Suknia ślubna albo strój Mikołaja. "Zbiórka dla uchodźców to nie śmietnik". Wolontariusze rozkładają ręce

Strój Mikołaja, 12-centymetrowe szpilki, suknia ślubna czy kombinezon do nurkowania - między innymi takie "dary" znaleźć można wśród rzeczy przekazywanych uchodźcom. - Nie traktujmy zbiórki jak śmietnika i zastanowimy się, czy sami chcielibyśmy otrzymać daną rzecz - apelują wolontariusze.
Zobacz wideo

W magazynie z ubraniami w Zamościu trwa wielkie sortowanie. Ubrania układa się rozmiarami - spodnie do spodni, sukienki do sukienek. Pomoc, która spłynęła w ciągu zaledwie kilku dni, jest ogromna. Dostarczono mnóstwo zupełnie nowych rzeczy, w tym bieliznę. Część ubrań jest używanych, ale są w bardzo dobrym stanie - wyprane, wyprasowane, pachnące. Niestety, nie zawsze tak jest.

"Pudło beznadziejnych rzeczy"

W Rejowcu na Lubelszczyźnie wolontariusze założyli "Pudło beznadziejnych rzeczy". Wrzucają do niego wszystko to, co na pewno się nie przyda. Są w nim m.in. brudne, podarte ubrania z zepsutymi suwakami.

- Niestety, zdarzają się rzeczy, które kompletnie nikomu nie będą przydatne. Bywa, że ktoś oddaje brudną bieliznę. Wstyd po prostu. Dlatego musimy wszystko przejrzeć i posegregować. To ważne, bo te rzeczy trafią przecież do ludzi, którzy często z jedną walizką uciekali przed wojną. To nieludzkie obdarowywać ich takimi "prezentami" - mówi jedna z wolontariuszek pani Ewa. - Ludzie nie myślą logicznie. Chcą się chyba pozbyć starych, zużytych rzeczy - dodaje.

W "Pudle beznadziejnych rzeczy" są też ubrania i buty, które - z góry wiadomo - nikomu się nie przydadzą. - Widać, że ktoś zamiast wyrzucić na śmietnik, oddaje uchodźcom. Po co? Nie wiem, nie rozumiem tego - mówi inna z wolontariuszek pani Julia. I pokazuje nam 12-centymetrowe szpilki czy balową sukienkę.

- To nie są rzeczy pierwszej potrzeby. A tutaj mamy w pudełku strój dla dziecka do nurkowania. Po co to komu dzisiaj? - pyta nasza rozmówczyni. - Zamieszczamy informacje w internecie, że nasz magazyn to nie jest śmietnik. Potrzebujemy rzeczy czystych. Przecież my tutaj tych rzeczy nie pierzemy, nie mamy do tego warunków ani ludzi - mówi Julia. Przyznaje, że w trakcie segregacji darów czasami jest jej wstyd za Polaków.

W innym z magazynów również słyszymy, że wśród darów pojawiają się brudne skarpetki i bielizna. Był też strój Mikołaja, suknia ślubna czy sukienka komunijna. Wolontariusze przyznają, że jak tak dalej pójdzie, to oprócz pudeł na rzeczy zepsute czy beznadziejne, potrzebne będzie też pudło na rzeczy "dziwne". Powstaje też od razu pytanie, co z nimi zrobić. Wyrzucić?

"Zrywy są dobre, bo pokazują, że są w nas ogromne pokłady dobra. Ale bywają też niedobre, kiedy są robione bez głowy. Wtedy, zamiast nieść realną pomoc, stają się kłopotem" - komentuje w mediach społecznościowych Łukasz Kachnowicz, który też pomaga. "Porządki we własnej szafie to nie jest pomoc" - dodaje pani Aleksandra.

"Przekazując rzeczy na pomoc uchodźcom z Ukrainy, zastanów się, czy chciałbyś/chciałabyś to otrzymać i czy ten 'dar' nie narusza godności osób, które mają go otrzymać" - napisała na Twitterze Janina Ochojska.

"To nie tylko kwestia tej zbiórki - tak jest w magazynach wszystkich organizacji pomocowych, tak bywało też w zbiórkach rzeczy dla uchodźców na granicy polsko-białoruskiej. Niestety często różne osoby zbiórki traktują jako wietrzenie szaf" - napisała na Twitterze posłanka Daria Gosek-Popiołek.

Wolontariusze radzą: zanim przekażemy coś na zbiórkę, zastanówmy się, czy to artykuł pierwszej potrzeby i czy jest w takim stanie, że my sami ucieszylibyśmy się, otrzymując go. Jeśli nie, lepiej wyrzućmy to  na śmietnik. - Jednocześnie bardzo, bardzo dziękujemy wszystkim, którzy przekazują dary. Nasza chęć dzielenia się jest ogromna. Otrzymujemy dla uchodźców mnóstwo rzeczy nowych, uprasowanych, czyściutkich. To kwestia ludzkiej godności. Dziękujemy - mówi pani Ewa.

DOSTĘP PREMIUM