Łódzkie. Strażacy wysłali kolegom z Ukrainy auta i sprzęt. "Na filmach widzimy, że z tego korzystają"

18 wozów strażackich, używanych, ale sprawnych. Poza tym 136 palet z wyposażeniem, a do tego m.in. tak potrzebne agregaty prądotwórcze - wszystko to łódzcy strażacy wysłali ukraińskim kolegom. Dziś na filmikach oglądają, jak strażacy na Ukrainie jadą do akcji ze sprzętem z Polski.
Zobacz wideo

Sprzęt spływał do komend powiatowych Państwowych Straży Pożarnych od lokalnych Ochotniczych Straży Pożarnych. Następnie wszystko przewożono do Łodzi. Tutaj został spakowany, skatalogowany, posegregowany i wyruszył w jednym konwoju do pogrążonej w wojnie Ukrainy. Było tego 136 palet, a w nich: hełmy, ubrania przeciwpożarowe - tzw. nomexy, buty, kominiarki i rękawice.

- Takie ubrania każdy strażak musi mieć na sobie, aby był bezpieczny - mówi mł. bryg. Jędrzej Pawlak, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi. - Otrzymaliśmy od strażaków z Ukrainy materiał wideo, na którym widać, że używają tego sprzętu i chodzą w tych ubraniach. To nas bardzo cieszy - dodaje.

Dodatkowo 25 firm z regionu łódzkiego przekazało ukraińskim strażakom specjalistyczny, bardzo drogi sprzęt, w tym agregaty prądotwórcze. A to już bardzo konkretne koszty - nowe maszyny kosztować mogą od 2 do 4 tysięcy złotych za sztukę.

Strażacy spakowali i wysłali do Ukrainy również sprzęt służący konkretnie do gaszenia pożarów. Najwięcej było odcinków wężowych - w sumie wyszłoby ich ponad 28 kilometrów. Wśród darów dla ukraińskich strażaków była też armatura wodna, czyli prądownice i wytwornice.

- Strona ukraińska używa trochę innych systemów łączeniowych. Może to być rozwiązane przez przejściówkę lub wykorzystane w polskich samochodach, które również tam trafiły - dodaje mł. bryg. Jędrzej Pawlak. A samochodów z województwa łódzkiego przekazano do Ukrainy już osiemnaście - to używane jednostki pochodzące z OSP. Wszystkie były sprawne technicznie, a przed wyjazdem zostały przygotowane do pracy.

- Są kolejne jednostki, które się zgłaszają i chcą przekazać sprzęt. Za moment damy im taką możliwość. Teraz przekazujemy sprzęt z Czech i z Wielkiej Brytanii. Jesteśmy centrum przeładunkowym - informuje rzecznik PSP.

Pomoc idzie dwutorowo

Strażacy pomagają też docierającym do Polski uchodźcom. Zaraz po wybuchu wojny na granicę polsko-ukraińską wysłali trzy autokary.

- Na początku kierowcy mieli ogrom pracy. Przewozili nimi dziesiątki uchodźców. Jeździli po całej Polsce. Do autokarów dołączyło z czasem sześć mikrobusów. Mimo że przewożą one tylko po kilka osób, to jednak okazało się, że podczas największego napływu uchodźców ta pomoc bardzo się przydała. Najdłuższy kurs liczył siedemset kilometrów w jedną stronę - podsumowuje Jędrzej Pawlak.

Obecnie sytuacja na granicy jest dużo lepsza. Autokary nadal kursują, ale zdarza się, że kierowcy muszą czekać, zanim pojazd wypełni się uchodźcami jadącymi w głąb kraju. - Rozmawiałem z Marcinem Betlejem, rzecznikiem prasowym Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego i opowiadał, że teraz są coraz częściej odwrotne sytuacje - obywatele z Ukrainy wracają do swoich domów, aby próbować ochronić dobytek. Niektórzy wracają do rodzin, które zostawili. Często były to starsze osoby - mówi Pawlak.

Strażacy pomagali również lokalnie. Przewozili uchodźców np. z dworca do miejsca zakwaterowania. W Łodzi Urzędowi Wojewódzkiemu udostępnili Żurawia, który pomaga w przestawianiu kontenerów, w których mieszczą się punkty informacyjne dla uchodźców.

Ponadto strażacy z wielu OSP zorganizowali zbiórki darów. Przynoszono do nich wodę, jedzenie i środki higieniczne. Uczestniczyli też w tworzeniu punktów noclegowych dla uchodźców. Przenosili meble i pomagali dostosować budynek do bezpiecznego przyjęcia gości. Cały czas też prowadzą działania kontrolno-rozpoznawcze.

- Chodzi o to, aby zapewniona była możliwość ewakuacji tych osób w razie wystąpienia sytuacji niebezpiecznej - mówi Jędrzej Pawlak. - Na przykład w Ossie mieszka około pięciuset uchodźców. Każdy strażak z jednostki z Rawy Mazowieckiej musi tam pójść i zapoznać się z obiektem. Gdyby doszło do sytuacji niebezpiecznej, to liczba osób ewakuowanych będzie bardzo duża. Do tego dochodzi bariera językowa.

Strażacy z Łódzkiego zapewniają, że będą pomagać tak długo, jak będzie trzeba.

DOSTĘP PREMIUM