Lekarze się niecierpliwią, bo brakuje leku na COVID-19. "Czekamy. Ja i Pacjent. Pacjent bardziej"

Lekarze rodzinni z Lubelszczyzny narzekają na opóźnienia w dostarczaniu im Molnupiraviru - ważnego leku na COVID-19. Zamówienia złożyli już kilka dni temu i nadal czekają. - Już dawno prosiliśmy, by opracować zasady dystrybucji leku do lekarzy rodzinnych - mówi prof. Krzysztof Tomasiewicz.
Zobacz wideo

Lek Molnupiravir zamawia się z Agencji Rezerw Strategicznych. Można to zrobić online, co - jak słyszymy od medyków - nie jest łatwe. Dlatego część wybiera zamawianie telefoniczne, za pośrednictwem infolinii. Co ważne - lek trzeba podać szybko, do pięciu dni od wystąpienia pierwszych objawów. Nie jest to preparat dla każdego, ale wyłącznie dla pacjentów zagrożonych ciężkim przebiegiem COVID-19. Chodzi m.in. o chorych w terapii hematoonkologicznej, pacjentów z nowotworami, przewlekłą niewydolnością układu krążenia czy otyłych.

Molnupiravir od kilku tygodni jest dostępny w szpitalach. Problem w tym, że na oddziały zakaźne trafiają najczęściej pacjenci w zaawansowanym stadium choroby, dla których na podanie tego leku jest za późno. Wyjątkiem są sytuacje, gdy chory trafia do szpitala z inną diagnozą, a wykonany u niego test na koronawirusa daje wynik pozytywny. - Przykładowo, mam przenoszonego do nas pacjenta z Kliniki Hematoonkologii, u którego test wyszedł pozytywny, a trafił z zaostrzeniem swojej choroby przewlekłej. Jako że jeszcze nie ma zaostrzonych objawów COVID-19, możemy mu podać Molnupiravir - wyjaśnia prof. Krzysztof Tomasiewicz, do niedawna członek Rady Medycznej przy premierze.

"Czekamy. Ja i Pacjent. Pacjent bardziej"

- Zamówiłem lek kilka dni temu i wciąż czekam - mówi nam anonimowo jeden z lekarzy rodzinnych z Lubelszczyzny. Jak dodaje, ma pacjentów, dla których lek byłby bardzo przydatny. To na przykład osoby z nowotworami czy innymi chorobami, w tym przewlekłymi, często w stanie zaostrzenia. - Dlatego zależy mi, by ten lek dostać - dodaje.

Na Molnupiravir czeka też dr Tomasz Bałys spod Lublina. Zamówił, ma dostać w piątek. To samo dotyczy lekarzy w innych częściach Polski. Leku nie otrzymał też choćby dr Aleksander Biesiada z Krakowa, mimo że zamówiono go do dwóch przychodni, w których pracuje. "Czekamy. Ja i Pacjent. Pacjent bardziej" - napisał w mediach społecznościowych. 

Prof. Krzysztof Tomasiewicz podkreśla, że istniejąca do niedawna Rada Medyczna już jakiś czas temu prosiła, by jak najszybciej opracować zasady dystrybucji leku, również wśród lekarzy rodzinnych. To zostało zrobione, ale niestety dopiero teraz, stąd wydłużony czas oczekiwania na dostarczenie preparatu do poszczególnych przychodni.

Molnupiravir dotarł natomiast do Instytutu Medycyny Wsi w Lublinie, na oddział zakaźny. - To lek w postaci doustnej. Hamuje replikację wirusa, ma dobry profil bezpieczeństwa. Jest stosowany przez pięć dni. Oczekujemy, że odpowiednio wczesne włączenie tego leku spowoduje, że zmniejszy się liczba hospitalizacji, a także zgonów z powodu SARS-CoV-2 - mówi dr Joanna Krzowska-Firych, kierownik Kliniki Leczenia Chorób Zakaźnych w Instytucie Medycyny Wsi w Lublinie. U niej na oddziale na razie leku nie podawano, bo nie było jeszcze pacjentów w tak wczesnym stadium choroby, by można było z tej terapii skorzystać.

Zdaniem naszej rozmówczyni, lek powinien jak najszybciej trafić do lekarzy rodzinnych. - To powinno zdecydowanie ułatwić walkę z COVID-19, dlatego że wczesne podanie leku spowoduje, że pacjent nie trafi do szpitala - stwierdza dr Krzowska-Firych.

Jak mówi TOK FM wirusolożka prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska, lek działa w ten sposób, że powoduje wiele dodatkowych mutacji w genomie wirusa SARS-CoV-2, które uniemożliwiają mu dalszą replikację. Także zdaniem pani profesor, leki muszą jak najszybciej trafić do lekarzy rodzinnych, by - dzięki temu - ograniczyć liczbę hospitalizacji.

Co ważne, Molnupiravir nie jest jeszcze zarejestrowany w Unii Europejskiej. Wniosek w tej sprawie jest wciąż procedowany przez Europejską Agencję Leków. By mógł być stosowany w Polsce, minister zdrowia dopuścił go na specjalnych zasadach. To zaś oznacza, że pacjenci muszą wyraźnie zgodzić się, że chcą go zażyć.

Sytuacja epidemiczna na Lubelszczyźnie coraz trudniejsza

Sytuacja epidemiczna na Lubelszczyźnie jest coraz trudniejsza. Rośnie i liczba osób zakażonych, i hospitalizacji. Przed tygodniem w województwie lubelskim było 3001 zakażeń, dzisiaj - 3691.

- W naszej klinice zaczynamy obserwować, że liczba pacjentów od dwóch-trzech dni znów rośnie. Oczywiście są to bardzo różni pacjenci, w tym bez chorób współistniejących. Zdarzają się również ciężkie przebiegi, co trochę burzy idealistyczny obraz omikrona, że jest to wariant wysoce zaraźliwy, ale nie jest w stanie zrobić nam krzywdy. Okazuje się, że jest w stanie zrobić nam krzywdę, dlatego przestrzegam przed lekceważeniem tego wariantu - mówi prof. Krzysztof Tomasiewicz, szef Kliniki Chorób Zakaźnych w SPSK1 w Lublinie. I dodaje, że zdecydowana większość hospitalizowanych to osoby niezaszczepione.

DOSTĘP PREMIUM