"Jeżeli mąż poszedł do wojska, to żona czuje, że nie ma prawa zostawić domu". Dlaczego nie wszyscy uciekają z Ukrainy?

Najczęściej nocleg dla uchodźców w Częstochowie bardzo często oferują młode rodziny z dziećmi. Sporo jest też osób starszych, samotnych, które mają miejsce, by przyjąć uchodźców pod swój dach. Fundacja "Nasz dom", która koordynuje te działania w mieście, cały czas apeluje o zgłaszanie się kolejnych ludzi z otwartym sercem.
Zobacz wideo

Mariana Jemelianowa, współzałożycielka fundacji "Nasz dom", pracuje w punkcie przy Śląskiej 3/5 w Częstochowie. Tam pomieszczenie udostępniło Częstochowskie Centrum Organizacji Pozarządowych.

Pani Mariana mieszka, studiuje i pracuje w Częstochowie już ponad dwa lata. Z niepokojem słucha relacji znajomych z Ukrainy. - Mówią, że napięcie jest tam naprawdę bardzo duże. Dzieciaki boją się, kiedy słyszą samoloty czy dźwięki syren. Nawet jeśli jest spokój, to wszyscy wiedzą, że jest to spokój czasowy - opowiada.

Wśród jej znajomych są tacy, którzy uciekają, ale też tacy, którzy na razie tego nie planują.

- Jeżeli mąż poszedł do wojska, to żona czuje, że nie ma prawa zostawić domu. A z drugiej strony rozumiem te kobiety, które uciekają, by ratować dzieci, bo dzieci są najcenniejsze. Sama myślałam o tym, że gdybym miała z kim zostawić dzieci, pojechałabym na Ukrainę pomagać pielęgniarkom. Kiedy takie coś się dzieje, ty musisz coś robić, bo albo ty - człowiek albo ty - zero - podkreśla.

Dlatego od pierwszych chwil wojny robi, co może, by pomagać uchodźcom, którzy trafili do Częstochowy.

Szukają polskich domów

W punkcie przy Śląskiej pracuje też częstochowianin Piotr Pałgan, pomysłodawca fundacji "Nasz dom". W czasie dyżuru trudno go złapać, cały czas jest zajęty. Pomaga uchodźcom np. w załatwianiu medycznych spraw, dokumentów, ale przede wszystkim w wyszukiwaniu noclegów. Punkt przyjęć ukraińskich uchodźców prowadzony jest przez Urząd Miasta Częstochowy w budynkach Caritas Archidiecezji Częstochowskiej przy Ogrodowej. Wolontariuszom fundacji zależy jednak, by przyjmować Ukraińców w polskich domach. Udało się znaleźć nocleg już dla dwustu rodzin.

- Odbieramy telefony od mieszkańców Częstochowy i okolic, także mniejszych miejscowości w powiatach częstochowskim, kłobuckim, oleskim czy lublinieckim. Proponują, że mogą przyjąć dwie, trzy osoby czy nawet większą rodzinę, pomóc z transportem - mówi Pałgan i podkreśla: "Dla nas Polaków to zaszczyt, że możemy pomóc naszym sąsiadom, którzy znaleźli się w potrzebie".

Na dziś można również wskazać, kto najchętniej przyjmuje Ukraińców. Jest w tym gronie bardzo dużo młodych rodzin z dziećmi, które mogą udostępnić pokój czy kilka pokoi w swoim mieszkaniu. Ale też sporo jest osób starszych, które mieszkają same, bo dzieci są na przykład poza Częstochową czy nawet za granicą. Te osoby mają miejsce w domu i przyjmują nawet kilkuosobowe rodziny.

"Putin nas zjednoczył"

Ci, którzy przyjmują uchodźców w domu, ale też ci, którzy stykają się z nimi w inny sposób, przyznają, że to często spotkanie z traumą.

- Zwłaszcza w drugim tygodniu wojny zaczęły już trafiać do Częstochowy osoby rzeczywiście ze wschodniej Ukrainy, z takich miejscowości jak Charków, Sumy, Irpień czy Browary pod Kijowem, z miast, które już były bombardowane. I te osoby rzeczywiście doświadczyły wojny na własnej skórze. Najczęściej zachowują stoicki spokój, starają się nie okazywać emocji, nie dzielić się nimi z nikim - opisuje Pałgan.

Jak przyznaje, wśród uchodźców dominuje poczucie patriotyzmu, dumy narodowej. - Bez wątpienia są dumni z postawy swojej armii, a wręcz zaskoczeni nią. Wiele osób przyznaje, że nie spodziewało się, że armia Ukrainy jest aż tak bardzo przygotowana do obrony kraju. Zachwycają się też postawą swojego prezydenta - dodaje aktywista.

Szczególnie utkwiło mu w pamięci spotkanie ze starszą panią z Odessy. - Pani jest rosyjskojęzyczna, jak większość mieszkańców Odessy. Była oburzona, że Putin chce ją "wyzwolić", pomóc jej. Ona mówi, że absolutnie nie, że sobie zawsze świetnie radziła, nie potrzebuje żadnej pomocy Putina. I dodała, że prezydent Rosji zrobił w minutę to, czego Ukraińcom nie udało się zrobić w ciągu 30 lat, czyli zjednoczył naród. Że teraz tam naprawdę nie ma podziału na wschód, zachód, tych, którzy mówią po ukraińsku i tych mówiących po rosyjsku, że teraz wszystkich łączy chęć zwycięstwa i odbudowy kraju - dodaje.

Pomoc w integracji

Pomysł założenia fundacji "Nasz dom" narodził się jeszcze przed wojną i nie miał z nią nic wspólnego. W Częstochowie było wielu Ukraińców, którzy przyjeżdżali tu pracować i mieszkać. Stąd grupa mieszkańców i przyjezdnych postanowiła stworzyć organizację, która pomoże im w integracji.

Po wybuchu wojny w Ukrainie trzeba się było zorganizować formalnie. Teraz fundacja ma już opłacony numer KRS i lada moment będzie mogła zbierać pieniądze. Wśród pierwszych potrzeb jest wynajęcie sali do bezpłatnej nauki polskiego. - Mamy chętnych nauczycieli, chętnych uczniów, ale nie ma miejsca. A potrzeby są duże, grupy na wszystkich kursach w Częstochowie są już pełne - wyjaśnia Mariana Jemelianowa.

Dla tych Ukraińców, którzy w Częstochowie planują zostać, potrzebna jest socjalizacja językowa, kulturowa czy prawna. - Patrzymy też na przykłady innych miast, gdzie podobne organizacje już powstały, jak Tychy czy Żory. One bardzo dobrze współpracowały z władzami miasta, organizowały imprezy, wydarzenia kulturalne dla osób ze wschodu. Z pewnością będziemy chcieli coś takiego w Częstochowie proponować - dodaje. 

Kontakt do fundacji znajdziecie na stronie internetowej (klik), na której miasto zebrało wszystkie potrzebne informacje zarówno dla Ukraińców szukających pomocy, jak i dla tych, którzy pomoc oferują. Są też kontakty do wielu innych częstochowskich organizacji, bo w pomoc włączają się wszyscy. Strona jest prowadzona w językach polskim i ukraińskim.

DOSTĘP PREMIUM