Czekając na wejście do Polski, zaczęła rodzić. "Syn zna ukraiński i przez telefon pomagał mi zrozumieć pacjentkę"

Skurcze zaczęły się już na granicy. Chcąc uratować pacjentkę, ratownicy musieli w trybie pilnym przetransportować ją do szpitala w Hrubieszowie. Udało się, a na świat przyszedł zdrowy chłopak - Bogdan. I nie był to jedyny poród w przygranicznych szpitalach na Lubelszczyźnie w ostatnim czasie.
Zobacz wideo

- Warunki, w których osoby trafiają na granicę, są straszne - mówi Jarosław Cybulski, ginekolog ze szpitala w Hrubieszowie, zaledwie 20 km od przejścia granicznego z Ukrainą. Ucieczka przed wojną była ogromnym wyzwaniem również dla kobiet w ciąży. Już drugiego dnia wojny - z przejścia w Zosinie - przywieziono do szpitala pacjentkę z poważnymi dolegliwościami, u której rozpoczynał się przedwczesny poród. Ukrainka, wyczerpana ucieczką, zaczęła rodzić w 32. tygodniu ciąży.

Ze względu na brak oddziału patologii ciąży w Hrubieszowie, kobiecie udzielono niezbędnej pomocy, a potem przewieziono do szpitala w Zamościu. - Chwilę po tym, jak przyjechała do nas karetka z pacjentką, urodził się chłopczyk. Waży 2,5 kilograma, jest w inkubatorze na oddziale neonatologii. Mamą również ciągle się opiekujemy na oddziale ginekologii - mówi Piotr Zając, zastępca dyrektora Szpitala Wojewódzkiego w Zamościu.

Z kolei już po weekendzie, we wtorek, na ginekologię w Hrubieszowie przywieziono kolejną pacjentkę z przejścia w Zosinie. - Zaczęły się skurcze. Kobieta trafiła do nas z bólami, lekarze musieli wykonać cięcie i urodziliśmy zdrowego synka - podaje dr Cybulski. Bogdan, bo takie chłopiec otrzymał imię, urodził się w 37. tygodniu ciąży. Waży prawie 4 kilogramy i razem z mamą czują się dobrze.

Dla karetek wiele razy podnoszono już graniczne szlabany

Medycy ze szpitali w Zamościu i w Hrubieszowie częściej leczą uchodźców w punktach pomocy na terenach przygranicznych niż w szpitalach. Sprawdzają się karetki stacjonujące z personelem przy tzw. punkcie recepcyjnym i przy hali, w której rozstawiono łóżka. Bóle gardła, katary, kaszel, lekkie i silne przeziębienia, czyli efekt trudnych warunków w oczekiwaniu przed granicą - głównie z tym, jak mówi Alicja Jarosińska, dyrektor szpitala w Hrubieszowie - mierzą się na miejscu ratownicy.

Kolejnym, często powtarzającym się problemem są różne reakcje na stres i przeżycia, np. bóle brzucha, wymioty czy biegunki. We wskazanych punktach ratownicy z Hrubieszowa interweniowali od czwartku już 350 razy. Gdy potrzebne są dodatkowe badania albo szpitalna aparatura - karetka, w której badany jest pacjent, jedzie prosto do szpitala.

O podobnym zaangażowaniu słyszymy od medyków z Zamościa. Ci - jak podaje Piotr Zając - pełnią dyżury w punkcie recepcyjnym w Dołhobyczowie. Na miejscu jest również załoga karetki z zamojskiego Pogotowia Ratunkowego. W nocy z piątku na sobotę musiała podjeżdżać pod szlaban na granicy aż sześć razy, głównie po wycieńczone przeprawą osoby. - Naszym ratownikom zdarzało się już również wjeżdżać na sygnale na stronę ukraińską, chociażby w piątek, po rodzącą kobietę (tę, która ostatecznie urodziła w Zamościu - red.) - mówi Damian Miechowicz, dyrektor Pogotowia Ratunkowego w Zamościu.

Język bywa barierą, ale w telefonie szybko znajdzie się pomocnik

Jedną z trudności w niesieniu pomocy jest język, ale na szczęście w zetknięciu się z ukraińskim, Polacy są w stanie dużo zrozumieć. Gorzej, jeśli trzeba zrozumieć się doskonale. - Korzystałem telefonicznie z pomocy syna, który studiował we Lwowie i zna ukraiński - przyznaje ginekolog Cybulski. To w sytuacji podbramkowej, gdy podczas udzielania pomocy lekarskiej wszystko musi być precyzyjne. Resztę, co podkreślają ratownicy, da się załatwić gestem, łamaną ukraińską polszczyzną, a chwilami pomaga też znajomość angielskiego.

- Pacjenci z Ukrainy dzielnie znoszą te ciężkie doświadczenia, ale widać na ich twarzach niepewność jutra - mówi dr Cybulski. Nie wiedzą, co będzie dalej. Matki nie mają synów, żony nie mają mężów, a dzieci ojców. Nie wiadomo, do czego przyjdzie im wrócić. Wszyscy dbają o to, żeby pacjenci czuli się dobrze i oprócz fachowej pomocy znaleźli też pocieszenie. Matki, które trafiają tu z dziećmi, mogą towarzyszyć im przez cały pobyt - dla nich również przygotowane są miejsca.

- Chcemy zadbać również o to, co stanie się z rodzącą u nas mamą z Ukrainy. Wiemy, że jej starsze dziecko jest już w innej części Polski i może uda nam się znaleźć dla nich i dla małego Bogdana dobre miejsce na pobyt po wyjściu ze szpitala - mówi dyrektor Jarosińska.  

DOSTĘP PREMIUM