Łódź. Burzliwa sesja w sprawie cen biletów. "To był festiwal grozy i obłudy". Projekt mieszkańców odrzucony

Cztery godziny burzliwej dyskusji nie przyniosły oczekiwanego przez aktywistów rozstrzygnięcia. Ich projekt dotyczący obniżki cen biletów komunikacji miejskiej w Łodzi został odrzucony. - To był festiwal grozy, obłudy i hipokryzji. Braku szacunku dla osób, które składają projekty uchwałodawcze - mówili społecznicy.
Zobacz wideo

Aktywiści i mieszkańcy Łodzi od kilku już tygodni walczą o obniżkę cen biletów komunikacji miejskiej. Chcą, by zostały obniżone o 25 proc. Na początku tygodnia złożyli projekt inicjatywy uchwałodawczej w tej sprawie, pod którym podpisało się blisko 2,4 tys. osób. Domagali się zwołania nadzwyczajnej sesji rady miasta, na której mogliby debatować o przyszłości miejskiego transportu przy udziale niezależnych ekspertów i mieszkańców zainteresowanych tematem.

Tymczasem projekt ten wrzucono w harmonogram obrad "zwykłej" sesji rady. Społeczników poinformowano o tym dzień wcześniej. - Nie mogliśmy się do tego przygotować. Dzień przed sesją dowiedzieliśmy się, że od rana, jako pierwszy punkt, w środku tygodnia, będzie omawiany nasz projekt. Nie jest możliwe, aby każdy zainteresowany z dnia na dzień dostał wolne w pracy i mógł w tej sesji uczestniczyć. To było celowe działanie, a my czuliśmy się podczas tych obrad źle - skomentował Daniel Walczak z komitetu "Komunikacja na 100 procent".

Reprezentacja społeczników dotarła jednak na miejsce i przedstawiła swoje argumenty. Działacze podkreślali, że w ich projekcie nie ma żadnych rewolucyjnych zmian. Mówili, że domagają się po prostu egzekwowania tego, co jest już zapisane w dokumentach miasta. - Obowiązuje w Łodzi polityka transportowa, którą sami uchwaliliście, a nie jest w ogóle realizowana - zarzuciła radnym pełnomocniczka komitetu Małgorzata Gałkiewicz.  

"Radni zachowywali się tak, jakby chcieli nas upokorzyć"

Burzliwa dyskusja trwała około czterech godzin. Społecznikom zadawano wiele pytań. - Znaczna część z nich powinna być skierowana do odpowiednich jednostek, takich jak Zarząd Inwestycji Miejskich - mówił Daniel Walczak. - Radni zachowywali się tak, jakby chcieli nas upokorzyć. Najgorsze, że w ten sposób pokazują, że nie ma sensu podejmowanie jakichkolwiek działań społecznych przez mieszkańców - dodał.

Społecznikom zarzucono m.in., że projekt jest nie od przyjęcia w tej formie, bo przeczy zasadom prawodawczym. - A przecież otrzymał pozytywną opinię z biura prawnego urzędu. Więc nie rozumiemy [tego zarzutu - red.] - rozłożył ręce Walczak. Zdaniem aktywistów opinię w tej sprawie powinny wyrazić również związki zawodowe. Tak się nie stało. Prawnik z łódzkiego magistratu stwierdził, że nie ma takiego obowiązku w przypadku inicjatywy uchwałodawczej.

Społecznicy uznali również, że proponowane przez nich pomysły były przez radnych przeinaczane. - My chcemy tańszej i sprawnej, a nie darmowej komunikacji - wyjaśniał Daniel Walczak. - Było mówione, że chcemy zabrać muzeom i szkołom pieniądze. A to jest przecież nieprawda - dodawał.

"To jest grillowanie społeczników"

Wielu radnych widziało potrzebę zmiany, jeśli chodzi o funkcjonowanie transportu zbiorowego w Łodzi, ale mimo to głosowało za odrzuceniem projektu. Ostatecznie za przyjęciem inicjatywy "Komunikacja miejska na 100 procent" zagłosowało 12 radnych łódzkiej Lewicy, PiS-u, Polski 2050 i radny niezrzeszony. Przeciwko oddano 26 głosów.

- To był festiwal grozy, obłudy i hipokryzji. Braku szacunku dla osób, które składają projekty uchwałodawcze. Bez względu na to, czy nam się te pomysły podobają, czy nie, powinniśmy zachować szacunek wobec osób, które chcą się podzielić swoimi przemyśleniami - skomentowała Magdalena Gałkiewicz. - To jest grillowanie społeczników. Urzędnicy chcą zniechęcić ludzi do podejmowania własnych inicjatyw - twierdził z kolei Daniel Walczak.

Radni miejscy zaprosili mieszkańców do rozmów na temat transportu zbiorowego w Łodzi. Efektem miałoby być wspólne wypracowanie nowych rozwiązań dla komunikacji miejskiej. Aktywiści poinformowali media, że przyjmą zaproszenie, mimo - w ich ocenie - "złego" potraktowania ich przez urzędników. Nie pójdą też ze skargą do wojewody łódzkiego. - My nie chcemy walki politycznej i przerzucania się. Nie chcemy awantury. Działamy dla dobra mieszkańców - podsumowali.

Przypomnijmy - zgodnie z decyzją radnych miasta z początku stycznia od 1 marca zmienią się ceny biletów w Łodzi. Będą droższe o około 30 procent. Za normalny bilet 20-minutowy będzie trzeba zapłacić 4 zł (a nie - jak dzisiaj - 3 zł), a za 40-minutowy 5 zł zamiast 3,80 zł. Dla biletów ulgowych cena zmieni się odpowiednio na 2 zł ze 1,50 zł oraz na 2,50 zł ze 1,90 zł.

Cena biletu jednodniowego wzrośnie z 12 na 16 zł w przypadku biletu normalnego oraz z 6 na 8 zł w przypadku ulgowego. Imienna miesięczna migawka (normalna) na wszystkie linie będzie kosztowała 152 zł (obecnie 116 zł), a ulgowa 76 zł (obecnie 58 zł). Migawka to elektroniczna karta zbliżeniowa, na której kodowane (tzn. zapisywane) są bilety okresowe, uprawniające do przejazdu komunikacją miejską w Łodzi.

DOSTĘP PREMIUM