"Najdziwniejszy był ząb mamuta po dziadku". Powstał film o słynnym lombardzie w Bytomiu

Poroża z jelenia, ząb mamuta czy kufle z górniczej biesiady. W bytomskim lombardzie znaleźć można chyba wszystko. - Od progu wiedziałem, że to jest niezwykłe miejsce - mówi Łukasz Kowalski, reżyser i dziennikarz ze Śląska, który o słynnym "Helikopterku" postanowił zrobić film.
Zobacz wideo

Pierwszy raz usłyszał o tym miejscu od żony. Szukała taniego komputera i znalazła sprzęt - za grosze - w lombardzie w Bytomiu. Po powrocie z zakupów była pod ogromnym wrażeniem. Oznajmiła mężowi, że i on musi to miejsce zobaczyć.

Po namowach małżonki Łukasz Kowalski dotarł do lombardu o nazwie "Helikopterek". Przekonał się sam, że miejsce rzeczywiście jest nietuzinkowe, a przedmioty, które się w nim znajdują, wyjątkowo oryginalne. - Najdziwniejszy był ząb mamuta po dziadku - wspomina. - Stary, emerytowany górnik przyniósł do lombardu ząb mamuta, który był eksponatem w sali biologicznej dawno zamkniętej szkoły. Gdy zamykali szkołę, dziadek zabrał ząb i przechowywał go na strychu - dopowiada reżyser.

Pani Jola. Królowa na wysypisku

Zaznacza jednak, że żaden ząb czy inna z tysięcy rzeczy zgromadzonych w lombardzie, nie zrobiły na nim takiego wrażenia, jak właściciele tego miejsca. - Pierwsza w oczy rzuciła mi się pani Jola, która - w długim po kostki białym futrze - przemykała alejkami pomiędzy stertami rzeczy. Wyglądała zjawiskowo. Królowa na wysypisku. Długie czerwone tipsy, świetnie zrobiona fryzura - opowiada.

- Kolejna osoba to pan Wiesław. Wysoki mężczyzna o takiej aparycji, że mówili o nim, że to taki śląski Ridge z "Mody na Sukces". W stroju biznesmena, długi płaszcz, czarny szal - opisuje dalej nasz rozmówca.

Równie oryginalny okazał się cały system funkcjonowania lombardu. Bez lichwiarskich zasad, bez wykorzystywania potrzebujących, którzy zastawią wszystko za parę złotych. Ludzie przynosili rzeczy, które ciężko sprzedać, a jednak właściciele je przyjmowali: poroża z jelenia, futra z norek po babci, kolejne kufle z górniczej biesiady (choć kufli był już cały stos). Wszystko po to, by ludzie mogli jeszcze przez kilka dni przeżyć. Z drugiej strony, gdy w lombardzie pękła rura i nie można było sobie nawet herbaty zrobić, przyszedł młody chłopak z dzielnicy i naprawił. Taka wzajemna pomoc.

Historia idealna na film

Właśnie o tej pomocy postanowił opowiedzieć reżyser. Jak mówi - właśnie takiej historii szukał. Temat godny filmu, tym bardziej, że wszystko działo się w dzielnicy cieszącej się wyjątkowo złą sławą. Bytomski Bobrek - jak w soczewce - skupia problemy miasta, w którym pozamykano kopalnie i huty.

Łukasz Kowalski podkreśla, że nie chciał robić kolejnego filmu o biedzie, bo byłoby to - jego zdaniem - wtórne. - To film o czymś, czego byśmy się w tym miejscu nie spodziewali. Film o dobrych ludziach, o pięknych sercach, o wzajemnym wsparciu. Gdyby tego tam nie było, to bym tego filmu nie robił (…). Byłem przekonany, że trudne czasy przetrwają jednostki, ale to nieprawda. Teraz wiem, że przetrwają wspólnoty, które się wzajemnie wspierają - mówi reżyser.

Dziś w bytomskiej dzielnicy Bobrek nie ma już lombardu. Wrócił do centrum miasta, skąd kilka lat temu musiał się wynieść, bo budynkowi, w którym się znajdował, groziło zawalenie. Reżyser filmu, który przez cztery lata obserwował życie lombardu, nie ukrywa, że obawiał się kolejnej przeprowadzki. - Byłem przekonany, że tam to już musi upaść. Znowu nikt o nim nie będzie wiedział. Do tego drugie piętro, bez widny, kłopoty z wnoszeniem wielkich gabarytów, bardzo wysoki czynsz... Ale lombard funkcjonuje już od roku - mówi.

Bytomski lombard jest bezkonkurencyjny?

Łukasz Kowalski wiedział, że nie wszystkie rzeczy z Bobrka uda się przenieść do centrum Bytomia. Przedmiotów było mnóstwo. Jego zdaniem są w Europie większe metrażowo lombardy, ale jeśli chodzi o liczbę przedmiotów, bytomski lombard jest bezkonkurencyjny. W kulminacyjnym momencie miał 70 tysięcy aukcji na popularnym portalu, a przedmiotów w lombardzie było znacznie więcej. Żeby uratować chociaż część rzeczy, które trafiłyby w czasie przeprowadzki na śmietnik, reżyser skontaktował się z katowicką Akademią Sztuk Pięknych. Studenci ASP dali przedmiotom drugie życie.  Ich dzieła można oglądać do końca maja w katowickim Rondzie Sztuki - na wystawie "Diamentowy szlak".

Film "Lombard" wyświetlany jest w czasie festiwalu Millenium Docs Against Gravity w konkursie głównym - we wszystkich miastach, w których odbywa się festiwal. Niewykluczone jednak, że dokument trafi także do dystrybucji w kinach. Rozmowy na ten temat trwają.

DOSTĘP PREMIUM