Jarosław Koziara nie musi przepraszać za nazwanie byłego dyrektora "barbarzyńcą". Sąd stanął po stronie artysty

Artysta Jarosław Koziara nie musi przepraszać byłego dyrektora Centrum Spotkania Kultur w Lublinie i byłego polityka PiS. Nazwał go wprawdzie "barbarzyńcą" i "szkodnikiem", ale - jak wskazał sąd - nie naruszył tym jego dóbr osobistych.
Zobacz wideo

W całej sprawie chodzi o instalację artystyczną, która znajdowała się w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. Było to stalowe drzewo, obrośnięte bujną zielenią. Zaprojektował je Jarosław Koziara, artysta znany m.in. ze scenografii do koncertów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

W 2019 roku instalacja ta nie spodobała się ówczesnemu dyrektorowi placówki Markowi Krakowskiemu. To były sekretarz okręgowych struktur Prawa i Sprawiedliwości. Krakowski nakazał rozłożyć instalację i schować ją do magazynu. W jednym z wywiadów wspomniał o "dziwadle artystycznym".

Koziara zdjęcie swojej instalacji skomentował w mediach społecznościowych. Ówczesnego dyrektora nazwał m.in. "barbarzyńcą" i "szkodnikiem". Użył także słowa "ignorant". Odniósł się w ten sposób do wywiadu, którego Krakowski udzielił jednej z internetowych telewizji. Powiedział w nim, że kiedyś "Deszambr, artysta, który wprowadził postmodernizm, odwrócił miskę klozetową i powiedział, że to jest sztuka". Tyle tylko, że nie chodziło o "Deszambra", a Marcela Duchampa, francuskiego artystę kojarzonego m.in. z dadaizmem i chodziło nie o miskę klozetową, ale o pisuar (jedno z jego dzieł o nazwie Fontanna).

Marek Krakowski wytoczył artyście proces o ochronę dóbr osobistych. Żądał przeprosin i 10 tysięcy zł na cel charytatywny. Sąd nie przyznał mu jednak racji.  

Sąd po stronie artysty

Wyrok zapadł w grudniu 2021 roku, ale dopiero teraz znamy jego pisemne uzasadnienie. Wynika z niego wprost, że słowa napisane na Facebooku przez artystę nie przekroczyły granic dopuszczalnej krytyki. "Wpis był działaniem w celu obrony uzasadnionego interesu społecznego oraz prywatnego, w tym obrony renomy instytucji kultury i dorobku artystycznego pozwanego" - napisał w uzasadnieniu sędzia Mariusz Kurzępa.

Sąd wskazał również, że wypowiedź Jarosława Koziary stanowiła "wyraz braku wewnętrznej zgody na niszczenie efektów wieloletniej pracy i współpracy pozwanego z CSK w Lublinie". Sąd zwrócił też uwagę, że nad instalacją - niemal z dnia na dzień rozłożoną na części - Jarosław Koziara pracował przez ponad pięć lat.

"Nie sposób uznać, że pozwany bezprawnie naruszył dobra osobiste powoda w postaci godności i dobrego imienia. Zdaniem sądu, zebrany w sprawie i pozytywnie oceniony przez sąd materiał dowodowy nie daje podstaw do takiej oceny" - wskazał sędzia w swoim uzasadnieniu.

Dalej podał również, że krytyka działań podjętych przez dyrektora nie miała na celu dokuczenia mu czy szykanowania, a jedynie - "obronę uzasadnionych interesów: interesu publicznego oraz interesu prywatnego twórcy". 

- W mojej opinii, decyzja sądu była jedynym rozsądnym wyjściem z tego wydarzenia. Choć wydaje mi się, że jeszcze większym rozsądkiem byłoby, gdyby ktoś, kto zrobił krzywdę, teraz to coś, co zniszczył, przywrócił do życia - mówi Jarosław Koziara. Jak dodaje, rozkręcona instalacja w częściach cały czas leży w magazynie CSK. - Pytałem jakiś czas temu, co dalej z nią będzie. Na razie nie ma planów, by ją przywrócić. Podejrzewam, że jest to kwestia czyjejś woli, a z drugiej strony okrojonych budżetów instytucji kultury - mówi artysta.

Gdy pytamy Jarosława Koziarę, czy sam pójdzie do sądu z pozwem o odszkodowanie lub zadośćuczynienie za zniszczenie jego dzieła, odpowiada, że nie ma takich planów. - Nie jestem pieniaczem, który swoje życie poświęca spędzaniu w sądzie, bo to ani nie jest przyjemne, ani bezkosztowe. Poza tym to dezorganizuje rzeczywistość. Także nie wybieram się do sądu. Myślę, że... czekam na lepszy wiatr - mówi artysta.

Marek Krakowski był tymczasowym dyrektorem Centrum Spotkania Kultur - od marca do sierpnia 2019 roku. Jego nominacja wywołała kontrowersje, o których pisaliśmy na tokfm.pl. Część pracowników, po objęciu przez niego stanowiska, przeszło na zwolnienia lekarskie. Kiedy był Krakowski dyrektorem CSK, zrezygnował z funkcji sekretarza lubelskich struktur PiS. Niedługo potem, jak podawały media, został usunięty z partii. Powodem miało być zaleganie z opłacaniem składek

DOSTĘP PREMIUM