Opole. Ciężarne Ukrainki radzą sobie coraz lepiej. "Dla mnie one są tak dzielne!"

Ciężarnych Ukrainek, które znalazły się w Opolu, uciekając przed wojną, nie brakuje. Jeszcze niedawno zdarzało się, że na salę porodową trafiały prosto spod granicy. Dziś ich sytuacja jest już inna. - Kobiety są spokojne. Wiedzą, że otrzymają potrzebną opiekę - mówi położna.
Zobacz wideo

- Każda z pań, która uciekła przed wojną i trafiła do nas, jest traktowana tak samo jak każda inna kobieta, która jest pod naszą opieką. Nie jestem nawet w stanie podać dokładnej liczby, ile pań z Ukrainy urodziło u nas dziecko od wybuchu wojny, bo nie prowadzimy takich statystyk. Traktujemy je jak inne pacjentki - zapewnia Ewa Janiuk, położna w przychodni Zdrowa Rodzina w Opolu.

Na salę wprost z autokaru

Zaraz po wybuchu wojny zdarzało się, że ciężarne Ukrainki trafiały pod opiekę położnych w Opolu czasami prosto z autokaru czy samochodu, którym przyjeżdżały spod granicy. Nie miały ze sobą jakichkolwiek rzeczy, które byłyby im potrzebne do porodu czy potem - do opieki nad dzieckiem. Młode mamy, będące już stałymi podopiecznymi Zdrowej Rodziny, często spieszyły z pomocą i dzieliły się pieluchami, ubrankami, wózkiem czy łóżeczkiem. 

Ewa Janiuk wspomina, kiedy kilka tygodni temu położne trafiły do ciężarnej mieszkającej w zaadaptowanym na pokój dla uchodźców biurze, w którym przebywały aż trzy rodziny. To nie były dobre warunki dla noworodka, dlatego inna z pacjentek przyjęła Ukrainkę z dzieckiem pod swój dach. Kilka tygodni później kobieta wynajęła mieszkanie i znalazła pracę w okolicy.

Janiuk zwraca też uwagę, że kobiety z Ukrainy, które obecnie przygotowują się do porodu - przebywające w Polsce już od kilku tygodni czy nawet miesięcy - najczęściej mają już zgromadzoną wyprawkę. - Są spokojniejsze. Wiedzą, że otrzymają potrzebną opiekę - dodaje położna.

Mąż ma być spokojniejszy

Ukrainki rodzą same, nie mają tu mężów, którzy mogliby im towarzyszyć przy porodzie lub zaraz po nim. Jednak, jak zapewnia Janiuk, jest to ostatni problem, jaki zgłaszają przyszłe mamy.

- Dla mnie one są tak dzielne! Dla nich najważniejsze jest to, że mają kontakt z mężem i wiedzą, że jest cały i zdrowy. Są w stanie zrobić wszystko, żeby on tam był spokojniejszy. Nie spotkałam się z przypadkiem, żeby któraś z naszych podopiecznych chciała wrócić do Ukrainy, by być blisko męża, nawet jeśli nie byłoby to bezpieczne - opowiada nasza rozmówczyni. - One mają to poczucie, że ich rolą jest to, by zapewnić bezpieczeństwo swojemu dziecku i sobie po to, by ich mąż był w stanie zająć się tym, co do niego należy - dodaje.

Na Opolszczyznę trafia stosunkowo niewiele kobiet w ciąży w porównaniu z tym, co dzieje się na terenach niedalekich od granicy z Ukrainą. - Większość ciężarnych decyduje się, czasami w nieporównywalnie trudniejszych warunkach, rodzić blisko granicy z Ukrainą. Chcą choćby na krótko przekroczyć granicę i pokazać dziecko ojcu, i przez chwilę z nim pobyć - dodaje położna.

DOSTĘP PREMIUM