Łódź. Radni i posłowie przeciwko ustawie o nazwach ulic. "Dopatrujemy się w tym metod, żeby Kaczyńskich było więcej"

- Władza po raz kolejny mówi, że wie lepiej, przy jakich ulicach powinni mieszkać Polacy i jakie pomniki należy postawić - mówią łódzcy politycy, którzy sprzeciwiają się ustawie dotyczącej nazw obiektów w przestrzeni publicznej. Choć Senat powiedział jej zdecydowane "nie", ta wraca do Sejmu i ma szansę być przyjęta przez PiS.
Zobacz wideo

- Zaczęło się od edukacji, potem była telewizja PiS i zmiana dyrektorów w placówkach kultury, a teraz cenzura wkracza do przestrzeni publicznej - mówi Joanna Budzińska z Koalicji Obywatelskiej, wiceprzewodnicząca Komisji Kultury Rady Miejskiej w Łodzi. - To PiS chce wybierać patronów. Jest to manipulacja opinią publiczną. Zaraz pojawi się pełno pomników osobistości z ramienia partii rządzącej. Jesteśmy tą ustawą zdruzgotani i wyrażamy głęboki sprzeciw. (...) Dopatrujemy się w tym przebiegłych metod, żeby Kaczyńskich było więcej na ulicach - dodaje.

Chodzi o ustawę dotyczącą nazw obiektów przestrzeni publicznej oraz pomników. Jej projekt został wniesiony przez posłów Prawa i Sprawiedliwości w styczniu. Nowe prawo praktycznie zakazuje zmieniania nazw ulic, mostów czy placów, których patronami są m.in. święci, historyczni władcy czy "osoby zasłużone dla budowania i umacniania Państwa Polskiego". Natomiast w przypadku, gdy rada gminy taką nazwę zmieni - wojewoda będzie miał prawo ją przywrócić. 

Ustawa została przyjęta przez Sejm, ale odrzucona przez Senat. Teraz znów wraca do izby niższej.

Radni i posłowie z Łodzi przypominają, że jeśli ustawa wejdzie w życie, to - zgodnie z jej zapisami - ma obowiązywać od 1 stycznia tego roku, a nie od momentu jej uchwalenia. Poza tym samorządowcy wskazują, że PiS chce wprowadzać zmiany bez konsultacji z mieszkańcami. Do tego zwiększą się kompetencje władzy wykonawczej, czyli wojewodów, którzy będą mogli podważać decyzję radnych co do nazewnictwa poszczególnych ulic czy obiektów przestrzeni publicznej.

- Mogą oni wpaść na przykład na pomysł, że Tuwim czy Brzechwa przypominają czasy komunistyczne, bo w nich żyli i zmienić tę nazwę - mówi Krzysztof Piątkowski, poseł Koalicji Obywatelskiej z Łodzi. - Mam nadzieję, że ta ustawa nie wejdzie w życie, ponieważ wówczas wojewoda będzie mógł decydować o sprawach nazewniczych z pominięciem samorządu. Władza po raz kolejny mówi publicznie, że wie lepiej, przy jakich ulicach powinni mieszkać Polacy i jakie pomniki należy postawić - dodaje.

- Kiedy dzieją się tak ważne rzeczy jak wojna w Ukrainie, PiS wrzuca ustawę, która niczemu nie służy i łamie polską konstytucję. Niestety powoli zaczęliśmy się do tego przyzwyczajać. Senat odrzucił ją. Ta ustawa odbiera kompetencje samorządom i centralizuje wszystko - twierdzi z kolei Artur Dunin, senator KO.

Jedna taka awantura już była

Politycy przypominają też, że wojewoda w Łodzi próbował już ingerować w nazewnictwo ulic i obiektów znajdujących się w przestrzeni publicznej i nie skończyło się to dla niego pomyślnie. W 2017 roku Zbigniew Rau (obecny szef MSZ) w ramach ustawy dekomunizacyjnej postanowił zmienić nazwę plac Zwycięstwa na plac Lecha Kaczyńskiego. Rada Miejska się na to nie zgodziła i zaskarżyła decyzję wojewody. Wtedy radni PO i SLD podkreślali, że Instytut Pamięci Narodowej nie wymieniał placu Zwycięstwa jako nazwy, którą należy zdekomunizować.

Przeciwko zmianie nazwy placu było też wielu łodzian, co potwierdziły zorganizowane wówczas konsultacje społeczne. Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił zarządzenie wojewody. Mimo to Zbigniew Rau nadal walczył o zmianę nazwy. Złożył skargę do Najwyższego Sądu Administracyjnego. Ostatecznie w styczniu 2018 roku na tabliczki wrócił plac Zwycięstwa.

Awantura o rondo w Warszawie

O ustawie dotyczącej ochrony dziedzictwa narodowego (bo tak brzmi jej nazwa) Prawo i Sprawiedliwość zaczęło mówić już w grudniu. Wtedy bowiem pojawiła się inicjatywa, by rondo Romana Dmowskiego w Warszawie przemianować na rondo Praw Kobiet. Wywiązała się burzliwa dyskusja, w której głos zabrał m.in. premier Mateusz Morawiecki.

Posłowie PiS oficjalnie nie przyznawali, że wniesiony przez nich projekt ma zapobiec właśnie tej zmianie. Jednak w uzasadnieniu do swojej ustawy ustawy pisali: "Z wielkim niepokojem należy przyjąć pojawiające się w ostatnim czasie w debacie publicznej inicjatywy zmierzające do zmiany nazw ulic, placów czy innych obiektów przestrzeni publicznej upamiętniających osoby szczególnie zasłużone w polskiej historii".

DOSTĘP PREMIUM