Dostarczają Ukraińcom zdrową żywność pod same drzwi. "W innych miastach łapią się za głowę"

20 kilogramów żywności tygodniowo dostają ukraińskie rodziny, które mieszkają w polskich domach w Lublinie. W skrzynkach, które rozwożą wolontariusze, są warzywa, owoce, nabiał, jajka i coś słodkiego. To pomysł Stowarzyszenia Homo Faber, które dostało na to specjalny grant.
Zobacz wideo

Uchodźcy - a są to najczęściej matki z dziećmi - są w trudnej sytuacji finansowej. Wiele kobiet nie ma pracy, mogą liczyć tylko na pomoc wolontariuszy. W punkach wydawania żywności jedzenia jest coraz mniej, brakuje niemal wszystkiego. Dlatego pomysł aktywistów z Lublina, by rozwozić paczki uchodźcom, został niezwykle entuzjastycznie przyjęty. Mogliśmy przekonać się o tym osobiście, jeżdżąc razem z członkami Stowarzyszenia Homo Faber i rozdając dary.

W czwartek byliśmy w okolicy ulicy Obywatelskiej. W samochodzie wolontariuszy znajdowało się kilkanaście skrzynek wypełnionych żywnością. W nich banany, pomarańcze, ale też buraki, marchew, cebula, kapusta. Była też duża kostka sera białego, mleko, jajka i trochę innych produktów. Tu możecie posłuchać opowieści w wersji audio:

W mieszkaniu, do którego przyjechaliśmy, znajdowało się siedem osób: babcia, jej dwie córki i czworo wnucząt. - Bardzo jesteśmy wdzięczni Lublinowi za pomoc. Te produkty tak bardzo się przydają - mówiła pani Olga, najstarsza z rodziny. Gdy pytaliśmy, co z tego ugotują, odpowiedziała, że przede wszystkim tradycyjny ukraiński barszcz. - Buraki są, marchewka jest. Będziemy gotować - cieszyła się. Wymieniała też pielmieni i hołubce. - To takie wasze polskie gołąbki - nadmieniła. 

Paweł Hadrian z dostawą żywnościPaweł Hadrian z dostawą żywności Anna Gmiterek-Zabłocka

"W innych miastach łapią się za głowę"

Razem z aktywistami odwiedziliśmy też lubelską dzielnicę Ponikwodę. Na trzecim piętrze mieszka mama, córka i jej syn. Są z Kijowa, niebawem chcą wracać. Dostawę jedzenia odbierała właścicielka mieszkania, pani Agata. - Bardzo jestem tym zaskoczona, oczywiście pozytywnie, że o tych ludziach się pamięta. Dostają produkty bardzo dobrej jakości - mówiła. Jak dodała, rodzina ukraińska u niej w domu też gotuje, głównie zupy albo pierogi. - Zupy niby gotują podobne do naszych, ale zupełnie inne w smaku. Na przykład ogórkową - mówi pani Agata. 

Odwiedziliśmy też małą kawalerkę w okolicy Drogi Męczenników Majdanka. Tu, w jednym pokoju z kuchnią (wynajętym im za darmo przez Polaków), mieszkają trzy kobiety z czwórką dzieci. Przywitała nas uśmiechnięta pani Włada, która przyjechała zza Kijowa. - Mamy znajomych w innych miastach w Polsce, nigdzie nie ma takiej pomocy. Jak się nasi znajomi dowiadują, że wolontariusze dają nam takie skrzyneczki z jedzeniem i to z dostawą do domu, to łapią się za głowę - śmiała się. I kilka razy dziękowała, że ktoś wymyślił taką pomoc.

Dostawa żywności dla uchodźcówDostawa żywności dla uchodźców Anna Gmiterek-Zabłocka

Zdrowa żywność

W punktach wydawania żywności w Lublinie znaleźć można głównie ryż, makaron, cukier czy mąkę. - My dostarczamy coś innego - zdrową żywność i produkty, których nie da się dostać nigdzie indziej - mówi Rostyk, z pochodzenia Ukrainiec, który koordynuje akcję pomocy. Sam przyjechał do Polski przed wojną, ale doskonale rozumie tych, którzy musieli uciekać przed bombami. 

Historie są różne, bo i osoby, którym się pomaga, to szeroka gama osobowości. - Mieliśmy przypadek w Krężnicy, gdzie polska rodzina przyjęła do siebie rodzinę z Ukrainy. Jak przyjechaliśmy, to była tylko córka - nastolatka. Przyjęła naszą dostawę, a w zamian dostaliśmy słoiczek dżemu zrobionego z produktów, które wcześniej przywieźliśmy - mówi wolontariusz Paweł Hadrian. Opowiada, że zdarza się też, że ktoś poczęstuje barszczem albo ciastem. 

Z dostaw cieszą się i dorośli, i dzieci. - Szczególnie jak w skrzynce jest coś słodkiego - śmieje się Rostyk. I dodaje, że wśród osób oczekujących na pomoc jest też sporo kobiet w ciąży. - Warzywa i owoce to witaminy, a te są dla nich teraz szczególnie ważne. Powinny to dostarczać swojemu organizmowi - dodaje nasz rozmówca. 

Tygodniowo wolontariusze Stowarzyszenia Homo Faber rozwożą 260 skrzynek. Do domów prywatnych, ale też ośrodków, gdzie jest więcej osób, w tym do miejsca, w którym przebywają dzieci z jednego z domów dziecka z Ukrainy. - Za każdym razem to są dla mnie duże emocje. Bywa, że wychodzę ze łzami w oczach, ze ściśniętym gardłem - mówi Hadrian. Cała inicjatywa związana z dostarczaniem żywności uchodźcom jest finansowa z grantu od dużej międzynarodowej organizacji humanitarnej Oxfam, która zajmuje się walką z głodem. 

DOSTĘP PREMIUM