Jadłodzielnie tylko od święta? Bzdura! Zamożni też przychodzą. Chcą w ten sposób być eko

Goście odjechali, a lodówka ciągle pełna? To dobry moment na podzielenie się z innymi. Od Wielkanocy w jadłodzielniach w Zamościu ruch ogromny. Jedni przynoszą, inni zabierają. Coraz częściej takie poruszenie widać tu nie tylko od święta. Mieszkańcy są przeciwni marnowaniu żywności i to, co im zostanie, przekazują innym.
Zobacz wideo

Żurek, świąteczna kiełbasa i pudełeczko z ciastami - to, jak opisuje TOK FM ks. Krzysztof Sosnowski, koordynator Spichlerza św. Brata Alberta w Zamościu - dominuje od Niedzieli Wielkanocnej w punkcie dzielenia się żywnością. Spichlerz działa podobnie jak inne jadłodzielnie w Polsce. Są to miejsca ogólnodostępne, czasem nawet przez całą dobę. Jedni przynoszą żywność, inni po chwili ją zabierają. Czasami te role się odwracają. W okresie świąt bywa tu tłoczno, bo Polacy kupują dużo więcej niż zwykle, a gościnę lubią przygotowywać z zapasem.

Słoik i pudełeczko zostawiamy na regale albo w lodówce

W Zamościu działają dwa miejsca, w których można dzielić się żywnością. Oprócz wspomnianego Spichlerza przy parafii św. Brata Alberta, jadłodzielnia działa również blisko starówki, na ul. Peowiaków. - Od kilku dni najczęściej pojawia się żurek, kiełbasa, wędliny, sery i ciasta. Menu typowo świąteczne - opisuje ks. Krzysztof, nadzorujący punkt przy parafii.

Przekazanie posiłków nie jest trudne, bo wystarczy je przelać bądź włożyć do odpowiedniego pojemnika i przynieść do jadłodzielni. - Ważne, żeby napisać na pudełku datę przygotowania potrawy. Warto również napisać, co to jest dokładnie i do kiedy należy spożyć - dodaje koordynator Spichlerza.

Trudno jest policzyć wszystkie dania przynoszone po świętach, bo w tym miejscu ważna jest również anonimowość. Wszystkim zależy na tym, żeby nie krępować przynoszących i częstujących się żywnością. Pomieszczenie jest po prostu otwarte i każdy samodzielnie się obsługuje. Słyszymy jednak, że osób korzystających z dzielenia się jest mnóstwo i wszystkie smakołyki szybko znikają z półek. Ks. Sosnowski cieszy się, że w trakcie wzmożonej, poświątecznej aktywności nie trzeba dostawiać dodatkowych regałów, bo wymiana odbywa się na bieżąco.

Zamożni też przychodzą po jedzenie, bo to modne

O błyskawicznym rozchodzeniu się pozostawianej w jadłodzielni żywności słyszymy również od Barbary Godziszewskiej, dyrektorki Wydziału Turystyki i Promocji Urzędu Miasta Zamość. We wtorek po świętach - specjalnie dla nas - sprawdzono, czy również w punkcie na Peowiaków możemy znaleźć świąteczne potrawy. Okazało się, że półki były puste. - Tu rzadko się zdarza, nawet w okresie świątecznym, że coś zalega na półkach albo w lodówce. Zainteresowanie jest tak duże, że czasem po niespełna godzinie półki robią się puste - mówi Godziszewska.

Oba punkty w mieście są dużym wsparciem dla osób ubogich i w przypadku świąt to czasem jedyna szansa na spróbowanie świątecznych potraw. W Spichlerzu i przy Peowiaków słyszymy również o korzystaniu z jadłodzielni przez osoby zamożne. Przychodzą, bo są przeciwni marnowaniu żywności i oprócz tego, że sami często się dzielą, to również zdarza im się poczęstować. Swoje zachowania często promują w mediach społecznościowych, manifestując w ten sposób, że są "eko".

Gdy pika piekarnik, sięgam po pudełko

Jadłodzielnie działają przez cały rok i wielu mieszkańców wyrobiło sobie nawyk dzielenia się, a tym samym nie marnowania żywności. Pani Małgorzata z Zamościa na Peowiaków przywozi regularnie chleb własnej roboty, często jeszcze ciepły. - Od razu wiem, że piekę za dużo, bo z przepisu wychodzą mi trzy bochenki, a my z mężem potrzebujemy tylko dwóch. Co tydzień więc podrzucam jeden na regał - dodaje.

Na półkach i w lodówce szczęśliwcy trafiają również na pojemniki przywiezione prosto z imprez integracyjnych. Po nich z reguły zostaje dużo żywności, a obsłudze bądź organizatorom często łatwiej jest spakować wszystko do pudełek i poczęstować w ten sposób innych. Niektórzy mieszkańcy wstępują tu również po drodze ze sklepu, bo celowo włożyli do koszyka o kilka produktów więcej, by wesprzeć potrzebujących.

Wielkanocne paczki, również dla uchodźców

Parafia Św. Brata Alberta słynie w mieście z pomagania i często do swoich działań zaprasza mieszkańców osiedla. Tuż przed Wielkanocą parafianie wkładali do specjalnie przygotowanego kosza wędliny, jajka i wszystko, co kojarzy się z wielkanocnym poczęstunkiem. - Udało nam się przygotować paczki dla 200 rodzin, a to ponad pół tysiąca osób - mówi ks. Sosnowski.

Przez ostatnie tygodnie wyzwaniem była również pomoc uchodźcom z Ukrainy. Ksiądz z wolontariuszami woził busem żywność, maskotki, leki i środki opatrunkowe do ośrodków kwaterunkowych dla Ukraińców. Parafianie również przyjęli do swoich domów uchodźców i zdarza się, że również proszą o pomoc na przykład w postaci paczek z żywnością.

DOSTĘP PREMIUM