Koronczarki dziergają niebiesko-żółte bransoletki, aby pomoc Ukraińcom. "Zainteresowane jest ogromne"

Koniaków hekluje, Jaworzynka haftuje, a Istebna plotkuje - głosi miejscowe przysłowie. Jednak dzisiaj Beskidzka Trójwieś łączy siły na rzecz pomocy Ukrainie. Pensjonaty zapełniły się uchodźcami, trwają zbiórki darów, a koronczarki z Koniakowa dziergają niebiesko-żółte bransoletki.
Zobacz wideo

Pierwsza - z niebieskiego i żółtego kordonka (czyli nitki do haftowania lub szydełkowania) - powstała flaga Ukrainy, która dzisiaj jest stałym elementem ekspozycji w Muzeum Koronki Koniakowskiej. Ma 64 cm na 47 cm. Kwiatowy wzór wymyśliła mistrzyni heklowania (szydełkowania) Zuzanna Ptak. Później pojawił się pomysł, by heklować bransoletki, a dochód ze sprzedaży przeznaczyć na pomoc Ukrainkom i ich dzieciom, przebywających w Koniakowie, Istebnej i Jaworzynce.

- Zainteresowanie jest ogromne - mówi nam Lucyna Ligocka-Kohut, pomysłodawczyni i prezes Fundacji Koronki Koniakowskie. - Z jednej strony ludzie chcą mieć taką bransoletkę, by finansowo wesprzeć naszą inicjatywę. Z drugiej strony, nosząc ją, okazują wsparcie i solidarność z Ukrainą - wyjaśnia. W niespełna trzy tygodnie sprzedanych zostało 200 bransoletek.

Koniaków jest największym zagłębiem koronkowym na świecie. To tutaj zużywa się najwięcej cienkiego, bawełnianego kordonka. Specjalnie dla koniakowskich koronczarek łódzka fabryka w ubiegłym roku zaczęła produkować nici w kolorze żółtym. - Tak to się dziwnie, a zarazem dobrze złożyło - mówi prezeska Fundacji. Dodaje, że na razie ani żółtego, ani niebieskiego kordonka nie brakuje. Ma nadzieję, że zabraknie celu, na który heklują, a bransoletka stanie się pamiątką, a nie formą wsparcia dla kobiet i dzieci, które z powodu wojny musiały opuścić swój kraj.

Na terenie Trójwsi przebywa około 700 uchodźców. To przede wszystkim kobiety i dzieci. W weekendy chętnie zaglądają do Muzeum Koronki Koniakowskiej. Wstęp mają bezpłatny. - Są zaskoczone i wzruszone, gdy na wejściu widzą wyszydełkowaną ukraińską flagę - opowiada Ligocka-Kohut. 

W planach są warsztaty dla uchodźczyń i ich dzieci. Będzie szydełkowanie, ale też kawa i ciasto, bo to ma być przyjemnie spędzony czas. - My tutaj wszyscy jesteśmy bardzo zaangażowani w pomoc Ukraińcom. Chcemy, żeby czuli się u nas dobrze, swobodnie i żeby choć na chwilę mogli zapomnieć o tragedii, która ich spotkała - dodaje nasza rozmówczyni.

Jajka, kurki i serwetki

Okres przedświąteczny to gorący czas dla koronczarek. - My tu teraz heklujemy na potęgę. Potrawy w koszyczku muszą być pięknie przyozdobione, a święconka bez koronki koniakowskiej się nie liczy - wyjaśnia Lucyna Ligocka-Kohut. Wyszydełkowane ozdobne jajka, kurki, zajączki i baranki ozdobią stoły i domy. Heklują również mężczyźni. Nie wszyscy jednak się do tego przyznają. - Przyjęło się, że nie jest to męskie zajęcie, więc ci, którzy potrafią szydełkować, wolą się nie ujawniać - mówi prezeska fundacji.

DOSTĘP PREMIUM