"Jedziemy już na oparach". Nerwówka, płacz, przebodźcowanie i stres. Jak długo jeszcze pociągną wolontariusze?

Od kilkunastu dni ciągle pracują w punktach pomocy uchodźcom. Czasem dyżurują non stop, przez 24 godziny. Później wręcz padają, płaczą albo nadrabiają domowe zaległości. Po kilku godzinach znowu zakładają odblaskowe kamizelki. I tak już od kilkunastu dni. Niektórzy twierdzą, że to dopiero początek wyzwań migracyjnych, ale sił i entuzjazmu nie da się zmagazynować.
Zobacz wideo

W dniu wybuchu wojny w Ukrainie urzędnicy zamojskiego ratusza mieli przyjść, jak co dzień, normalnie do pracy. Ci, którzy zdążyli sprawdzić przed wyjściem wiadomości, wiedzieli już jednak, że eleganckie buty i garnitury na długo zostawią w szafie. Ubrali się ciepło, włączyli skrzynkę pocztową i wcisnęli "enter", bo już od dawna mieli przygotowane - czysto teoretyczne - plany na wypadek wybuchu wojny sto kilometrów od ich miasta.

Już po pierwszej dobie obsługiwania ustawionych błyskawicznie punktów pomocy pojawiły się łzy, ogromne zmęczenie i poczucie bezradności. Z każdą godziną w całej linii miast i miejscowości przygranicznych na Lubelszczyźnie przybywało wolontariuszy, którzy podkreślali, że pomoc potrzebna jest właśnie teraz i nie ma sensu zastanawiać się, co będzie później. Po kilkunastu dniach mobilizacji na najwyższych obrotach widzą, że za chwilę - oprócz wsparcia materialnego dla uchodźców - potrzebne będzie wsparcie psychologiczne także dla nich.

"Po powrocie do domu wybuchamy płaczem"

W Dołhobyczowie - na posterunku wolontariuszy zlokalizowanym tuż przy granicy - słyszymy, że 24-godzinny dyżur to już nic nadzwyczajnego. Uchodźcy ciągle przekraczają granice pieszo albo autokarami. Są zmarznięci i głodni. Umowny koniec dyżuru przestaje zatem dla wolontariuszy cokolwiek oznaczać. - Trudno jest odejść od czajnika, gdy wiesz, że te trzęsące się z zimna dzieciaki nie jadły ani nie piły nic ciepłego od kilkudziesięciu godzin - słyszymy od aktywistów.

Jedni podają herbatę, inni otulają kocem. - Robimy, co się da. Funkcjonujemy na granicy wyczerpania - mówi Dorota, wolontariuszka z Hrubieszowa. Na co dzień jest kustoszem w dziale sztuki w hrubieszowskim muzeum. Swoimi przemyśleniami i odczuciami dotyczącymi wydarzeń z ostatnich dni dzieli się też w internecie. Podkreśla, czasem dość surowo, że "nie wszystko idzie na fali superaśnego entuzjazmu pomagania i hurraoptymizmu". "Jesteśmy tylko i aż ludźmi w tej durnowatej, bezsensownej wojennej sytuacji" - pisze.

I przyznaje, że jest "nerwówka, przemęczenie, przepracowanie, przebodźcowanie i przestresowanie". "Trochę dziś nawarczałam na ludzi z tego wszystkiego. I bardzo siebie za to nie lubię. I będę się z tym męczyła kilka dni" - przyznaje.

Coraz częściej słyszymy, że wolontariusze w różnych częściach Polski są wyczerpani fizycznie i psychicznie. Nie zawsze mają zmienników. Mimo to mówią zgodnie, że na naszych oczach pisze się rozdział tragicznej historii i jeśli nie pomożemy teraz, to staniemy się jej negatywną częścią. Są więc gotowi na ekstremalne poświęcenia. - Wracamy do domu, wybuchamy płaczem, idziemy spać, o ile nie mamy nocnej zmiany w jakimś punkcie recepcyjnym. Wstajemy rano i wszystko od nowa - opisuje Dorota.

Psychologowie coraz bardziej potrzebni wszystkim

Krystyna Rybińska-Smyk z Zamojskiego Centrum Wolontariatu jest pod wielkim wrażeniem ogromnej mobilizacji Polaków. Coraz bardziej martwi się jednak o to, jak długo wolontariusze wytrzymają i w jakim stanie z tego wszystkiego wyjdą. "Po 15 godzinach pracy w punkcie recepcyjnym psycholog potrzebny nie uchodźcom, a polskim wolontariuszom. Nasza wrażliwość wystawiona jest na wielką i niespotykaną próbę" - komentuje w mediach społecznościowych.

Według Rybińskiej-Smyk nie można dopuszczać do sytuacji - choć dziś jest to trudne - żeby wolontariusze pracowali po kilkanaście godzin na dobę. W Zamościu, w największym punkcie, udało się to nieco wyregulować, by dać szansę na powrót do domu, wygadanie się i szybką regenerację.

Krąg wsparcia i strefa dla wolontariuszy i mieszkańców

Od księdza Witolda Bednarza, który w Dołhobyczowie działa jako wolontariusz, słyszymy, że na granicy jest wielu psychologów, którzy pomagają uchodźcom, ale zdarzało się, że musieli wspierać również wolontariuszy. W jego opinii przy obecnej skali potrzeb, podstawą jest koordynacja działań. - Staramy się dbać o wymianę, żeby chociaż w weekendy odpoczęli przez chwilę ci, którzy są z nami od poniedziałku - mówi.

Potrzebę szybkiego wsparcia wolontariuszy zauważyli również pracownicy Zamojskiego Domu Kultury. Na co dzień wspierają oni już m.in. matki z dziećmi z Ukrainy. Teraz chcą wsparciem objąć też wolontariuszy oraz innych mieszkańców Zamościa, którzy z trudem, często w samotności, radzą sobie z przeżyciami ostatnich tygodni. - Będzie to rozmowa o tym, co się dookoła dzieje, jak sobie radzić z emocjami, które są w nas w momencie tej dużej mobilizacji - mówi Joanna Bilska-Pawłowska, kierowniczka działu artystyczno-organizacyjnego ZDK.

- Widzę wokół siebie i słyszę ludzi, którym jest ciężko. Towarzyszy im strach, niepewność i przeładowanie tym wszystkim, co się dzieje - mówi Magdalena Kosicka-Leszczyńska, która poprowadzi krąg wsparcia w Zamościu. Ma za sobą przeszło dziesięcioletnie doświadczenie w prowadzeniu takich spotkań i chce bezpłatnie dać szanse mieszkańcom i wolontariuszom, tym w kamizelkach i bez, wygadać się.

Podkreśla, że należy stworzyć przestrzeń do rozmowy - zwłaszcza tym, którzy duszą w sobie lęk związany z toczącą się wojną i jej konsekwencjami. - Absolutnie nie polecam odwracania uwagi od tych problemów. To pomaga tylko na moment, ale emocje nie przestają istnieć. To trzeba przepracować, bo zaleją nas ponownie. Co więcej, możemy dojść do miejsca, w którym sami sobie już nie poradzimy - przestrzega specjalistka.

Uczula, że to nie będzie terapia psychologiczna ani psychiatryczna, ale szansa na spotkanie innych ludzi, którzy problem widzą podobnie albo właśnie pokażą, że można mieć do niego inny stosunek. Czasem możliwość opowiedzenia sobie nawzajem już jest sposobem na rozładowanie emocji. Do kręgu wsparcia każdy może dołączyć bezpłatnie, zapisując się telefonicznie pod numerem podanym na stronie ośrodka. Podobne spotkanie planowane jest również dla uchodźców, którzy znaleźli w mieście schronienie.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj -> 

DOSTĘP PREMIUM