty miałyby zostać zlokalizowane na terenie pasów drogowych, a "Ustawa o drogach publicznych takich instalacji nie przewiduje". 

DOSTĘP PREMIUM