Badaczki z UMCS napisały książkę o maseczkach. "Kiedyś będą traktowane jako eksponat muzealny"

Jednobarwne, kolorowe, wyrażające emocje albo identyfikujące się z jakąś grupą - maseczki, które nosimy, chcąc chronić się przed wirusem, wzięły pod lupę naukowczynie z Lublina. W swoich badaniach przeanalizowały ponad 5 tysięcy wzorów i napisały o tym książkę. - Te maski będą traktowane kiedyś jako eksponat muzealny - mówią.
Zobacz wideo

Koronawirusowe maski mają przede wszystkim chronić przed rozprzestrzenianiem się wirusa. Siłą rzeczy stały się jednak częścią świata mody i współczesnej kultury, co udowodniły prof. Ewa Głażewska i prof. Małgorzata Karwatowska z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W swoich badaniach przeanalizowały ponad 5 tysięcy masek, a wnioski opisały w książce "Maska w 'czasach zarazy'. Covidowe wizerunki masek - typologie i funkcje".

Profesorki przypominają, że na początku epidemii masek brakowało. Trudno było je zdobyć w sklepach czy aptekach, a jeśli już były - miały dość wysoką cenę. Dlatego wiele osób maseczki szyło w domach, z różnych skrawków materiału i na podstawie prostego kroju znalezionego w internecie.

Maskowych wariacji z czasem zaczęło przybywać. Różne kolory, nowe kształty. Pojawiły się też maseczki okolicznościowe, szyte na przykład na Boże Narodzenie czy na ślub. - Na przykład maska dla pana młodego z napisem "Poprosiłem ją o rękę", a dla panny młodej z napisem "Zgodziłam się" - podaje prof. Małgorzata Karwatowska.

Popularne stały się też maski wyrażające czyjeś poglądy, np. tęczowe albo z błyskawicą Strajku Kobiet. Pojawił się cały wachlarz masek patriotycznych - z godłem czy orzełkiem, ale też masek nawiązujących do poszczególnych zawodów, np. muzyczne (choćby z nutami) czy prawnicze (np. Stowarzyszenia Sędziów "Iustitia"). - Dla muzyków mamy też maski, które zawierają specjalne otwory na flet poprzeczny - zwraca uwagę prof. Ewa Głażewska. - Ale są też maski z otworem dla palaczy czy dla osób, które piją napoje przez słomkę - dodaje.

Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

W swoich badaniach naukowczynie natknęły się też na maski odblaskowe, odnoszące się do obrazów czy dzieł sztuki, a także z motywem zwierzęcym. Wymieniać można by długo. - Czasami są to maski humorystyczne, które pokazują, że w smutnych czasach pandemii jesteśmy w stanie pokonać te nasze własne lęki, odwołując się do humoru - mówi prof. Głażewska. 

Przykład maski z książki 'Maska w czasach zarazy'Przykład maski z książki 'Maska w czasach zarazy' Zdjęcie z książki 'Maska w czasach zarazy'

"To kiedyś będzie eksponat"

Wykładowczynie z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej przyjrzały się też funkcjom masek. Podstawowa to oczywiście ochrona przed wirusem. Ale - jak się okazuje - są też inne.

Profesorki piszą m.in. o funkcji prestiżowej - widocznej szczególnie w przypadku masek wykonanych przez projektantów mody z cennych tkanin (np. jedwabiu), funkcji estetycznej - kiedy użytkownikowi maski zależy na ładnym, niekiedy wręcz wyrafinowanym wyglądzie czy też funkcji identyfikacyjnej - występującej w trzech wariantach: identyfikacji z daną grupą społeczną, z określonymi poglądami czy z "idolem".

Maska z wizerunkiem Joego BidenaMaska z wizerunkiem Joego Bidena Zdjęcie z książki 'Maski w czasach zarazy''

- Myślę, że maski, które obecnie nosimy, będą traktowane kiedyś jako eksponat muzealny - przekonuje prof. Ewa Głażewska z UMCS w Lublinie. - Być może będą już oderwane od swojego pierwotnego kontekstu i od ich nosicieli, natomiast będą świadczyć, jako pewien artefakt, o rozwoju kultury i wartościach, które są dla tej kultury rozwijane - dodaje nasza rozmówczyni.

"Niech kogoś koronawirus weźmie"

W swoich badaniach naukowczynie analizowały też kwestie koronawirusa w języku. Zastanawiały się, czy COVID-19 - podobnie jak chociażby cholera - zostanie z nami w takich zwrotach jak np. "między dżumą a cholerą" albo "do cholery". - Zadałyśmy sobie pytanie, czy przyszłe pokolenia, a nawet obecne, nie będą przeklinać: "Bodajby kogoś korona wzięła" albo "Niech kogoś koronawirus weźmie"? Oczywiście, nie znamy odpowiedzi na to pytanie. Poznamy ją zapewne za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, gdy przekonamy się, czy takie zwroty rzeczywiście wejdą do języka - mówi prof. Małgorzata Karwatowska.

DOSTĘP PREMIUM