Brakuje rąk do pracy w dyskontach nad morzem i w górach. "Im mniejsza miejscowość, tym problem jest większy"

Praca po 15-16 godzin dziennie w dyskontach w turystycznych kurortach bywa niezdrową normą. Pracodawcy zasłaniają się brakiem rąk do pracy. Wydawać by się mogło, że lukę wypełnią pracownicy z Ukrainy, ale problemem jest bariera językowa.

Pracownicy dyskontów nie skarżą się już na rodzaj umowy czy wynagrodzenie. Problemem jest właśnie przepracowanie. Widać to zwłaszcza w miejscowościach turystycznych w czasie sezonu wypoczynkowego. Jak relacjonuje Małgorzata Marczulewska ze stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom, im mniejsza miejscowość, tym problem jest większy.

- W dużych miastach udaje się znaleźć ludzi do pracy. To pozwala na podział obowiązków i w takim przypadku nieznający języka pracownik z Ukrainy może znaleźć zatrudnienie na przykład na magazynie czy przy wykładaniu towaru. W małych miejscowościach pracownicy dyskontów muszą pomagać klientom znaleźć towar czy usiąść przy kasie i tu bariera językowa staje się poważnym problemem - rozkłada ręce Marczulewska.

Osoby z Ukrainy coraz częściej szukają pracy nad morzem i w sektorach turystycznych. Niestety to nie przekłada się na zatrudnienie w handlu. Osoby z Ukrainy wybierają zawody mniej kontaktowe, np. sprzątanie czy obsługa hoteli.

Pół tysiąca cen dziennie

Jak relacjonują pracownicy dyskontów, w ostatnim czasie, w dobie szalejącej inflacji, coraz więcej czasu zajmuje im zmiana cen na półkach. - Bywają dni, że przychodzi do zmiany pół tysiąca cen albo i więcej. Czasami nazwy produktów są takie, że już samo ich zlokalizowanie na półce zajmuje dużo czasu, a jak będzie inna cena na półce, a inna przy kasie, to awantura z klientem gwarantowana, a jeszcze trzeba różnicę oddać - opowiada pracownica jednego z dyskontów (chce pozostać anonimowa).

Pracujący nad morzem obawiają się nadchodzącego sezonu letniego. Do stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom trafia duża liczba wiadomości, że ruch rośnie z dnia na dzień, a pracowników zamiast przybywać - ubywa.

- Opisują, że liczba pracowników w dyskontach maleje, mimo prowadzonych naborów i teoretycznego napływu pracownic z Ukrainy. Sytuacja jest ciężka, bo zdarza się, że kilka pracownic obsługuje cały dyskont lub sklep franczyzowy - mówi Marczulewska.

Sezonu jeszcze nie ma, ale ruch już jest. I rośnie…

Temat nie jest nowy, bo już w poprzednim sezonie pracownice dyskontów narzekały, że jest ich zbyt mało, by móc spokojnie pracować w miejscach narażonych sezonowo na ruch klientów. Wiele wskazuje na to, że ten sezon również będzie trudny.

- Jestem zaskoczona, bo dyskonty płacą coraz więcej. Coraz częściej oferują także dodatki za przeniesienie się "na sezon" nad morze. Wiem, że trwają gorączkowe nabory do pracy, a na dodatek przecież w te wakacje dyskonty będą zamknięte w niedziele. Mimo to pracownice już teraz zgłaszają nam, że w piątki i w soboty - zarówno nad morzem, jak i w górach - liczba klientów jest tak gigantyczna, że pracownic na zmianie jest zbyt mało, by móc obsłużyć klientów, rozpakować towar i jeszcze pilnować porządku w sklepie - opowiada Marczulewska.

Skala problemu pewnie jeszcze wzrośnie, bo sezon nad morzem tak naprawdę dopiero się zaczyna. Podobnie jest w górach i w innych miejscowościach turystycznych. Należy spodziewać się tłumów turystów, bo wiele wskazuje na to, że znowu zostaniemy na wakacje w Polsce. - Sytuacja z ubiegłego roku więc powtórzy się i wiele pracownic będzie pracować ponad swoje siły. One nie narzekają na pieniądze, a właśnie na to, że nikt je nie pyta o to, czy chcą dużo pracować. Po prostu tak trzeba, bo nie ma nikogo innego do pracy - kwituje przedstawicielka stowarzyszenia.

DOSTĘP PREMIUM