W Lublinie jak w filmie science fiction. Chcą, by drony dostarczały zakupy

Lublin chce, by w mieście powstał system zapewniający bezpieczne loty bezzałogowe. Miasto, wspólnie z pobliską gminą Jastków, zgłosiło się do konkursu organizowanego przez PAŻP, który ma stworzenie takiego systemu ułatwić. - To jest furtka do tego, by w przyszłości maszyny bezzałogowe wykorzystać do transportu zakupów - słyszymy od przedsiębiorców.
Zobacz wideo

Zgodnie z obecnym prawem, pilotując drona, trzeba go mieć w zasięgu wzroku. Urządzenia nie mogą być puszczane "wolno", bez kontroli operatora. Program, do którego zgłosił się Lublin wraz z gminą Jastków, zakłada stworzenie systemu bezpiecznego dla maszyn i mieszkańców. Konkurs nazywa się: "Zaawansowane loty bezzałogowych statków powietrznych na szeroką skalę". Jego organizatorami są m.in. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej i Urząd Lotnictwa Cywilnego. 

Chodzi o opracowanie koncepcji organizacji lotów bezzałogowych statków powietrznych. We wspólnym wniosku zaproponowano obszar liczący 120 metrów kwadratowych, obejmujący połnocno-zachodnią część Lublina oraz prawie całą gminę Jastków. Samorządy nawiązały współpracę, ponieważ jednym z warunków przystąpienia do konkursu było zawarcie porozumienia międzygminnego. 

- Projekt ten jest pilotażowym przedsięwzięciem w skali kraju wpisującym się w koncepcję Lublina jako Smart City. Dzięki niemu planowane trasy lotów zostaną uregulowane i ustalone w taki sposób, aby zapewniać maksymalne bezpieczeństwo wszystkim mieszkańcom. Wstępny projekt, który złożyliśmy wspólnie z naszym partnerem - Gminą Jastków, pozytywnie przeszedł weryfikację i został dopuszczony do drugiego etapu konkursu - podkreśla Artur Szymczyk, wiceprezydent Lublina.

Jeśli konkurs uda się wygrać - powstanie system zapewniający bezpieczne loty bezzałogowe. Trasy lotów będą uregulowane i nie trzeba będzie wcześniej takich lotów zgłaszać. W skrócie chodzi o to, żeby powstał system zbliżony do tego, który nadzoruje loty samolotów. Dzięki niemu byłoby wiadomo, gdzie jaki dron jest i na jakiej wysokości.

 Dron przywiezie paczkę?

- I to właśnie jest furtka do tego, by w przyszłości maszyny bezzałogowe wykorzystać do transportu zakupów - mówi Kamil Chrzan z firmy LDT, która jest partnerem miasta i gminy w tym konkursie. Jak dodaje, chodzi o pakunki o wadze od ośmiu do dziesięciu kilogramów.

LDT ma już pewne doświadczenia w tym temacie, ponieważ rok temu - we współpracy z przedsiębiorstwem Spartaqs, udało się przeprowadzić testową dostawę zakupów do klienta jednego ze sklepów sportowych. Dron - na dystansie ośmiu kilometrów - przetransportował paczkę zawierającą paletki do ping-ponga, piłeczki i koszulkę.

To wszystko to na razie nowość, ale pierwsze popularne paczkomaty, bez których wielu Polaków nie wyobraża sobie teraz zakupów, stanęły nie tak dawno temu, bo w 2009 roku. Czy nowa technologia sprawi, że w przyszłości wszystkie transporty będą realizowane dronami i znikną tradycyjni kurierzy? - To nie o to chodzi - mówi Chrzan. - To ma być propozycja alternatywnego środka transportu dla tych, którym zależy na czasie i w związku z tym są w stanie zapłacić więcej - dodaje. Z drugiej strony nie ukrywa, że to właśnie dron jest przyszłością dostaw. 

- Liczymy na to, że uda się wygrać konkurs PAŻP, bo to byłby milowy krok w stronę rozwoju lotów transportowych. Bez tego musielibyśmy opracować wszystko sami, ale jeśli będziemy na jednym wózku z Agencją i polskimi miastami, to będzie to znacznym ułatwieniem - przekonuje przedstawiciel LDT.

Roboty w restauracjach

Loty to na razie przyszłość, ale w Lublinie są już pierwsze urządzenia, które zastępują człowieka w transporcie. Jedna z restauracji wykorzystuje roboty do dostarczania posiłków do klientów. Trzy miesiące temu na chodnikach pojawiły się dwie maszyny o wielkości niewielkiego pudełka na kółkach, które dowożą jedzenie w promieniu trzech kilometrów od lokalu.

Mateusz i Kasia, bo tak się nazywają, zrobiły furorę. Nie dość, że są reklamą restauracji i firmy, która je stworzyła, to wywołują pozytywne reakcje mieszkańców. Ludzie uśmiechają się na ich widok, robią sobie z nimi zdjęcia, nagrywają filmy. - Niektórzy chodzą za nimi, by zobaczyć jak przejeżdżają np. przez przejście dla pieszych albo stają na ich drodze, by sprawdzić czy ich ominą - mówi Sergiusz Lebedyn z firmy DeliveryCouple.

Mateusz i Kasia - roboty dostarczające jedzenieMateusz i Kasia - roboty dostarczające jedzenie materiały prasowe

Roboty nie są w pełni autonomiczne, nadzoruje je operator. Są jednak wyposażone w GPS, kamery i inne czujniki - po to, by w przyszłości mogły sobie radzić na ulicach z jak najmniejszą pomocą ze strony człowieka.

Urządzenia przydają się szczególnie w weekendy, gdy zamówień jest najwięcej. Restauracja nie musi czekać aż dostawca wróci z trasy, tylko pakuje jedzenie i wysyła robota pod wskazany adres. Dzięki temu wszystko odbywa się szybciej. Jak dotychczas maszyny zrealizowały już ponad 100 dostaw. - Nie obyło się bez problemów - śmieje się Lebedyn. - Raz zgubiliśmy koło, bo urwało się mocowanie. Innym razem nie włączył się zamontowany w środku grzejnik i jedzenie dotarło do klienta zimne - dodaje.

Podobnie jak w przypadku dronów, twórca maszyn uważa, że roboty nie wyprą tradycyjnych dostawców, ale będą alternatywą dla klientów. 

Jest szansa, że podobne urządzenia wkrótce pojawią się na ulicach Warszawy. Trwają rozmowy z jedną z dużych międzynarodowych sieci gastronomicznych nad uruchomieniem takiej usługi również w stolicy.

DOSTĘP PREMIUM