''Chłopcy usłyszeli helikopter i schowali się pod ławką''. Pomogła nauczycielka z Ukrainy. "Ich zatrudnienie to strzał w dziesiątkę"

Anna Gmiterek-Zabłocka
- Zatrudnienie nauczycieli z Ukrainy w naszych szkołach to naprawdę strzał w dziesiątkę - mówi dyrektor Szkoły Podstawowej nr 51 w Lublinie Marek Krukowski. Potwierdzają to też dyrektorzy innych placówek. Nauczycielki dogadują się z uczniami po ukraińsku, potrafią wyjaśnić, pomóc. A sytuacji, w których jest to potrzebne, nie brakuje.
Zobacz wideo

53 nauczycieli z Ukrainy od dwóch tygodni pomaga uczniom w szkołach w Lublinie - przede wszystkim ze względu na znajomość języka. Wspierają, rozmawiają, wyjaśniają, również w najtrudniejszych sytuacjach. Są zatrudnieni w ramach umowy miasta z Polskim Centrum Pomocy Międzynarodowej.

W Zespole Szkół nr 4 w Lublinie ukraińskim uczniom służy pomocą pani Ola, wcześniej nauczycielka gry na pianinie w obwodzie żytomirskim, która do Polski przyjechała z dwójką swoich dzieci. - Pomagam dzieciom w lekcjach, czasami tłumaczę polecenia, wspieram emocjonalnie - wyjaśnia. Jest też w stałym kontakcie z rodzicami uczniów. To ważne, bo - jako osoba mówiąca po ukraińsku - jest się w stanie z nimi dogadać. 

- Mieliśmy kilka dni temu sytuację, kiedy dwóch chłopców - w momencie, gdy nad szkołą przelatywał helikopter - schowało się pod ławkę. Mieli doświadczenie wojenne, byli nauczeni, że tak trzeba. Na spokojnie musieliśmy z nimi porozmawiać, uspokoić, wyjaśnić - mówi dyrektor Zespołu Szkół nr 4 Krzysztof Szulej. Przyznaje, że zachowania i emocje dzieci są dla niego nowe, bo nigdy wcześniej pedagodzy w jego szkole nie mieli do czynienia z traumą wojenną. 

W Szkole Podstawowej nr 51 w Lublinie ukraińska nauczycielka pomogła, gdy siódmoklasista z Ukrainy zaczął wyzywać swoją ukraińską koleżankę za to, że mówi po rosyjsku, a nie po ukraińsku. - W chłopcu odezwał się lokalny patriotyzm. Nie był jednak świadomy, że część Ukraińców przed wojną mówiła po rosyjsku na co dzień. Pani Julia porozmawiała z chłopcem, wyjaśniła, uspokoiła sytuację - opowiada dyrektor podstawówki Marek Krukowski. 

"Trzeba dużo pracy, by dzieci się otworzyły"

Uczniom z Ukrainy jest łatwiej, jeśli w klasie jest ich więcej. Mają wówczas wspólną przestrzeń do rozmowy, dogadują się po ukraińsku. Gorzej, gdy jest tylko jeden takich uczeń i gdy nie rozumie, co mówią koledzy. Wtedy pomoc nauczyciela z Ukrainy przydaje się najbardziej. - Część dzieci jest zamknięta w sobie. Wiadomo, że wyjazd z kraju, przeżycia związane z wojną, oderwanie od dotychczasowego środowiska, od kolegów - to wszystko wywarło na nich określony wpływ. Trzeba dużo pracy wykonać, by dzieci się otworzyły, czasami przytulić, pogłaskać, uśmiechnąć się, i to u nas robi pani Ola - mówi dyrektor Szulej. 

Zatrudnienie nauczycieli z Ukrainy to naprawdę strzał w dziesiątkę

W SP 51 pani Julia razem z uczniami, którymi się zajmuje, chodzi na lekcje języka polskiego. To sprzyja budowaniu zaufania i współpracy. - Jest bardzo pomocna dla dzieci, ale też dla ich mam. Również wtedy, gdy dzieci czegoś potrzebują. Choćby, gdy nie miały okularków na basen albo zeszytów - od razu pomogliśmy, znalazły się bez problemu - mówi dyrektor Krukowski.

- Pani Julia ma numery telefonów do rodziców wszystkich dzieci, które się u nas uczą, a jest ich 67. Jest z nimi w stałym kontakcie, rozmawia, wyjaśnia. Zatrudnienie nauczycieli z Ukrainy to naprawdę strzał w dziesiątkę - dodaje dyrektor SP51. Czasami rozmowy są trudne - choćby ostatnio, gdy jedna z mam razem z dwójką dzieci zdecydowała, że wraca na Ukrainę. - Najpierw pojechali dziadkowie i uznali, że jest w miarę bezpiecznie. Mimo trwającej wojny - opowiada Marek Krukowski. 

Przytulić się do kogoś z mojego świata

W Szkole Podstawowej nr 34 w Lublinie są cztery oddziały przygotowawcze: dwa na poziomie klas I-III, jeden na poziomie IV-VI i jeden na poziomie VII-VIII. Do pomocy zatrudniono dwie ukraińskie asystentki (nie mówią po polsku) i trzy pomoce nauczyciela (ze znajomością polskiego i ukraińskiego). - To są wspaniałe kobiety, są dla nas ogromnym wsparciem - mówi dyrektor szkoły Sławomira Kryńska. Opowiada, że zdarzają się sytuacje, gdy dziecko coś boli - wtedy ukraińska nauczycielka jest w stanie wytłumaczyć, w czym jest problem, pomóc, zadzwonić po rodzica.

- Panie, które pochodzą z Ukrainy, są opoką dla dzieci, m.in. w świetlicy. Organizują im zajęcia, rysują z nimi, rozmawiają wtedy, gdy dzieci czekają na lekcje - mówi pani dyrektor. Szkoła - w ramach zajęć integracyjnych - organizuje szkolny konkurs "You can sing" czy "Mam talent". - Przygotowujemy się też do osiedlowego happeningu. Dzieci będą występowały, śpiewały, wszystko wspólnie, chcemy wyrazić takie poparcie dla narodu ukraińskiego - mówi Kryńska. - Jedna z naszych pań z Ukrainy jest muzyczką. Obiecała, że przygotuje występ dzieci ukraińskich od strony muzycznej, by również je zaangażować - dodaje nasza rozmówczyni. 

- To bardzo ważne, że nowi uczniowie mają możliwość, by w polskiej szkole porozmawiać z kimś w języku ojczystym, przytulić się do osoby, która jest z ich świata - mówi Krzysztof Stanowski, dyrektor Centrum Współpracy Międzynarodowej Urzędu Miasta w Lublinie. - To ważne zwłaszcza dla tych dzieci, które przyjechały bez własnych rodziców, z ciocią czy sąsiadką. Niejednokrotnie przeszły przez traumę, widziały działania zbrojne - dodaje Stanowski. 

DOSTĘP PREMIUM