Trzy wielkie wory monet, a nawet kościelna taca. W Zamościu podsumowują finał WOŚP

Jakież było zdziwienie, gdy do sztabu WOŚP zadzwoniła kobieta z prośbą o pomoc. Powiedziała, że monety dla Orkiestry zbierała cały rok, ale nie może sama ich dostarczyć, bo to trzy wielkie wory. I nie da rady. Podobnych śmiesznych i wzruszających historii w Zamościu było więcej. Wolontariuszy do kościoła zaprosił nawet ksiądz.
Zobacz wideo

W Hrubieszowie i Zamościu liczenie pieniędzy zebranych podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wciąż trwa. - Puszki, które przynosili wolontariusze ważyły nawet po 6kg. Były wypełnione po brzegi - mówi Magdalena Cieplechowicz-Buczak, szefowa zamojskiego sztabu WOŚP. Do tej pory udało się tu zebrać już ponad 200 tysięcy złotych. Pobliski Hrubieszów doliczył się 60 tysięcy. Niemały wkład miała w to jedna z kwestujących dziewczynek, która ze swojej puszki wysypała ponad 2 tys. zł.

W WOŚP w Hrubieszowie zaangażowani byli też strażacy. Całe szczęście, bo pojawiło się nietypowe wezwanie. Ze sztabem skontaktowała się starsza pani. Powiedziała, że chce wesprzeć Orkiestrę, ale jest schorowaną osobą i nie może chodzić. Strażacy zapakowali się więc z puszką do wozu i odwiedzili mieszkankę.

Inną trudnością dla chcących pomóc okazała się epidemia. Jedna z osób, która chciała wesprzeć WOŚP, była na kwarantannie. Cierpliwie jednak wypatrywała ze swojego piętra wolontariuszy i gdy ich w końcu zobaczyła - pieniądze wyrzuciła im przez okno, razem z niespodzianką w postaci czekolady.

Pandemia krzyżowała plany również w Zamościu. - Finał był trudny z racji piątej fali, niejednokrotnie wolontariusze w ostatniej chwili byli kierowani na kwarantannę. Wtedy na ich rzecz kwestował zwykle ktoś z rodziny - mówi szefowa tamtejszego sztabu.

Zapłakany chłopiec i trzy worki monet

Mimo trudności finały w lubelskich miasteczkach były pełne poruszających wydarzeń. - Bardzo wzruszyła mnie historia 7-letniego chłopczyka, którego zauważyłam na korytarzu Hrubieszowskiego Domu Kultury - wspomina Katarzyna Partyka, szefowa tamtejszego sztabu. - Na korytarzach zorganizowaliśmy tzw. fanterię, czyli stoliki z gadżetami do licytacji. Zauważyłam zapłakanego chłopca stojącego z garścią drobniaków. Zapytany wytłumaczył, że jemu na nic nie wystarczy. Że ma za mało pieniędzy, a chciałby wylicytować dla mamy prezent - opisuje szefowa sztabu.

Chłopiec pokazał serce wykonane przez osadzonych z zakładu karnego w Hrubieszowie. Wykonane było z papierków po kawie i ze sreberek. - Ja mówię do niego: "Chłopaku, wrzucaj do puchy, nieważne ile masz, ważne, że przyszedłeś tutaj i chcesz pomóc". Ten szczery uśmiech, jak on pobiegł od razu do mamy wręczyć jej serce. I ta radość, że mógł komuś pomóc. Mnie osobiście bardzo to rozczuliło - dodaje Partyka.

W Zamościu jedna pani zadzwoniła do sztabu - bezradna - że przez cały rok zbierała monety na WOŚP, ale nie może ich przekazać. Dlaczego? Okazało się, że kobieta uzbierała aż trzy duże worki pieniędzy, które były dla niej zwyczajnie za ciężkie. Na szczęście z pomocą przyszedł wnuczek i wolontariusze, którzy dostarczyli monety do sztabu.

Ksiądz też wsparł Owsiaka

Orkiestrę Owsiaka wsparł też lokalny ksiądz - Kamil Wołyński. Najpierw wygłosił kazanie związane z WOŚP, w którym opowiadał też o własnych doświadczeniach. Potem zaprosił do kościoła wolontariuszy i wrzucił im do puszek wszystko, co zostało zebrane podczas tacy.   

W kościele z puszką kwestował też pan Jan, najstarszy wolontariusz zamojskiego sztabu. - I tu ciekawostka bo między nim, a najmłodszym wolontariuszem w mieście, czyli Antosiem, są 72 lata różnicy! Ci najmłodsi też z nami grali, ale zawsze pod opieką dorosłych. Byli z nimi rodzice, dziadkowie, a nawet wujkowie i ciocie - mówi szefowa zamojskiego sztabu. 

Maluch zlicytowany

Dużym ułatwieniem dla obawiających się kontaktu z innymi były transmisje internetowe finałów, ale też internetowe aukcje. W Zamościu w ten sposób można było wylicytować 111 przedmiotów, a z tych już sprzedanych wpłynęło do sztabu 31 tys. zł. Największą sumę zwycięzca zapłacił za koszulkę Padwy Zamość - aż 3500 zł.

Zacięta walka o gadżety była również w Hrubieszowie. Na tokfm.pl pisaliśmy już o licytacjach kultowych maluchów, które od lat mają miejsce w tym miasteczku. W tym roku niebieski Fiat 126p został wylicytowany za 8100 zł. Odjechali nim dwaj cioteczni bracia.

Problemem, który dość często pojawia się przy okazji WOŚP i z którym borykają się przede wszystkim wolontariusze, jest ryzyko zaczepek prowokowanych przez przeciwników akcji. W tym roku nie było ich na szczęście dużo. - Zdarzyło nam się nawet, że przeciwnicy, którzy dotychczas atakowali WOŚP, przyznali się, że zmienili w końcu nastawienie. Wydaje się, że w tle były trudne zdrowotne i szpitalne doświadczenia - mówi Katarzyna Partyka. W Hrubieszowie i w Zamościu słyszymy, że finałowa niedziela była bezpieczna. Wolontariusze z puszkami mogli bezpłatnie korzystać z autobusów MZK, a nad bezpieczeństwem od rana czuwali strażacy, policja i straż miejska.

DOSTĘP PREMIUM