500 procent podwyżki za gaz. "Skąd wziąć na to pieniądze? Jesteśmy mieszkańcami Opalenicy, a nie Dubaju"

2 300 zł - taki rachunek za gaz, po podwyżce, muszą zapłacić mieszkańcy 50-metrowego mieszkania w bloku w wielkopolskiej Opalenicy. Dotychczas ich rachunki wynosiły od 400 do maksymalnie 700 złotych. - Niech ktoś w Warszawie zda sobie sprawę z tego dramatu - mówią rozżaleni lokatorzy.
Zobacz wideo

Problem dotyczy mieszkańców dwóch opalenickich osiedli: Centrum oraz Reymonta, które należą do spółdzielni Nowy Tomyśl, dostarczającej lokatorom gaz od prywatnej spółki. To spora grupa, bo ponad 1,5 tysiąca osób. Przez błąd w przepisach zostali potraktowani nie jak odbiorcy indywidualni, tylko jako przedsiębiorcy. W efekcie płacą taryfę znacznie droższą niż pozostali mieszkańcy Opalenicy, w tym ich sąsiedzi z pobliskich bloków należących już do innej spółdzielni.

Lokatorzy osiedli Centrum i Reymonta to w zdecydowanej większości starsze osoby. Średnia wieku to 70 plus, niektórzy są po 80-tce. Mieszkają tu od ponad 40 lat. - Wszystkie dotychczasowe podwyżki byli jeszcze jakoś w stanie zaakceptować. Dziś są one tak wysokie, że większości nie stać na zapłacenie tych rachunków - mówi TOK FM burmistrz Opalenicy Tomasz Szulc.

Czynsze wyższe o kilkaset procent

Niektórzy dostali rachunki w wysokości nawet 2300 złotych miesięcznie za samo ogrzewanie. - Skąd ci ludzie mają wziąć pieniądze na zapłacenie pozostałych rachunków: za prąd, wodę? Skąd pieniądze na jedzenie czy leki? - pyta samorządowiec.

Wielu mieszkańców należących do spółdzielni Nowy Tomyśl stanęła teraz przed wyborem: zapłacić czynsz czy kupić jedzenie. Specjaliści z lokalnego Ośrodka Pomocy Społecznej obawiają się, że ten problem pójdzie dalej i że mieszkańcy - chcąc pokryć wszystkie zobowiązania - będą się zadłużać u nieuczciwych firm, które tylko żerują na takich ludziach. Taka sytuacja może grozić wykluczeniem społecznym, jeśli nikt nad tym nie zapanuje. 

Kwoty rosły wraz z kolejnymi rachunkami

Obecna podwyżka jest już kolejną w Opalenicy. Jeszcze w ubiegłym roku większość mieszkańców osiedli Centrum i Reymonta płaciło rachunki za gaz w granicach 400-500 złotych miesięcznie. Po pierwszych podwyżkach było to już około 1 tysiąca złotych. Na początku roku mieszkańcy dostali następną podwyżkę, po której płacili 1300-1400 złotych miesięcznie. Dziś są to kwoty rzędu 2000-2300 złotych. Mówimy tu o mieszkaniu 60-metrowym. 

Pani Grażyna, emerytka, jest właścicielką 50-metrowego mieszkania. Jesienią ubiegłego roku płaciła za ciepło około 600 złotych. Po pierwszej podwyżce dostała rachunek wyższy o ponad 500 złotych, teraz ma do zapłaty prawie 1,5 tysiąca złotych. Mieszka sama z mężem w dwupokojowym mieszkaniu.

- To jest coś niewyobrażalnego. W niektórych przypadkach mamy do czynienia z podwyżką rzędu 400 procent - podkreśla burmistrz Opalenicy. Problem dotyka też budynków należących do lokalnego samorządu, m.in. Biblioteki Miejskiej, Centrum Kultury, szkół czy samego urząd miasta. - My jakoś sobie poradzimy, ale mieszkańcy są pozostawieni sami sobie - kwituje.

Mieszkańcy protestują

Większość osób nie chce płacić tak wysokich rachunków. Zdecydowali się działać. Na swoich balkonach wywiesili plakaty informujące o proteście spowodowanym horrendalnymi podwyżkami.

- W moim przypadku ta podwyżka wynosi nawet 500 procent. Mojej rodziny zwyczajnie nie stać na to, tym bardziej, że mamy jeszcze 2 tysiące złotych kredytu na mieszkanie. Dlatego zdecydowaliśmy z mężem, że nie zapłacimy - mówi pani Wioletta.

Mieszkańcy walczą przeciwko podwyżkomMieszkańcy walczą przeciwko podwyżkom Karol Kański

Walczyć zamierza też pani Monika. - W lutym za to samo 54-metrowe mieszkanie płaciłam 745 złotych, teraz mój czynsz, po podwyżce gazu, wynosi ponad 2 tysiące złotych. To jest dla mnie nie do przyjęcia. Pracuję na pełen etat i mam dwie dorosłe osoby na utrzymaniu. Nie jestem w stanie zapłacić takich kwot. Trudno. Wiem, że spółka będzie mi naliczać odsetki. Może komornik zapuka do moich drzwi. Mam wybór: albo zapłacę, albo nakarmię rodzinę - mówi ze łzami w oczach. - Za chwilę może ktoś z tych ludzi odbierze sobie życie, bo nie będzie widział dla siebie ratunku. Niech ktoś w Warszawie - pan Kaczyński czy pan Morawiecki - zda sobie sprawę z tego dramatu. Niech ktoś z rządu weźmie za to odpowiedzialność - dodaje.

- W jakim kraju my żyjemy? - pyta z kolei pan Michał. - Jesteśmy mieszkańcami Opalenicy, a nie Dubaju. W chwili obecnej mamy najwyższe ceny w Polsce. Wbrew opinii rządu wcale nie żyje się nam lepiej. Jeśli pan Morawiecki lub pan Sasin nie wierzą, to niech tu przyjadą. Chętnie zapraszamy do Opalenicy - mówi.

Miasto nie może pomóc

Według burmistrza, urząd nie może pomóc mieszkańcom, którzy znaleźli się w tak trudnej sytuacji, bo nie pozwalają na to przepisy ustawy. 

Oczywiście, każdy mieszkaniec może się zwrócić do Ośrodka Pomocy Społecznej z prośbą o pomoc finansową. - Aby jednak dostał jakieś wsparcie, praktycznie musiałby nie mieć dochodów, czyli być bezrobotnym. Ustawodawca nie przewiduje pomocy dla osób, które pracują lub mają emeryturę czy rentę. To jest błędne koło. Ci, którzy powinni dostać koło ratunkowe od państwa, na taką pomoc nie mogą liczyć - tłumaczy Tomasz Szulc.

Rozwiązaniem problemu byłaby zmiana jednego zapisu ustawy, polegająca na tym, by każdego lokatora traktować jak odbiorcę indywidualnego, a nie firmę, która generuje zyski. - Nie może być tak, że jeden mieszkaniec w bloku po jednej stronie ulicy traktowany jest jak zwykły odbiorca gazu i ma ochronę w postaci tarczy rządowej, a jego sąsiad mieszkający w identycznym bloku dostaje rachunek kilkadziesiąt razy wyższy - tłumaczy samorządowiec.

Na 16 maja, czyli najbliższy poniedziałek, planowane jest w Opalenicy spotkanie, na które mieszkańcy zaprosili wszystkich parlamentarzystów z regionu. Mają nadzieję, że przyjadą do nich zwłaszcza posłowie partii rządzącej, która - ich zdaniem - odpowiada za dramatyczną sytuację, w jakiej się znaleźli.

DOSTĘP PREMIUM