Warszawa. Wielkie kanapkowe ruszenie dla uchodźców. Każdego dnia wyjeżdża stąd ponad 7,5 tysiąca sztuk

- Działamy ponad podziałami. Nasz cel jest nakierowany na człowieka, który jest głodny i potrzebuje pomocy - mówi Beata Zalewska-Stefaniak, mieszkanka Warszawy, która wymyśliła akcję wielkiego wspólnego robienia kanapek dla uchodźców i ją koordynuje. A to nie lada wyzwanie, zwłaszcza jak powstaje ich kilka tysięcy... dziennie.
Zobacz wideo

O pani Beacie pisaliśmy już na tokfm.pl kilka miesięcy temu. To ona podczas kryzysu na polsko-białoruskiej granicy założyła grupę "Zupa na granicę" i zmobilizowała dziesiątki osób do gotowania zup dla migrantów z Syrii, Iraku, Jemenu czy Afganistanu. Określali się jako "catering leśny".

Teraz zamiast zup są głównie kanapki, ale też ciasta. Wolontariusze dostarczają je m.in. na przejścia graniczne, do ośrodków recepcyjnych albo punktów pomocowych dla uchodźców, takich jak hala w Nadarzynie. Dziennie robionych jest ponad 7,5 tysiąca kanapek, z czego około 3 tysiące trafia właśnie do Nadarzyna. To największy punkt w Polsce, gdzie znajduje się kilka tysięcy osób. Za jego organizację odpowiada wojewoda mazowiecki.

- Chcemy, by to, co robimy i przekazujemy gościom z Ukrainy, było jak najlepsze. Dlatego na naszej grupie jest podstawowa wskazówka, by zrobić kanapkę najpiękniejszą, najelegantszą, najbardziej "wypasioną". Taką, którą chcielibyśmy podarować komuś bliskiemu albo samemu zjeść - mówi Beata Zalewska-Stefaniak.

W akcje angażują się nawet szkoły

Jak dodaje, kanapki są przygotowywane w Warszawie przez ogromną liczbę wolontariuszy, ale pomagają też lokale gastronomiczne. Na tym nie koniec, bo dołączają się właśnie cztery pierwsze szkoły, w których kanapki mają być przygotowywane przez uczniów. Pomaga też społeczność lokalna. - Mamy współpracę m.in. z Miejscami Aktywności Lokalnej. Jedno jest na Żoliborzu i drugie na Ochocie, przy ulicy Grójeckiej. Mieszkańcy zbierają się tam i wspólnie przygotowują kanapki, które możemy przekazywać dalej - tłumaczy pani Beata.

Katarzyna Kosecka - inna z koordynatorek grupy - dodaje, że kanapki są specjalnie zapakowane i opisane. Mają naklejki z informacją, jaki jest skład. 

Akcja robienia kanapek dla uchodźcówAkcja robienia kanapek dla uchodźców Beata Zalewska - Stefaniak

Są pakowane i przekazywane dalej dzięki współpracy z Domem Spotkań z Historią. - Dom zaproponował nam użyczenie swojego miejsca, wspaniałej przestrzeni wraz z wolontariuszami. To miejsce, w którym pakujemy kanapki, naklejamy na nich naklejki i z tego miejsca też wyjeżdżają transporty. Pomagają nam zarówno kierowcy prywatni, jak i firmy. Wszystko jest inicjatywą społeczną - tłumaczy pani Beata. - Teraz zgłosił się do nas też Instytut Lotnictwa. Oni regularnie jeżdżą do Przemyśla po ludzi i zadeklarowali, że jadąc, mogą zabrać nasze kanapki. Także ludzi dobrej woli jest mnóstwo - podaje nasza rozmówczyni.

Co ważne, w kanapkowe pospolite ruszenie włączają się nie tylko ci, którzy kanapki przygotowują. - Nie każdy umie, chce czy ma czas. Ale można nam przekazać produkty i tak tworzy się łańcuch pomocy. Jedni przekazują chleby, inni jajka do pieczenia ciast albo na pasty jajeczne, jeszcze inni warzywa - wylicza aktywistka.

Pokochać bezradność

- To robienie kanapek, ale też gotowanie zup na granicę polsko-białoruską, pozwala nam pokonać bezradność. Mamy świadomość, że mimo iż jesteśmy daleko, też możemy coś zrobić, by pomóc - mówi Katarzyna Kosecka.

Cała akcja robienia kanapek jest dokładnie rozpisana. Są kalendarze na poszczególne dni, do których można się wpisywać, kto, kiedy i jakie kanapki chce przygotować. - Jesteśmy już naprawdę dobrze zorganizowani i to się sprawdza - mówią nam koordynatorki grupy.

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj -> 

DOSTĘP PREMIUM