"Szukam kogoś, dla kogo nie będę obca". Los młodej Ukrainki stał się inspiracją do stworzenia spektaklu

Anna Gmiterek-Zabłocka
Młoda Ukrainka Solomija obecnie czuje się na Lubelszczyźnie prawie jak w domu, ale nie zawsze tak było. Kiedy przyjechała tu na studia, była bardzo samotna, czasem doświadczała hejtu. Jej historia stała się inspiracją do stworzenia spektaklu, w którym zagrała i który dziś, w obliczu wojny, nabiera nowego znaczenia.
Zobacz wideo

Solomija Mardarovych przyjechała do Polski niedługo po wybuchu wojny w Ukrainie, razem z młodszą siostrą. Nie chciała opuszczać swojego kraju, ale zrobiła to na prośbę rodziców. - Siostra sama by nie pojechała, a chciałam, aby była bezpieczna - mówi. Solomija to młoda kobieta. Świetnie mówi po polsku. Tuż przed pandemią skończyła w Lublinie studia - dziennikarstwo oraz stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej (stąd tak dobra znajomość języka).

Dziś nie ma problemu z dogadaniem się z kimkolwiek. Ma w Polsce znajomych i przyjaciół. Miała się gdzie zatrzymać - obie z siostrą zamieszkały w Zwierzyńcu na Lubelszczyźnie. Solomija w jednej z pobliskich miejscowości zajmuje się dziećmi z ukraińskiego Domu Dziecka - organizuje im czas, zajęcia artystyczne czy zabawy. - Jestem zajęta, czuję się potrzebna - podkreśla. 

Solomija w spektaklu 'Obca'Solomija w spektaklu 'Obca' Fundacja 'Banina'

W dniu wybuchu wojny przebywała w Kijowie, gdzie pracowała. Podobnie jak wielu jej rodaków nie wierzyła, że Rosja dokona inwazji. Owszem, pojawiały się takie głosy, ale wszyscy byli przekonani, że to tylko groźby. Nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że w Ukrainie będziemy oglądać obrazy, jakie znamy z czasów II wojny światowej. Że w budynki mieszkalne będą uderzać rakiety, a ludzie będą przez wiele tygodni ukrywać się w schronach. 

Solomija - choć wyjechała tuż po 24 lutego - też tego doświadczyła. Już pierwszego dnia wojny spędziła kilka godzin w piwnicy bloku, w którym mieszkała. Słyszała alarmy rakietowe. Widziała ludzką bezradność, niemoc i strach.

- Jadąc z siostrą do Polski, byłam przekonana, że jedziemy maksymalnie na miesiąc. Jednak wygląda na to, że to będzie o wiele dłużej. Nikt nie wie, ile dokładnie - mówi nam młoda Ukrainka. Przyznaje, że teraz czuje się na Lubelszczyźnie już niemal jak u siebie, ale wcześniej tak nie było. Gdy studiowała, była "obca" - tak jak bohaterka spektaklu, w którym właśnie występuje.

"Obca"

Spektakl "Obca" w reżyserii Bartłomieja Miernika powstał w 2019 roku - na długo przed wojną, która rozlała się na całą Ukrainę, choć trwała już wtedy wojna w Donbasie. Dziś - w obliczu ogólnokrajowego dramatu - wydaje się jeszcze bardziej aktualny. Stworzyła go Fundacja "Banina", znana z poruszania ważnych społecznie tematów i rozmawiania o nich z młodzieżą. 

- Jest to spektakl o emigrantce, która trafia do Polski i stereotypach, które sama spotykałam, studiując tutaj. Nawet gdy mamy podobny język, podobną tradycję, to jednak wciąż jest to obcy kraj, a nie własny dom. Dlatego w spektaklu mówię o tym, jak ważne jest, by człowiek z obcego państwa mógł znaleźć w nowym miejscu choćby jednego przyjaciela - mówi Solomija.

Pomysł na "Obcą" zrodził się w trakcie grania w szkołach innego spektaklu, pt. "Kolorowa czyli biało-czerwona". To przedstawienie, o którym pisaliśmy kilka lat temu - o ksenofobii, rasizmie czy mowie nienawiści. 

- Bohater "Kolorowej" mówił w spektaklu między innymi, że Ukraińcy powinni się wreszcie wynieść z Polski. I gdy po przedstawieniu rozmawialiśmy z młodymi ludźmi, bardzo często słyszeliśmy postawy aprobujące to, co mówił o Ukraińcach. Gdy pytaliśmy uczniów, czy znają kogoś z Ukrainy, z reguły mówili, że nie. Dlatego postanowiliśmy, że przyprowadzimy im do klasy osobę z Ukrainy - mówi Bartłomiej Miernik. - Tak powstał pomysł na spektakl "Obca" i tak wprowadziliśmy do klasy Solomiję z opowieścią, która powstała w dużej mierze na bazie jej wspomnień - dodaje reżyser. 

Gdy spektakl był pokazywany w szkołach przed wojną, zdarzało się, że uczniowie płakali. Raz jedna z uczennic wyszła, bo poczuła, jak bardzo również ją to dotyczy. - Nie wytrzymała - mówi Solomija. I dodaje, że także dla wielu młodych ludzi z Polski był to moment na przemyślenie, jak czują się pośród nich osoby z Ukrainy. - Dziś sytuacja jest inna. Niemal w każdej szkole są dzieci i młodzież z Ukrainy.  Są nawet całe ukraińskie klasy. Dlatego odbiór spektaklu na pewno będzie inny - mówi reżyser. Jak dodaje, mają zaproszenia z wielu szkół z Lubelszczyzny, ale nie tylko. 

- W spektaklu pokazujemy, że osoby, które trafiają do obcego kraju i nie mówią po polsku, mogą się czuć bardzo, bardzo samotne. Ja też się tak czułam, kiedy studiowałam. Zwłaszcza na początku mojego pobytu tutaj - opowiada Ukrainka. Jak dodaje, to nie sprzyja integracji czy nawiązywaniu relacji. Bywało też tak, że doświadczała hejtu i mowy nienawiści tylko przez to, że jest z Ukrainy. - Gdy pracowałam w sklepie, pojawił się tam młody chłopak i zażądał, abym go szybciej obsłużyła. Powiedziałam, że musi zaczekać, tak jak inni. Usłyszał mój wschodni akcent, zostałam zwyzywana. Bardzo źle się z tym czułam, płakałam, od razu chciałam wracać do domu - opowiada.

- Robiąc "Obcą" chcieliśmy powiedzieć młodym ludziom z Ukrainy: "Hej, tu jest twoje miejsce". My, robiąc nasze spektakle, pracując z młodzieżą na lubelskim Roztoczu, staramy się pokazywać dobry przykład - mówi Miernik. 

Będzie kolejny spektakl

Reżyser "Obcej" pracuje obecnie w Lublinie nad kolejnym spektaklem. Będzie to również opowieść nawiązująca do tematyki związanej z migracją i uchodźstwem, a dokładniej do różnego traktowania uchodźców na polsko-ukraińskiej i na polsko-białoruskiej granicy (m.in. Jemeńczyków, Syryjczyków, Afgańczyków, obywateli Konga czy Senegalu). - To będzie spektakl plenerowy, mocny w swojej wymowie. Spektakl, w którym będziemy się zastanawiać, czy nasza empatia zależy od koloru skóry uchodźców - mówi Miernik. W spektaklu zagrają m.in. aktorzy z Białorusi, z Teatru Narodowego.

- Są to fenomenalni aktorzy, którzy zamieszkali w Lublinie, tak zwani Kupałowcy - podkreśla reżyser. Wcześniej tworzyli zespół Narodowego Teatru im. Kupały w Mińsku. Po wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 roku teatr praktycznie przestał działać, a artyści stworzyli grupę "Kupałowcy", by przetrwać i zachować teatralną tradycję Białorusi. 

Wraz z nimi w spektaklu w Lublinie zagra też czwórka aktorów z Polski. - Robimy spektakl, który dość intensywnie objedzie Lubelszczyznę tego lata - zapowiada reżyser. Przedstawienie ma być pokazywane na rynkach w mniejszych i większych miejscowościach w województwie lubelskim. 

DOSTĘP PREMIUM