Wrocław. Wacław Chlipał z ekipą zawitali do punktów dla uchodźców. "Dzieci, które przestają się bać, chcą się bawić"

Zwykle odwiedzają szpitale dziecięce, ale odkąd wybuchła wojna - regularnie pojawiają się także w ośrodkach dla uchodźców. Klowni medyczni z Fundacji Czerwone Noski dotarli już do blisko 900 dzieci w 19 takich ośrodkach w całym kraju. We Wrocławiu działają m in. w punkcie noclegowym przy Grochowej i w Hali Orbita.
Zobacz wideo

- Chcemy - poprzez humor, wyobraźnię i kreatywność - odmienić rzeczywistość, którą zastajemy. Wprowadzić odrobinę magii, by osoby, które spotykamy, mogły choć na chwilę odczuć ulgę - mówi nam Jacek Timingeriu, klown z Czerwonych Nosków znany wśród dzieci jako Wacław Chlipał. - Pamiętam jedną z niedawnych wizyt w punkcie na Grochowej. Gdy weszliśmy do stołówki, niemal wszyscy bez słowa patrzyli w telefony. Czuć było przygnębienie i stres. W pół godziny udało nam się zamienić to miejsce w gwarną kawiarnię. Udało się wywołać śmiech i sprowokować rozmowy - opowiada.

Klowni z Fundacji Czerwone Noski mają doświadczenie w pracy z dziećmi w kryzysach humanitarnych. Zbierali je na misjach - w Sudanie Południowym, Lesbos czy Bośni. Mają przygotowanie psychologiczne i niemal od początku wojny w Ukrainie działają w ośrodkach recepcyjnych, punktach dziennego pobytu i punktach noclegowych - nie tylko we Wrocławiu, ale także w Warszawie, Krakowie, Białymstoku, Serocku, Michałowicach oraz w Krzyżowej pod Wrocławiem. Pomagają także w SOS Wioskach Dziecięcych.

Klowni zwykle odwiedzają szpitale dziecięceKlowni zwykle odwiedzają szpitale dziecięce Tomasz Wilczkiewicz

To miejsca, w których uśmiech nie zawsze przychodzi łatwo. A potrzebują go nie tylko dzieci i mieszkający w ośrodkach dorośli, ale także - na co dzień pomagający im wolontariusze. - Musimy być bardzo uważni i na bieżąco dostosowywać działania do osób, które spotykamy. W razie potrzeby - wyciszyć się i działać w zwolnionym tempie - relacjonuje Jacek Timingeriu.

Czasem reakcje dzieci niepokoją i takie przypadki klowni zgłaszają koordynatorom ośrodków, którzy organizują dalszą pomoc. Tak było w przypadku jednej z dziewczynek w punkcie noclegowym przy Grochowej. - Była zarazem wycofana, nieobecna, ale też reagowała agresywnie. Daliśmy znać, a koordynatorzy postarali się dla niej o pomoc psychologiczną - dodaje nasz rozmówca.

Bariera językowa nie istnieje

Do wrocławskiej noclegowni dla uchodźców przy Grochowej klowni z fundacji przychodzą zwykle w trójkę. Pojawia się Wacław Chlipał, doktor Klara Wacik czy doktor Hieronim O-tak-o. Bariera językowa nie istnieje. Działania prowadzone są przez sztukę, żart, muzykę, zabawę. - Język, przez to, że go nie znamy, jest dodatkową inspiracją - przyznaje Timingeriu. - Dzieci i dorośli próbują uczyć nas słów po ukraińsku, nam idzie to opornie i już jest powód do uśmiechu. To działa - dodaje.

Terapia humorem to metoda pomocy dzieciom przebywającym w szpitalach, ale także osobom z traumą szokową, np. wojenną. Dzieci uczone są klownady, angażowane do zabawy i sztuczek. Klowni z Fundacji Czerwone Noski są regularnie obecni w 11 szpitalach w siedmiu miastach Polski. Fundacja prowadzi także działania dla dzieci przebywających w śpiączce. Z uchodźcami spotykają się od początku marca. - Wojna jest najbardziej okrutna wobec dzieci. Zabiera im spokój, radość i zabawę - mówi nam Marcin Dudek, Dyrektor Zarządzający Fundacji Czerwone Noski. - Wiemy, obserwujemy to często, że dzieci, które przestają się bać, chcą się bawić. Chcemy, by choć na chwilę zapomniały o traumatycznych wspomnieniach - podsumowuje. 

DOSTĘP PREMIUM