Ponad 400 Ukraińców znalazło schronienie w pustych akademikach. Potrzebują pracy i walizek

- Absolutnie nie widzę spadającego strumienia pomocy - mówi koordynator punktu dla uchodźców, którzy powstał w akademikach Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Schronienie przed wojną znalazło tu ponad 400 osób. Nie zamierzają stąd odjeżdżać. Dzięki wsparciu innych są doskonale zaopiekowani i nie brakuje im prawie niczego. - Ich ostatnia potrzeba to praca i walizki - słyszymy.
Zobacz wideo

- Do końca życia nie zapomnę dnia, kiedy pierwsi uciekinierzy z Ukrainy przyjechali do akademików. Te osoby cały swój dobytek miały w reklamówkach i workach na śmieci, a ich stan psychiczny był dramatyczny - wspomina Jarosław Lenartowski, koordynator projektu "Akademiki dla Ukrainy". To na nim spoczywał wówczas cały ciężar logistyczny i nie tylko. Załatwiał, rozmawiał z uciekinierami, musiał szybko podejmować decyzje i odbierał telefony od ludzi, którzy chcieli pomóc i pytali, co jest potrzebne i gdzie to przywieźć. - Mój rekord, jeśli chodzi o liczbę połączeń jednego dnia, to 127 - mówi.

W tej chwili w obu akademikach Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach Ligocie mieszka 415 osób i powoli zaczyna brakować miejsc. Z drugiej strony do obecnych już na miejscu Ukraińców zaczynają przyjeżdżać rodziny. - Oni chcą być razem, więc godzą się na to, by żyć trochę ciaśniej, ale w godziwych warunkach - mówi Lenartowski. Wśród uchodźców przeważają kobiety, ale jest też siedmiu mężczyzn, którzy nie podlegają pod służbę wojskową w Ukrainie ze względu na zdrowie czy wiek. Wśród Ukrainek są cztery, które niedługo - bo w maju i w czerwcu - będą rodzić. A najmłodszy obywatel Ukrainy, który tu trafił miał dwa tygodnie.

Potrzebne walizki i praca

Goście z Ukrainy na razie nie zamierzają się przenosić do innych miejsc w Polsce. Dzięki pomocy wielu osób - zostali zaopatrzeni we wszystko, co potrzebne do w miarę normalnego funkcjonowania. Ostatnie potrzeby to walizki i praca. Walizki, ponieważ ci ludzie - uciekając przed wojną - zabierali tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Teraz - dzięki darom - mają odzieży znacznie więcej, dlatego nieużywane na co dzień ubrania chcieliby trzymać w walizkach.

A praca? Nie trzeba tłumaczyć - każdy chce być samowystarczalny i także nasi goście z Ukrainy chcieliby mieć pracę, ale też zajęcie, które pozwoli im na oderwanie się na parę godzin od smutnych myśli. Nie czekają z założonymi rękami, pilnie uczą się języka polskiego.

- Stan psychiczny naszych gości zdecydowanie się poprawił - przyznaje Jarosław Lenartowski. - Owszem, oni przeżywają swoje wewnętrzne dramaty związane z tym, co dzieje się w ich rodzinnych miejscowościach i z tym, że są tu sami - bez mężów, braci, synów i ojców. Natomiast uśmiechają się, potrafią normalnie żyć - dodaje. Zaznacza też, że akademiki są przygotowane na sytuacje, kiedy zaczną przychodzić z Ukrainy znacznie gorsze wiadomości. - W razie czego będziemy gotowi pomóc, łącznie z opieką psychologa - zapewnia nasz rozmówca. 

"Polsko, Ukraina Cię kocha"

W sobotę - w wigilię prawosławnej Wielkanocy - na terenie akademików odbyło się spotkanie dla Ukraińców i nie tylko. Dla dzieci zorganizowano szereg atrakcji, m.in. dmuchane zjeżdżalnie, bańki mydlane, warsztaty i konkursy. Można było wsiąść do policyjnych radiowozów i włączyć koguta - podobnie z wozem strażackim. Dzieciaki robiły sobie zdjęcia z maskotkami policji i straży miejskiej. Było też olbrzymie jajo, na którym goście z Ukrainy pisali to, co leży im w sercu. Wśród mnóstwa wpisów były m.in. takie: "Dziękujemy za serce", "I love you Poland" czy "Polsko, Ukraina Cię kocha".

Około tysiąca osób bawiło się w sobotę na pikniku przy akademikach w LigocieOkoło tysiąca osób bawiło się w sobotę na pikniku przy akademikach w Ligocie Fot. Anna Lewańska / Agencja Wyborcza.pl

Organizatorem imprezy było miasto Katowice. Gospodarzem - a raczej gospodyniami - Ukrainki mieszkające w akademikach. Gośćmi zaś okoliczni mieszkańcy i ci, którzy pomagali i pomagają, przywożąc tu różnego rodzaju dary. Ukrainki zadbały o to, żeby goście festynu mogli skosztować ich regionalnych potraw - na gorąco i na zimno, na słodko i pikantnie. Wszystko przygotowały same, a było tego bardzo dużo - rząd stołów z potrawami liczył około 30 metrów! Oprócz ukraińskich przysmaków był też żur, który w olbrzymim kotle na 300 litrów ugotowali wolontariusze z fundacji "Wolne Miejsce".

- Pomagam tak, jak potrafię - mówi Wojtek, który włączył się do pomocy od samego początku. - W pierwszych dniach, kiedy zacząłem przywozić tu różne dary, kobiety i dzieci były smutne. Dziś jest zupełnie inaczej, choć podejrzewam, że i tak myślami są ciągle przy swoich mężach, braciach, synach czy ojcach, którzy zostali, broniąc swojego kraju - mówi. Przyjechał na sobotnią imprezę w Ligocie razem z żoną.

- Nie spodziewałem się tak dużego zaangażowania prywatnych osób w pomoc Ukraińcom - mówi Jarosław Lenartowski. - To są ludzie, którzy przyjeżdżają samochodami lub przychodzą, przywożą różnego rodzaju dary, a czasem wpadną i zapytają po prostu, co słychać. Jest spora grupa mieszkańców akademików, którzy mają prywatną opiekę Polaków, którzy się o nich troszczą. Jest to bardzo budujące. Absolutnie nie widzę spadającego strumienia pomocy - przekonuje Lenartowski.

DOSTĘP PREMIUM