Z domku pod Kijowem wygoniła ich wojna. Dla takich rodzin powstać mają specjalne ośrodki

Anna Gmiterek-Zabłocka
Są rodziną zastępczą pochodzącą spod Kijowa. Wojna zmusiła ich do ucieczki. Schronienie znaleźli w Lublinie, dzięki Stowarzyszeniu SOS Wioski Dziecięce. Takich rodzin jest w Polsce coraz więcej. Aby im pomóc w sposób zorganizowany, powstawać mają specjalne domy dla dzieci m.in. z ukraińskich sierocińców oraz ich opiekunów.
Zobacz wideo

Dwoje dorosłych, dwoje dzieci w pieczy zastępczej i seniorka - pani Olga. Przyjechali z dotkniętej wojną miejscowości Browary koło Kijowa. Wspierani przez wychowawców z Domu Młodzieży SOS w Lublinie. - Pomagamy między innymi w kwestiach formalnych, zdrowotnych, bytowych. Staramy się zaspokajać wszelkie ich potrzeby. Dzieci w wieku 13 i 14 lat już są zapisane do szkoły, a my staramy się zapewnić wszelkie formalności związane z nadaniem numeru PESEL czy założeniem konta w banku. Chcemy, by rodzina mogła otrzymać wszelkie świadczenia finansowe, które się jej należą. Do tego pomagamy też w ustaleniu opiekuna tymczasowego dla dzieci, bo i tu procedury muszą być dopełnione - wyjaśnia dyrektor Domu Młodzieży Adam Jaszczuk. 

Jak słyszymy, największy problem z zaklimatyzowaniem się w nowej rzeczywistości miała najstarsza w rodzinie pani Olga. Rodzina w Ukrainie mieszkała na wsi. Miała swój dom, gospodarstwo i ogród. W Lublinie dostali jednopokojowe mieszkanie w bloku. Pierwsze dni były dla seniorki bardzo ciężkie. Był płacz, stres i ogromne emocje. 

- W trakcie jednego z naszych pierwszych spotkań zobaczyłem, że pani Olga zaczęła nerwowo szarpać szal, który miała przy sobie. Zaczęliśmy rozmawiać. Poprosiła o druty i włóczkę. Zorganizowaliśmy to błyskawicznie. Następnego dnia, gdy się spotkaliśmy, wyściskała mnie i wręczyła mi własnoręcznie zrobione dla mnie skarpety. Bardzo się wzruszyłem. Na koniec powiedziała też do drugiego z wychowawców, który stał obok: "A dla ciebie zrobię jutro" - opowiada Adam Jaszczuk. 

Skarpety pani OlgiSkarpety pani Olgi Dariusz Prażmo

- Pomagam rodzinie zaadoptować się w Lublinie - mówi jeden z wychowawców Domu Młodzieży SOS Dariusz Prażmo. - Początkowo było im ciężko, bo w Ukrainie mieszkali w sielskim klimacie, gdzie uprawiali warzywa i kwiaty, a nagle znaleźli się w dużym mieście. Towarzyszy im też niepewność, co zostanie z ich majątku pozostawionego w Ukrainie. Do tego dochodzi nowy język, który jest nie lada przeszkodą - opowiada.

By dać rodzinie choć namiastkę normalności, wychowawca postanowił udostępnić im swoją działkę. - Jest tam altanka, szklarnia i żywopłot. Będą mogli uprawiać warzywa, spędzać tam czas i poczuć się choć trochę swojsko. Będą mieli co robić, tylko śnieg stopnieje - zapewnia Prażmo. 

Dom Młodzieży SOS w Lublinie prowadzi m.in. popołudniowe zajęcia dla dzieci z okolicznych bloków. Włączono w nie panią Olgę. - W trudnych, traumatycznych sytuacjach najprościej jest zapytać o to, co danemu człowiekowi sprawia przyjemność, co daje mu poczucie oderwania się. I okazało się, że pani Olga uwielbia robić na drutach. Dodatkowo dużą radość sprawiło jej to, że może kogoś tego uczyć. Próbowała przekazać to, co potrafi, naszym dzieciakom. Szczególnie jeden chłopczyk chciał się uczyć. Ten błysk w jej oku, to poczucie bycia potrzebnym i zauważonym, zapamiętam na długo - mówi psycholog Katarzyna Głąb. 

Pani Olga, bohaterka artykułuPani Olga, bohaterka artykułu Anna Gmiterek-Zabłocka

Codzienne wsparcie dla rodziny z Ukrainy jest niezwykle ważne, bo - tak jak tysiące innych osób - znalazła się ona w sytuacji traumatycznej. Nie wie, na czym stoi. - Oni mają wiele pytań: kiedy się skończy wojna, jak długo tu będą, czy tam będzie do czego wracać, czy dzieci zwiążą przyszłość z Polską, może tu będą studiowały, pracowały? - wylicza Dariusz Prażmo. Zaznacza jednak, że na razie wszyscy skupiają się na pomocy w zorganizowaniu bieżących spraw.

W pieczy rodzinnej, organizowanej m.in. przez SOS Wioski Dziecięce w Ukrainie, przed wojną wychowywało się 64 tysiące dzieci, a w pieczy instytucjonalnej - w dużych domach dziecka - 98 tysięcy maluchów. Część z nich już dotarła do Polski, a kolejne ewakuacje są przygotowywane. 

- Można powiedzieć, że w naszych SOS Wioskach Dziecięcych mamy kolejną wioskę dzieci. W sumie mamy w gościnie 170 osób, w tym 123 to dzieci z Ukrainy. Są z rodzicami zastępczymi oraz z wychowawcami z domów dziecka - mówi Anna Choszcz-Sendrowska ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce. Dla przykładu, do Biłgoraja na Lubelszczyźnie trafiło 40 dzieci, pięcioro rodziców zastępczych i dwóch specjalistów SOS, a z kolei do Siedlec - 23 dzieci i pięcioro dorosłych opiekunów ewakuowanych z domu dziecka w Kijowie.

Powstaną specjalistyczne centra

Stowarzyszenie zamierza stworzyć sieć kilku specjalistycznych Centrów Pomocy po Traumach. Powstaną one w dużych miastach, choć na razie ich lokalizacja nie jest podawana publicznie. Dodatkowo uruchomione będą też specjalne domy pobytu dla większych grup dzieci ewakuowanych z ukraińskich sierocińców. Jak słyszymy, rozmowy są już zaawansowane, a jeden z takich domów dziecka miałby być otwarty już w maju.

- To jest dla nas największe wyzwanie. Musimy stworzyć takie miejsca, by dzieci mogły być razem, być bezpieczne - z tymi dorosłymi, których znają. To na dziś jest jedyne wyjście z tej sytuacji, także prawnej. Jako organizacja zawsze podążamy za dzieckiem. Dlatego musimy ratować dzieci, które cały czas są w kraju, w którym dochodzi do ataków bombowych - mówi Choszcz-Sendrowska.

Tworzenie dużych placówek nie jest zgodne z ideą Wiosek Dziecięcych, ale na dziś taka jest potrzeba chwili. - Nie sądziliśmy nigdy, idąc z duchem deinstytucjonalizacji i podkreślając wagę pieczy rodzinnej, że będziemy zmuszeni szykować miejsca dla dzieci z domów dziecka - mówi dyrektor Anna Bielecka, przedstawicielka stowarzyszenia. - Wiemy, jak ważne jest to, by tych dzieci po ciężkich, także wojennych, przejściach nie rozdzielać. By mogły one być z jedynymi bezpiecznymi dorosłymi, których znają - dodaje. 

Skala potrzeb jest ogromna, dlatego stowarzyszenie uruchomiło specjalną zbiórkę "SOS dla dzieci Ukrainy"

Problem opieki nad dziećmi z Ukrainy zna Rzecznik Praw Obywatelskich. - Ten problem wiąże się m.in. z koniecznością pozyskania opiekunów i psychologów znających język ukraiński. Mamy z tym pewne problemy wynikające z przyczyn obiektywnych. Natomiast w przygotowanej przez rząd specustawie są określone ułatwienia, dotyczące zakładania choćby domów dziecięcych dla dzieci z Ukrainy. Będziemy obserwować, jak to zadziała. Podstawy prawne są - mówi prof. Marcin Wiącek. 

DOSTĘP PREMIUM